W końcu nastały czasy, w których można łatwo oświetlić swoje stanowisko retuszerskie, bez kompromisów na jakie kiedyś trzeba było się godzić. Dawniej niemal wszyscy używali świetlówek, ponieważ inne źródła światła posiadały zbyt wiele wad do takiego zastosowania: miały nieodpowiednią temperaturę barwną, albo świeciły zbyt punktowo lub były bardzo nieekonomiczne i mocno się grzały. Natomiast dobre LEDy najpierw w ogóle nie istniały, a później były koszmarnie drogie. Teraz mamy większy wybór świateł o odpowiednich parametrach – w tym przystępnych cenowo LEDów, z regulacją jasności i o bardzo dużej trwałości. Oczywiście wciąż zdecydowana większość świateł diodowych to szmelc, ale najważniejsze, że nareszcie są też wśród nich perełki, warte uwagi.

Ten artykuł powstał ok. roku 2013 po czym był odświeżany, a w listopadzie 2019 całość została przeredagowana i w większości napisana od nowa. Dopisałem sporo swoich doświadczeń, napisałem więcej o oświetleniu montowanym za monitorem, odpowiedziałem też na najczęściej zadawane pytania.

Spis treści

  • Po co zawracać sobie głowę światłem w pomieszczeniu z komputerem?
  • Podstawowe zasady oświetlenia stanowiska komputerowego do obróbki zdjęć
  • Walka z odblaskami w ekranie
  • Mocno oświetlone stanowisko, czy słabiej?
  • Lampa na suficie lub za monitorem
  • Typy lamp
  • Moje doświadczenia, czyli prowizorka goniąca prowizorkę
  • Podsumowanie
  • F.A.Q. czyli odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania

Po co zawracać sobie głowę światłem w pomieszczeniu z komputerem?

Przygotowanie stanowiska do obróbki zdjęć, to absolutna podstawa. Bez tego zdjęcia będą wyglądały inaczej niż na wydrukach, nie będzie się dało ustawić poprawnego kontrastu, jasności ani kolorów, co za chwilę zilustruję przykładem. Nawet najlepsze monitory są na nic, jeśli postawi się je w nieprawidłowo oświetlonym miejscu. Monitor kalibruje się pod konkretne oświetlenie – inaczej do jasnego pokoju, inaczej do ciemnego (a właściwie w przypadku zdjęć, najlepiej zacząć od ustawienia monitora, a następnie dostosować jasność lampy w pomieszczeniu). Dlatego ciężko mówić o tym, że ma się skalibrowany ekran, jeśli nie zadbało się o oświetlenie w miejscu pracy – wówczas to nie jest kalibracja, jedynie jej nieudana próba. Dodatkowo skutkiem ubocznym dobrze oświetlonego stanowiska komputerowego, jest brak zmęczenia oczu, od długotrwałego wpatrywania się w ekran.

Nasz wzrok działa podobnie do aparatu fotograficznego – ma ograniczoną rozpiętość tonalną i dostosowuje się do tego, na co jest skierowany. Monitor uruchomiony w nocy, bez dodatkowego światła w pokoju, będzie dawał zupełnie inny obraz niż w słoneczny dzień. Dokładniej ujmując – monitor da ten sam obraz, ale użytkownik zobaczy go całkowicie inaczej.

Czy wiesz, który z poniższych prostokątów jest ciemniejszy?

Kiedyś pokazywałem podobną grafikę, na której oba kwadraty były identyczne. Ponieważ wielu moich czytelników już ją znało, to tym razem dokonałem zmiany. Na powyższej grafice, kwadrat z lewej strony jest… ciemniejszy. Prawy kwadrat jest jaśniejszy od lewego i można to sobie zmierzyć w programie graficznym lub po prostu zakryć ręką otoczenie kwadratów, żeby nie mieć wątpliwości. Monitor to właśnie taki kwadrat, który w zależności od tła (czyli ściany za nim) będzie dla nas ciemniejszy lub jaśniejszy, mocno kontrastowy lub słabo, bardziej niebieski lub bardziej żółty itd. Jeśli otoczenie monitora będzie doprowadzone do porządku, czyli zgodnie z tym artykułem, to obraz na nim będzie widziany poprawnie. Bardzo ciężko to zilustrować zdjęciem na malutkiej grafice, ale spróbuję… Poniższe fotografie są identyczne, różni je wyłącznie otoczenie:

Mimo braku różnic w samym zdjęciu, to drugie wygląda na bardziej kontrastowe i być może nieco za jasne, ze szczegółami w cieniach. Na pierwszym zdjęciu ich nie widać. Wystarczy przygotować stanowisko do obróbki w odpowiedni sposób, by problemy zniknęły, a praca stała się dużo bardziej komfortowa. W przypadku obróbki zdjęć, nie ma wyboru – powinna to być pierwsza rzecz jaką się robi.

Podstawowe zasady oświetlenia stanowiska komputerowego do obróbki zdjęć

Jest kilka podstawowych zasad, których zawsze się trzeba trzymać w pomieszczeniu do obróbki zdjęć. Dzięki temu zamiast na każdym etapie wprowadzać kolejne błędy, w postaci zafarbów, nieodpowiedniej jasności zdjęcia itd; zniweluje się możliwość ich pojawienia.

1. Do pomieszczenia nie może wpadać światło zza okna.
Należy odciąć światło słoneczne, czyli np. użyć zewnętrznej rolety, albo wewnętrznej z warstwą gumy. Te standardowe przepuszczają całkiem sporo światła, więc nie spełnią swojej roli. Zasłonięcie okna jest tak ważne, ponieważ warunki na zewnątrz co chwilę się zmieniają, o różnicy pomiędzy dniem i nocą nie wspominając. Co za tym idzie, zdjęcia obrabiane w nocy będą wyglądały zupełnie inaczej, niż te retuszowane w dzień. W nocy będą ciemniejsze i ze zmniejszonym kontrastem. Wystarczy na chwilę zgasić światło w pomieszczeniu z monitorem, żeby zobaczyć jak bardzo zmieniło się nasze postrzeganie fotografii. Oczywiście po zasłonięciu okien, nie będzie się pracowało w ciemności – oświetleniem za chwilę się zajmiemy. Można sobie zrobić kilka profili do różnego światła, ale to ogromna prowizorka i wiadomo, że nijak się ma do stałych warunków, bo te za oknem zmieniają się płynnie i niemal bez przerwy. Natomiast wszelkie automatyzacje dostosowujące jaskrawość monitora, do światła otoczenia, nadają się tylko do zastosowań biurowych, grania itd. Absolutnie nie są do fotografii. Zresztą w profesjonalnym sprzęcie czujnik jasności otoczenia, jest automatycznie wyłączany po kalibracji, ponieważ jest zbyt podatny na przekłamania – nawet kolor ubrania może bardzo mocno wpłynąć na jego odczyty. Pomiar światła otoczenia kalibratorem też nie jest używany w profesjonalnych zastosowaniach, bo jest wykonywany na bardzo małym obszarze i nie analizuje wszystkiego, co użytkownik ma w zasięgu wzroku.

2. Ściana za monitorem nie może być kolorowa. Powinna tam być biel/szarość.
Wzrok się akomoduje do tego co widzi, więc jeśli ściana będzie np. żółta, to skórze modelek najpewniej nadamy zupełnie nienaturalny odcień, ponieważ monitor wyda się dużo bardziej niebieski niż powinien. To jak nasze postrzeganie dostosowuje się do oglądanego obrazu można bardzo łatwo zaobserwować, zmieniając punkt bieli monitora. Jeśli mam ustawione D65 i zmienię na D50, to będę miał wrażenie, że biały zaczął wpadać w mocny pomarańczowy odcień. Jednak z biegiem czasu, biel będzie dla mnie znowu neutralna – wzrok się przyzwyczai. Gdy wrócę do punktu bieli D65, to biel wyda się niebieska – do czasu. Jeśli otoczenie monitora będzie miało zafarb w stosunku do ekranu, to można to trochę porównać do automatycznego balansu bieli aparatu. Czasem trafi dobrze, czasem dużo gorzej, a w niektórych sytuacjach w ogóle nie będzie miał szans się zbliżyć do prawidłowej kolorystyki. Dlatego ściana nie może być kolorowa – dzięki temu otoczenie i ekran będzie takie samo, więc to jakie kolory są neutralne, stanie się oczywiste.

3. Otoczenie ekranu musi mieć odpowiednią jasność.
Jest to bardzo, ale to BARDZO ważne – to wręcz podstawa kalibracji. Od jasności otoczenia zależy jaskrawość, którą należy ustawić na monitorze. Albo odwrotnie – można ustawić monitor względem jasności monitora, ale ZAWSZE te dwie rzeczy są powiązane.

Powyższa grafika przedstawia neutralną szarość dla gammy 2,2, czyli dla tej, która jest standardem w fotografii jak i ogólnie w komputerach. Jeśli powiększy się ją na pełen ekran, to ściana za monitorem powinna mieć bardzo zbliżoną jasność do ekranu monitora. Jednak przede wszystkim ściana nie może być ciemniejsza.

Jeśli ściana będzie ciemniejsza od ekranu, to wszystkie zdjęcia także będą (i już są) ciemniejsze niż ci się wydaje, oglądając je na swoim monitorze. Doskonale to widać na wydrukach i w tysiącach tematów na forach pt. „dlaczego moje wydruki są takie ciemne?”. Absolutnie nie znaczy to, że ściana ma być pomalowana na szaro. Najczęściej używa się bieli, a nie szarości, bo dzięki temu uzyskuje się identyczny efekt słabszym oświetleniem. Biała ściana może być widziana przez nas jako biała, albo jako czarna (i wszystkie pośrednie odcienie) – wszystko zależy od tego ile światła na nią padnie, a my dążymy do neutralnej szarości.

Po odpowiednim oświetleniu tła, postrzeganie kontrastu i jasności będzie neutralne. Fotografie oglądane na wydrukach w świetle dziennym, oraz wyświetlane na innych urządzeniach, nie będą już się wydawały za ciemne. Zdecydowana większość osób ma podświetlenie ekranu ustawione o wiele za mocno (czyli ściana za monitorem jest ciemniejsza niż grafika z szarością). Wówczas jasność monitora trzeba obniżyć, lub wzmocnić oświetlenie w pomieszczeniu. Najczęściej konieczne będzie zrobienie obu tych rzeczy. Jak bardzo to, co widzimy, zależy od otoczenia już pokazywałem. Jednak świetnie prezentuje także poniższa szachownica:

szachownica-d

Pole A i B jest identyczne.

Zdaję sobie sprawę, że bardzo ciężko jest porównać jasność ściany, z jasnością ekranu. Zupełnie różne charakterystyki źródeł światła, mocno to utrudniają. Moim zdaniem najprostszy sposób na ułatwienie sobie tego zadania, to włączenie aparatu fotograficznego w telefonie/tablecie, i ustawienie go tak, żeby monitor i ściana były w kadrze. Po włączeniu trybu czarno-białego, ocenienie jasności, jest o wiele prostsze. W dodatku można obniżyć ekspozycję i w przypadku za ciemnej ściany, monitor wciąż będzie lekko widoczny, a ściana stanie się czarną plamą, więc natychmiast widać różnicę w jasności. Zapewne nie jest to idealne rozwiązanie, w końcu matryca aparatu inaczej rejestruje niż my sami, mimo to metoda jest bardzo pomocna.

iphone

Zdecydowanie warto także zmienić tło w Photoshopie na neutralną szarość (Preferencje > Interfejs > Standardowy tryb ekranu >  [Własny] i jako kolor wskazać #777777).

Tło Photoshopa wygląda wówczas tak:

4. Jasność monitora musi być zgrana z otoczeniem, ale nie powinna być za niska.
Czyli chcąc dostosować jasność monitora do otoczenia, nie można przyciemniać go do bardzo niskich wartości. Więc nie można użyć bardzo słabego oświetlenia w pomieszczeniu i przyciemnić monitor na maxa. Do zastosowań o krytycznym znaczeniu barwy, czyli także do fotografii, przyjmuje się, że powinno być zachowane minimum 80 cd/m2 (candeli na metr kwadratowy), czyli 80 nitów. Jako że ustawienie wyższych wartości także może powodować komplikacje (tym razem z odbiciami jasnych elementów mieszkania, w ciemniejszych fragmentach ekranu), to najprościej do fotografii jest ustawić właśnie 80 cd/m2. Kalibrator wskaże odpowiednią wartość – bez niego ani rusz jeśli chodzi o obróbkę zdjęć (chyba że w monitorach NEC z Multiprofilerem – wtedy wszystko można ustawić tym programem, minimum przez rok od zakupu nowego egzemplarza). 80 nitów to wartość, przy której nasze oczy nie mają problemów z poprawnym rozróżnianiem kolorów. Jeśli monitor ustawi się na mniejszą jaskrawość, to istnieje ryzyko, że ciemne elementy będą nam się wydawały jaśniejsze niż faktycznie są, oraz że postrzeganie kolorów będzie zaburzone – czym ciemniej, tym większe rozbieżności. To też łatwo samemu sprawdzić – wystarczy popatrzeć na dowolny, wielokolorowy, przedmiot w nocy, z oświetleniem, w którym ledwo co go widać. Nie będzie się dało nazwać poszczególnych kolorów, a co dopiero dostrzec różnych odcieni. Nasz wzrok wtedy widzi w odcieniach szarości, a ciemne obszary rozjaśnia. Czym więcej światła, tym lepsze rozróżnianie kolorów. Przy 80 nitach nie ma obaw, że będziemy mieć zaburzone postrzeganie.

Wartość 80 nitów nie jest uniwersalną i jedyną słuszną, ale sprawdza się świetnie do druku, a osobiście uważam, że także do Internetu. Jeśli obrobię zdjęcia przy 80 cd/m2, to oglądane na jaśniejszym monitorze będą się prezentowały bardzo dobrze. Podobny efekt zachodzi przy oglądaniu filmów – materiał jest nagrywany tak by w warunkach kinowych wyglądał jak najlepiej, ale przy zwiększeniu jasności odbiornika, przez chwilę będzie się wydawał jeszcze lepszy. Po chwili wzrok się w miarę przyzwyczai i obniżenie jasności spowoduje negatywny efekt – obraz wyda się mdły (ale tylko tymczasowo).

Inna szkoła mówi o osobnej kalibracji pod obróbkę do druku (80 cm/m2), oraz osobną pod Internet (ok. 120 cd/m2), przy zachowaniu takiego samego oświetlenia w pomieszczeniu jak do druku. Czyli obrabia się wtedy zdjęcia do internetu, z monitorem „bardziej rażącym w oczy”. To dlatego, ponieważ większość osób ma jasno ustawione monitory. Jednak tak jak wspomniałem, ja nie rozjaśniam ekranu – moje zdjęcia wychodzą wtedy za ciemne, poza tym po prostu szkoda by mi było wzroku.

5. Oświetlenie musi mieć odpowiednie parametry
Lampa musi sprawić, by tło za monitorem było jak najbardziej zbliżone do wyglądu samego ekranu. Czyli biel lampy nie może wpadać w pomarańcz, mieć zielonego zafarbu itd. Standardowym punktem bieli w fotografii, a także w Internecie jest D65. Zresztą prawie zawsze właśnie ta wartość (D65), będzie najlepsza. Światło oświetlające pomieszczenie, musi więc dawać biel podobną do bieli ekranu. Absolutnie nie oznacza to, że lampa powinna mieć 6500K!!! Porównywanie w ten sposób źródeł światła o różnym widmie, NIGDY się nie uda. Dla przykładu: monitor ustawiony na D65, ma biel podobną do świetlówek 5000K, natomiast w przypadku LEDów będzie to nieco ponad 5500K, a w przypadku halogenów nieco poniżej 5000K.

Na nasze szczęście, punkt bieli D65 sprawia się też znakomicie w przygotowaniu do druku, ponieważ papiery fotograficzne mają w sobie sporo chemii, więc we wszechobecnym UV postrzegamy je jako bardziej niebieskie. Niestety wciąż panuje mit o D50 do druku, na szczęście wystarczy szybkie zerknięcie na monitor D65 i kartkę papieru fotograficznego w świetle dziennym, żeby wszelkie wątpliwości zostały rozwiane. Kelviny podawane przy lampach tak na prawdę nie mówią wszystkiego, ponieważ lampy z niskim CRI (poniżej 95) mogą wpadać w różne zafarby. Dlatego jeden z akapitów poświęcę na opisanie konkretnych modeli lamp, które nie mają takich problemów i świecą neutralnie.

6. Oświetla się tylko obszar w zasięgu wzroku, a nie całe pomieszczenie.
Światło za plecami użytkownika będzie powodowało problemy. Czym mniejsze pomieszczenie i czym jaśniejsze ściany, tym bardziej zostaną oświetlone ściany boczne i z tyłu. W efekcie mogą odbijać się w monitorze, a to niedopuszczalne. Gdy lampa będzie przesunięta do tyłu, za użytkownika, to poza tym, że będzie musiała świecić odpowiednio mocniej, by oświetlić ścianę za monitorem, to znacznie bardziej oświetli pozostałe ściany, które nie są w zasięgu wzroku. Jeśli te są czarne, to w porządku, ale większość osób ma pokoje w jasnych odcieniach, które mocno oświetlone, będą się odbijać w monitorze.

Problemy będą się przejawiać inaczej, w zależności od typu wykończenia matrycy monitora. Na matowych nie będzie widać odbić, za to bardzo mocno spadnie kontrast całego ekranu. W matrycach szklanych (których w monitorach do zdjęć się nie stosuje, ale są normą w laptopach) odbicia będą wszechobecne, a sama lampa może powodować wyraźny refleks świetlny w niektórych miejscach ekranu. Macbooki jako jedyne mają szklane matryce z dobrym antyrefleksem, ale i on sobie nie poradzi wystarczająco dobrze. Na szczęście od kilku lat, w dobrych monitorach, używa się głównie ekranów satynowych. To najlepsza opcja, ponieważ łączy zalety wykończeń szklanych i matowych, ale ich wady ma ograniczone do minimum. Dzięki temu lampa nie powoduje dużego spadku kontrastu, a odbicia są niewielkie. Aczkolwiek trzeba uważać, by siebie samego nie oświetlić zbytnio lampą, bo wówczas użytkownik może się odbijać ciemnych partiach ekranu (nie tak jak przy matrycach szklanych, ale jednak).

Dlatego lampa najlepiej gdy jest nad monitorem, przesunięta nieco w kierunku ściany na którą patrzymy. Czyli oświetlająca ścianę, ale nie biurko i użytkownika. Jeśli lampa będzie pomiędzy monitorem, a użytkownikiem, to może powodować spadek kontrastu, oraz oświetli mocno twarz, ręce, ubranie, klawiaturę itd, które następnie mogą się odbić w monitorze. Do tego zostanie wtedy oświetlony sam blat biurka, który jeśli nie jest czarnym matem, to też najpewniej stanie się stałym elementem ekranu. Np. czarna powierzchnia tabletu piórkowego, potrafi się odbijać w ekranie.

Podsumowując – najlepiej jest mieć lampę wycelowaną w ścianę za monitorem, która nie oświetla przy okazji całej reszty pomieszczenia. Dlatego świetnie sprawdza się wtedy zamontowanie jakiejś listwy odcinającej światło lecące na użytkownika. Jeśli na chwilę odejdzie się od komputera do ciemniejszego miejsca, to nie ma obaw, że po powrocie będzie się inaczej postrzegało obraz. Nasz wzrok bardzo szybko się przyzwyczaja do jaśniejszego, natomiast do ciemnego znacznie dłużej. Jest to proste do sprawdzenia – wystarczy zmniejszyć sobie na chwilę moc podświetlenia ekranu. Minie sporo czasu zanim zacznie się postrzegać ustawioną teraz jaskrawość, jako wystarczającą. Przez długi czas obraz będzie się wydawał za ciemny i mało kontrastowy.  Natomiast jeśli się go rozjaśni, to przywyknięcie do niego będzie jedynie kwestią kilkunastu sekund. Z tego samego powodu osoby, które pierwszy raz korzystają z prawidłowo przystosowanego stanowiska do pracy, bo wcześniej miały za jaskrawy ekran, będą zazwyczaj twierdzić, że monitor świeci teraz za słabo. Natomiast jeśli po kilku dniach, spróbowaliby wrócić do dawnych ustawień, to nie będą w stanie zrozumieć, jak przez lata mogli pracować z monitorem, który niemal dosłownie wypalał im oczy. Aktualne ustawienie już w ogóle nie będzie się wydawało za ciemne.

Walka z odblaskami w ekranie

Ustawiając światło, zawsze warto wyświetlić czarną planszę na całym ekranie i popatrzeć czy coś się w nim nie odbija. Zresztą możesz zrobić to też w tej chwili:

Nie sprawdza się odbić na wyłączonym monitorze, ponieważ wtedy jego podświetlenie jest wyłączone, a w LCD ma ono wpływ również na czerń. W zależności od położenia lampy, odbijać będą się inne elementy. Ja od lat, w każdym mieszkaniu, najpierw lampę zawieszałem na statywie (najczęściej na boomie) i dobierałem odpowiednie położenie, a dopiero później montowałem na stałe w miejscu, które było najlepsze (a zdarzało się, że na tym statywie już zostawała, ale pięknie to nie wyglądało :)). 

Kaptury są zakładane na monitor po to, by zniwelować odblaski, ale gdy te nie biorą się tylko z bezpośredniego otoczenia stanowiska pracy, a z całego pokoju (np. zza pleców użytkownika), to i kaptur sobie z nimi nie poradzi. Poza tym kaptura powinno się używać tylko w ostateczności, gdy żadnym innym sposobem nie da się zniwelować odbić.

Mocno oświetlone stanowisko, czy słabiej?

Stanowisko do retuszu można oświetlić na dwa podstawowe sposoby:

1. Ściana za monitorem pomalowana białą farbą + oświetlenie, oświetlające biurko wystarczająco do retuszu, ale zbyt słabo, by wydruki oglądane w tym świetle dało się porównywać z ekranem monitora (bo będą za ciemne przez to, że światło nie jest skierowane bezpośrednio na nie, tylko na ścianę za monitorem). Takie oświetlenie nie jest specjalnie mocne.

2. Ściana za monitorem pomalowana szarą farbą + znacznie mocniejsze oświetlenie, padające także na biurko. Dzięki temu można porównywać wydruki z ekranem monitora, bo biel kartki papieru przy monitorze, będzie taka jak biel samego ekranu. To rozwiązanie ma dużo więcej wad, niż zalet (ta jest tylko jedna – wspomniane oglądanie wydruków).

W obu przypadkach ściana za monitorem będzie wyglądała dla nas tak samo. Czyli tak jak neutralna szarość, wyświetlona na ekranie. Po prostu przy szarej farbie, będzie użyte mocniejsze światło do uzyskania takiego samego efektu, niż przy farbie białej. Dzięki temu jedna lampa może oświetlić wystarczająco mocno także wydruk na biurku. Mimo że stanowisko będzie słabiej oświetlone niż w pierwszym przypadku, moje doświadczenia mówią, że i tak niemal każdy zanim się tym zajmie, to ma za ciemno.

Zdecydowana większość osób w ogóle nie potrzebuje porównywania obrazu monitora z wydrukami, a jeśli już, to znacznie lepszym pomysłem jest oświetlenie stanowiska pierwszym sposobem i postawienie na biurku dodatkowej lampy, stworzonej właśnie po, to by oglądać pod nią wydruki.

Można też użyć specjalnej gabloty do sporych rozmiarów zdjęć, aczkolwiek to znacznie większy koszt. Właśnie dlatego niektórzy decydują na porównywanie wydruków w tym samym oświetleniu, co sam retusz. Niestety skoro oświetlamy także biurko, to także klawiaturę oraz wszystkie inne akcesoria, a także nas samych, a to oznacza gigantycznie zwiększone szanse na odbicia w monitorze lub spadek kontrastu, a także wielokrotnie mocniej oświetlone ściany wszędzie wokoło (co w większości pomieszczeń przełoży się się ponownie na to samo – jeszcze większe szanse na odbicia w ekranie). W czasach matowych matryc, wady takiego rozwiązania nie rzucały się w oczy natychmiast, tym bardziej, że do zdjęć potrzeba naprawdę niewielkiego kontrastu, więc jego spadek wiele osób ignorowało. Gorzej jeśli komputer służył też np. do montowania wideo – tam kontrast jest bardzo istotny. W erze satynowych matryc, swojego odbicia w ekranie już raczej nikt nie przegapi, więc oświetlanie swojej twarzy lampą, zdecydowanie odradzam.

Jaśniejsze oświetlenie (retusz + oglądanie wydruków w tym samym świetle)
Gdy nie chcesz oglądać wydruków, to śmiało możesz przejść do kolejnego punktu tego artykułu. Jednak jeśli ktoś mimo wszystko koniecznie chce porównywać swoje wydruki z ekranem monitora, w tym samym świetle, jakim ma oświetlone stanowisko do obróbki zdjęć (zamiast przy osobnej dedykowanej lampce postawionej na biurku), to nie ma wyboru – musi mieć mocne światło nad komputerem. Na tyle mocne, aby biel kartki papieru odpowiadała jasności monitora. Czyli trzeba wyświetlić białą planszę na ekranie i porównać z papierem fotograficznym. Przy takim świetle ściana za monitorem (jeśli jest pomalowana na biało, a lampa nie jest od niej mocno oddalona), będzie o wiele jaśniejsza od szarości na jakiej nam zależy, więc trzeba ją pomalować na szaro, lub zasłonić lampę w taki sposób, by do ściany docierało mniej światła. W przypadku świetlówek liniowych w oprawie rastrowej, odpowiednią jasność uzyskuje się zazwyczaj dopiero przy ok. 70W, czyli przy 2 długich 120 cm świetlówkach, lub 4 krótkich. Dla porównania: chcąc mieć oświetlenie tylko do retuszu, maksymalnie połowa tej mocy jest wystarczająca, a często i jeszcze znacznie mniej.

Jednak aby poprawnie ocenić kolory na zdjęciu, nie wystarczy odpowiednia jasność… Trzeba mieć światło o wystarczająco wysokim parametrze RA/CRI. Dla przykładu: pod zwykłymi świetlówkami kolory będą miały mniejsze nasycenie na papierze, niż na monitorze. Słońce ma RA 100, a normalne świetlówki ok. 70-80. Dlatego nasza skóra wydaje się w takim świetle bardziej blada niż na zewnątrz. Więc do porównywania fotografii, należy posłużyć się nie tylko odpowiednio jasnym światłem, ale i bardzo dobrej jakości. W przeciwnym wypadku porównywanie wydruków z ekranem nie ma najmniejszego sensu.

Jednak odpowiedz sobie szczerze – jeśli masz porządny monitor, to kiedy ostatnio miałeś potrzebę porównywania wydruków z ekranem? W grafice ma to więcej uzasadnień, natomiast w fotografii, u wielu osóbm, potrzeba ta wynika ze źle przygotowanego stanowiska (okazuje się wtedy, że wydruki są za ciemne itd. i na tej podstawie wprowadza się poprawki) lub przez monitory nie nadające się do obróbki zdjęć. Oczywiście są też osoby, które muszą robić proofy, ale to zdecydowana mniejszość.

Słabsze oświetlenie (tylko retusz)
Nie porównując wydruków z ekranem, kompletnie nie ma sensu dążyć do takiej samej jasności bieli na na kartce i na ekranie. Należy się skupić na uzyskaniu odpowiedniej szarości za ekranem i tyle. Jeśli ta szarość będzie odpowiednia, to wszystko na monitorze będziemy widzieć poprawnie, niezależnie od tego jak mocnym światłem zostanie to uzyskane. Po prostu ściana najlepiej żeby była pomalowana wówczas białą farbą, a nie szarą. Przy odpowiednim świetle da to szarość o jaką nam chodzi (pewnie w przypadku świetlówki liniowej, będzie to ok. maksymalnie 20-30 W, zamiast ok. 70W koniecznych do oświetlenia wydruku, ale zależy to też od położenia lampy, zastosowanej oprawy itd). Więc dla przypomnienia – wystarczy doprowadzić do tego, by tło za monitorem było pozbawione zafarbów i miało taką jasność:

Mniej światła w pomieszczeniu, to o wiele mniejsze szanse, że ściany odbiją się w ekranie powodując wspomniane wcześniej problemy. Jeśli lampa nie będzie świeciła wprost na biurko i na użytkownika, to nie nie będzie ich odbić w ekranie (użytkownik chociażby był ubrany na czarno, to dłonie i twarz będzie miał pewnie odkryte, a skóra odbija się bardzo chętnie w ekranie). Przy jasnym świetle odbić w wielu monitorach w ogóle nie da się uniknąć, a ze słabszym jest to dużo prostsze.

Takie rozwiązanie pokazuje swoje zalety jeszcze bardziej w małych pokojach, gdzie o odbicia dużo łatwiej, niż w przestronnych pracowaniach. Jasna ściana znajdująca się zaraz za plecami, przy mocnym świetle będzie utrapieniem, a przy słabszym może w ogóle nie powodować problemów.

Lampa na suficie lub za monitorem

Osobiście jestem zdecydowanie zwolennikiem oświetlenia montowanego pod sufitem, a nie za monitorem. Co prawda od dłuższego czasu stosuję oba rozwiązania i mogę się między nimi w każdej chwili przełączać, ale akurat mi one służą do innych celów. Do retuszu zawsze wybieram światło sufitowe.

Gdyby spojrzeć na stanowisko komputerowe ze światłem zza ekranu, to standardem jest sytuacja, ze sporą łuną światła przy samym monitorze i ciemnością już tylko trochę dalej. Skoro światło maleje z kwadratem odległości, to trudno żeby było inaczej. Można co prawda zmiękczyć światło i próbować zasłaniać nieco lampę, w miejscach gdzie świeci bezpośrednio ekranie, tak by wyrównać jasność z tą dalszą, ale to sporo kombinowania i po zdjęciach z sieci wnoszę, że raczej nikt tego nie robi. Sporo osób akceptuje światło jedynie w bezpośredniej okolicy ekranu, bo to i tak dużo lepsza sytuacja, niż zupełna ciemność i dużo łatwiej ocenić wtedy poprawny kontrast i jasność, niż kiedy tego światła nie było. Dla mnie komfort takiej pracy jest znacznie mniejszy, w porównaniu do sytuacji, w której mam całość oświetloną równomiernie, bo ciągle mam wrażenie jakbym pracował w nocy, zamiast za dnia, ale zdaję sobie sprawę, że w końcu bym się przyzwyczaił. Zresztą kiedyś tylko nocami pracowałem, przy fatalnym oświetleniu…

led2
Częsty problem oświetlenia montowanego za monitorem – punktowe światło. Co gorsza często nawet tak nie jest, tylko jedna strona jest dużo mocniej oświetlona od drugiej itd.

Nigdy nie sugerujcie się zdjęciami stanowisk, które mają oświetlenie za monitorem, a na fotografii nie widać prawie nic poza monitorem, albo jedynie kilkadziesiąt centymetrów po bokach ekranu. Czasem już wtedy widać wyraźną łunę światła, więc chwilę dalej będzie kilka razy ciemniej. Patrząc na monitor, widzimy wielokrotnie większy obszar. Dla fotografa powinno być jasne, że światło słabnie proporcjonalnie do kwadratu odległości.

Jeśli mamy zrobić oświetlenie dobrze, musimy objąć nim obszar odpowiadający minimum kątowi widzenia. Lampą sufitową jest to łatwiejsze do osiągnięcia, aczkolwiek jeśli monitor jest przysunięty bardzo blisko ściany, to nawet wtedy ciężko będzie uzyskać odpowiednie warunki, ponieważ lampa będzie albo przy samej ścianie, albo nad użytkownikiem, oświetlając niepotrzebnie klawiaturę, twarz i wszystko inne, co się następnie odbije w ekranie

Idealnie byłoby, gdyby monitor nie był przysunięty do samej ściany, tylko nieco oddalony od niej. Wówczas światło zamontowane w okolicach stanowiska pracy, będzie dalej od ściany, a więc rozejdzie się o wiele bardziej równomiernie, nie powodując przy okazji problemów. Na dużych biurkach monitor standardowo jest oddalony kilkadziesiąt centymetrów od ściany, jednak w tych mniejszych, często musi być postawiony na samym końcu. Wówczas dużo łatwiej będzie osiągnąć równomierne oświetlenie, jeśli biurko będzie nieco odsunięte od ściany. Tym bardziej, gdy światło będzie zza monitora, a nie z sufitu.

Przy oświetleniu sufitowym, łatwiej jest w wysokich pomieszczeniach, niż w niskich. Lampa znajduje się wtedy daleko poza zasięgiem wzroku, a przez odległość od biurka, światło rozejdzie się bardzo, ale to bardzo równomiernie. W niskich pomieszczeniach trzeba uważać, aby lampa nie świeciła w oczy i ogólnie w użytkownika. Jednak jak już wspominałem, można wtedy zamontować przy lampie (pod kątem 90 stopni do sufitu) jakąś listewkę, która odetnie część światła kierowaną w stronę użytkownika – ogromnie ogranicza to potencjalne odbicia w ekranie.

Typy lamp

Chcemy uzyskać światło, które daje biel zbliżoną tej wyświetlaną przez monitor. Obecnie na pewno szedłbym w LEDy z płynną regulacją mocy i tak też zrobiłem, ale opcji jest więcej.

Świetlówka liniowa
Przez lata była to jedna z najlepszych opcji i najprostszych opcji. Nic dziwnego, ponieważ już na starcie mamy w miarę miękkie światło, które równomiernie oświetla duży obszar. Dzięki oprawie rastrowej, taka świetlówka nie sieje światłem na całe pomieszczenie i częściowo naturalnie odcina światło, które bez niej leciałoby prosto na użytkownika.

oprawa rastrowa

Niestety mało kto chce mieć taką lampę w mieszkaniu – zdecydowanie częściej można je spotkać w biurach. Istnieją też bardziej designerskie modele, ale nie są tak popularne i aż tak tanie. W tego typu lampach instaluje się dwie podłużne świetlówki, którymi łatwo równomiernie oświetlić duży obszar, przy czym do retuszu już jedna 120 cm powinna wystarczyć. Są też kwadratowe lampy na cztery krótsze świetlówki, ale zdecydowanie bardziej polecam te dwu-świetlówkowe, czyli długie, a wąskie. Niezależnie od obudowy, odbłyśnik w środku nie może być kolorowy (zdarzają się złote i niebieskie, na szczęście srebrne są zdecydowanie najpowszechniejsze).

Są też bardzo proste obudowy na świetlówki, które w ogóle nie ograniczają światła, jedynie dostarczają zasilanie i nic więcej:

To nie jest zła opcja, ale wtedy światło poleci na wszystkie ściany, jeśli temu nie zapobiegniemy jakąś dodatkową przeszkodą, zamontowaną przy lampie (u mnie było to zrobione, jak zwykle, mocno prowizorycznie – za pomocą jakiegoś plastikowego arkusza, kupionego w sklepie z artykułami biurowymi).

Standardowe świetlówki mają niski parametr CRI i wpadają w paskudne zafarby. Jednak istnieją też stricte fotograficzne modele, mające wysokie CRI i odpowiednią temperaturę. Są oznaczone numerem 950, czyli RA ponad 90 i 5000K. Godne polecenia są świetlówki Osram serii Lumilux Proof, i Phillips serii Graphica – są przeznaczone właśnie do zastosowań o krytycznym znaczeniu barwy i co ważne, ceny nie są bardzo wysokie. Wadą świetlówek liniowych i tych, które za chwilę opiszę jest brak regulacji jasności w standardowych oprawach.

Świetlówki E27
Wspominam o nich już tylko z konieczności, ponieważ mało kto chce montować w mieszkaniu świetlówki liniowe, a te wkręcane w miejsce zwykłej żarówki nikomu nie przeszkadzają i zazwyczaj są pierwszym wyborem. Niestety świetlówki na gwint E27 nie występują w postaci z wysokim RA (niby fotograficzne mają 90, ale 90 to nie 98, ale one one bardzo zmieniają swoje parametry z upływem czasu). Co za tym idzie ciężko uniknąć zafarbów. już lepiej byłoby kupić kilka świetlówek o małej mocy (zazwyczaj najmocniejsze mają nieco powyżej 20W), zamiast jednej dużej (mogącej mieć nawet 250W). Te małe są do kupienia w każdym sklepie, duże tylko w tych ze sprzętem fotograficznym i filmowym. Niestety problemem jest znalezienie wersji, która nie będzie świeciła zbyt ciepło ani zbyt zimno, a finalnie i tak najpewniej będziemy mieć zafarby.

Małe świetlówki można rozmieścić w kilku lampach, a więc uzyskać znacznie miększe i bardziej równomierne światło. Natomiast gdy nie ma wyboru i trzeba zamontować kilka świetlówek w jednym gwincie, to wystarczy kupić złodziejkę, która z jednego zrobi ich kilka (wystarczy na 2 lub 4 gwinty, ale widziałem nawet z z sześcioma).

zlodziejka

Przykładowy rozgałęźnik, do kupienia tutaj. Dzisiaj mamy zdecydowanie lepsze opcje, więc takich świetlówek bym unikał i wybrał np. żarówkę LEDową, byle tylko odpowiednią…

Żarówki LEDowe
Większość żarówek diodowych to straszny syf. Na szczęście istnieją już dobre żarówki LEDowe, jak i całe lampy diodowe, po prostu trzeba znać konkretne modele. Jeśli ktoś chce samą żarówkę, to nie ma dużego wyboru i te sprzedawane pod marką Yuji są najlepszą opcją. To diody tak dobre, że można by ich używać jako oświetlenia referencyjnego do oglądania wydruków. Niestety świecą dość punktowo, nie są tanie i same w sobie nie mają żadnych funkcji smart, a więc o ewentualną regulację jasności trzeba samemu zadbać. Chcąc równomiernie oświetlić ścianę, jedna sztuka to za mało.

Lampy LED do video
Można też użyć lamp diodowych, stworzonych do kręcenia video. Jeśli nie będziemy szukać pośród największego szmelcu, to sporo modeli ~5600K będzie mieć odpowiednią biel, a do tego nawet bardzo dobre odwzorowanie barw. Nie ma sensu kupowanie lamp z diodami mieszanymi (3000K + 5600K), potrzeba nam tylko 5600K. Niestety ceny nie zachęcają, do tego wiele modeli jest aktywnie chłodzonych, a hałas wentylatora może przeszkadzać w pracy. Np. gdy pierwszy raz używałem lampy filmowej do retuszu, to poza klimatyzacją, była najgłośniejszym elementem w pomieszczeniu. Komputer w czasie retuszu miałem niemal bezgłośny, więc tylko podczas renderowania video hałasował bardziej od oświetlenia. Gdy później znowu użyłem tej lampy, tym razem do jednoczesnego oświetlenia ściany i mojej twarzy, na potrzeby nagrań dźwięku z obrazem, to hałas jej wentylatora właściwie uniemożliwiał uzyskanie czystego audio, więc miałem kolejny powód, by zmienić oświetlenie.

Tak jak w przypadku świetlówek, najlepsze będą lampy długie, a wąskie. Czyli tzw. miecze. Jest jeden model, który wybija się bardzo niską ceną i dokładnie takim światłem, jakiego nam potrzeba – YongNuo YN360S 5600K, kosztująca nieco ponad 100 zł. W dodatku jest chłodzona pasywnie, a więc nie generuje żadnego dodatkowego hałasu. Jest też na tyle cienka, że można by ją nawet wsunąć do oprawy rastrowej, jeśli nie ma się pomysłu na jej montaż. Doskonale nadaje się także do umieszczenia za ekranem, a ja sam ich obecnie używam zarówno do oświetlenia całego pomieszczenia, jak i by uzyskać światło zza monitora podczas nagrywania live czy nawet zwykłych rozmów video. Jednak tej lampie poświęciłem cały osobny artykuł i w nim jest znacznie więcej informacji – link. W każdym razie prostokątną lampą jest ciężej oświetlić pomieszczenie tak dobrze jak mieczem.

Halogeny
Porządne oświetlenie można uzyskać przy pomocy halogenów, które, niestety, mają istotne wady: bardzo się grzeją, pobierają dużo prądu, wymagają bardzo stabilnego napięcia, żeby trzymać parametry, do tego sumarycznie wychodzą drożej od innych rozwiązań. Aczkolwiek dzięki wysokiemu RA nadają się do oglądania wydruków. Nie rozwijam tutaj tego tematu, bo ciężko mi znaleźć powód, dla którego w dzisiejszych czasach ktoś miałby iść w takie światło.

Moje doświadczenia, czyli jak nie oświetlać pomieszczenia i prowizorka goniąca prowizorkę

Na potrzeby tej notki odkopałem trochę starszych zdjęć, ale to są jakieś przypadkowe ujęcia, które w większości przypadków nigdy nie miały być nigdy pokazane. Także miejsce z komputerem pokazują kiepsko i są fatalnej jakości, ale chyba lepsze to, niż nic.Długo brakowało mi doświadczenia z oświetleniem miejsca pracy, więc było to błądzenie po omacku i dużo nauki na własnych błędach. Na szczęście nigdy nie zależało mi na tym, żeby lampy były estetyczne, co umożliwiło mnóstwo eksperymentów z różnymi światłami, rozstawionymi na statywach i sprawdzanie jak przesunięcie lampy trochę w przód lub w tył, wpłynie na efekt finalny. Jednak to był dalszy etap. Na początku pracowałem bez jakiegokolwiek przejmowania się oświetleniem. Powodowało to gigantyczne problemy, tyle że wtedy jeszcze sobie nie zdawałem z tego sprawy. Następnie za monitorem wylądowała lampka biurkowa – bez zastanawiania się nad jej kolorem, a co dopiero kolorem tła, jasnością itd. Z lampą było dużo lepiej niż bez niej, ale wciąż fatalnie. Oczywiście wówczas myślałem, że jest ekstra.

Jak widać, monitory były równie straszne, jak oświetlenie.

Póżniej przez kilka lat pracowałem ze ścianą obłożoną białym papierem (to się spisywało dobrze) i świetlówkami fotograficznymi, umieszczonymi pod sufitem, za moimi plecami (to już gorzej). Były zamontowane w okrągłych oprawach i świeciły wszędzie na około, w tym na białą szafę, która była za mną. Skutkowało to gigantycznym spadkiem kontrastu, a że było to wczasach matowych ekranów, to kontrast spadł dramatycznie i nawet na matrycy S-PVA czerń przestała istnieć. Na samym początku nawet sobie z tego nie zdawałem sprawy. Po prostu myślałem, że w jaśniejszym świetle tak jest i już. Jak się zorientowałem co jest grane (chyba było to dopiero gdy postawiłem obok monitor z satynową matrycą), to czarną blendą zastawiałem te meble, które się najbardziej odbijały. Pomogło bardzo mocno, chociaż gdybym lampy zamontował nad stanowiskiem pracy, zamiast przesunięte do tyłu, to byłoby jeszcze dużo lepiej.

Niestety nigdy nie doprowadziłem w tym pomieszczeniu oświetlenia do porządku, ale w porównaniu do tego co miałem wcześniej, to i tak było bardzo dobrze i spokojnie można tam było robić retusz. Na fotce tego nie widać, ale lampy były rozstawione bardzo szeroko, więc cała ściana była oświetlona równo.

Zaraz po przeprowadzce cofnąłem się w oświetleniowym rozwoju, bo potrzebowałem tymczasowego rozwiązania. Wiedziałem, że za kilka miesięcy znowu zmienię lokum i nie uśmiechało mi się eksperymentowanie, więc zastosowałem rozwiązanie, które stosowałem, od lat kiedy w hotelach trzeba było robić pilny retusz. Czyli używałem halogenu w lampie studyjnej, umieszczonej na statywie. Była wycelowana między sufit, a ścianę za monitorem. Szkoda mi było zużywać sprzęt studyjny w taki sposób, bo lampa cała lampa musiała być włączona i chłodzenie w niej chodziło na pełnych obrotach. Dlatego szybko kupiłem mocowanie z gwintem i to do niego wkręciłem halogen. Przymocowałem tam też czaszę z tej samej lampy studyjnej. Trochę później, z komputerem w innym miejscu, meble przy biurku były tak ułożone, że mogłem to do nich przyczepić światło klipsem i uzyskać podobny efekt finalny, jak wcześniej z boomu. Wstyd to publikować, no ale tak sobie radziłem:

Ten wycinek tła studyjnego przed laptopem zasłania lustro :).

Jako że był to halogen, to całość grzała się tak potwornie, że finalnie niemal wszystko się stopiło. Nie dość, że działało jak grzejnik, co przy 40 stopniowej temperaturze za oknem średnio mi pasowało, to jeszcze brało więcej prądu, niż projektor. Później, na kolejnym gwincie, zamontowałem świetlówkę fotograficzną, zamiast halogenu.

Trochę później przyszła pora na zrobienie porządnego oświetlenia, jednak w miedzy czasie ponownie zdałem sobie sprawę, jak duże znaczenie ma to, co się znajduje za plecami użytkownika. Biała ściana była na tyle daleko, i na tyle słabo oświetlona, że nie powodowała problemów, za to antyrama ze zdjęciem na tej samej ścianie, odbijała mi się w Retinie tak mocno, że najpierw ją zasłaniałem, a później wymieniłem antyramę na obraz bez szyby.

Kolejnym etapem było kupno 120 centymetrowej oprawy rastrowej. Niestety biurko było bardzo płytkie i na stałe przytwierdzone do ściany, więc lampa była jednocześnie bardzo blisko mnie jak i ściany za monitorem. Dlatego wyciąłem trochę tła studyjnego i przykleiłem je do lampy tak, by maksymalnie zniwelować światło oświetlające mnie.

Lampa rastrowa została ze mną na wiele lat i sprawdzała się bardzo dobrze. Łatwo było nią równomiernie oświetlić dużą powierzchnię i do dzisiaj uważam, że ludzkość żadnej lepszej oprawy nie wymyśliła. Wtedy też w ramach eksperymentu wstawiłem szare tło studyjne za ekran, ale szybko wróciłem z powrotem do białego.

Po przeprowadzce do obecnego mieszkania, też używałem oprawy rastrowej. Jednak ja poza retuszem, używam komputera też do nagrań zawierających audio i okazało się, że muszę porządnie wygłuszyć pomieszczenie. Wymagało to m.in. bardzo nieregularnego kształtu ściany za monitorem, przez co przy każdej lampie zamontowanej blisko, robiłyby się koszmarne cienie. Źle mi się w takich warunkach pracowało, więc mogłem albo zakryć ścianę białą tkaniną przepuszczającą powietrze (przez co lampa światło znowu by się dobrze rozchodziło, a dźwięk wciąż byłby tłumiony), albo mogłem zamontować lampę za swoimi plecami. Zrobiłem testy jak bardzo negatywny będzie to miało wpływ na kontrast i wyszło mi, że dzięki satynowej matrycy jest bardzo dobrze… pod warunkiem, że ścianę za plecami uczynię czarną. I tak chodziło mi to po głowie, więc długo nie zwlekałem. Wówczas zamiast oprawy rastrowej, wystarczył mi najprostszy uchwyt na świetlówkę, tyle że znowu różnymi dodatkowymi elementami ukierunkowałem światło. Przy czym zamontowanie lampy kilkanaście centymetrów za moimi plecami się w ogóle nie sprawdziło – oświetlała mi wtedy mocno ręce, blond fryzurę, a co ruszyłem głową, to w ramkach okularów coś mi się mieniło. Lampa umieszczona dalej sprawiła, że światło padało na mnie już tylko od tyłu, w dodatku rzucałem cień na dłonie, klawiaturę i tablet piórkowy, dlatego tak już zostało. Później wymieniłem świetlówkę na LEDy i mam tak do dzisiaj.

Dodam że kilka razy zdażyło mi się mieć biurko we wnęce (nawet teraz tak mam, co widać na powyższym zdjęciu). Wówczas lampa bezpośrednio nad ekranem oświetlała mi znakomicie wszystko, co było przede mną, ale poza wnęką panowały ciemności, które zawsze kątem oka dostrzegałem. Nigdy mi to nie pasowało i zawsze używałem wtedy dodatkowego światła, by te miejsca rozświetlić (no chyba że tak jak w tej chwili – światło jest z tyłu, to nie ma takiej potrzeby).

Dawniej skupiałem się na ustawieniu takiej samej bieli na ekranie, jak na jego otoczeniu (test na białą kartkę) i późniejszym dostosowaniu szarości za monitorem. Na matowych matrycach na pierwszy rzut oka nie było widać wad takiego rozwiązania. Ale matowych już od lat nie używam, a skoro w tym świetle robię wyłącznie retusz, to w moim przypadku mocne światło, przy malowanej na szaro ścianie, jest tylko niepotrzebnym problemem (odbicia). Czyli u mnie jak i u prawie każdego, biała ściana i dobranie do niej odpowiedniego światła (zamiast dobrania światła pod papier i malowania ściany) jest najlepszą opcją.

Podsumowanie

Zdjęcia najlepiej obrabiać w sztucznie oświetlonym miejscu, bo światło słoneczne co chwilę się zmienia. Monitor skalibrowany do 80 nitów i neutralna, 50%, szarość za ekranem, to w uproszeniu bardzo dobre warunki podczas przygotowania zdjęć. Ekran wtedy nie wypala oczu, ani nie świeci za ciemno, a użytkownik poprawnie widzi kolory.

Oczywiście bardzo ważne jest też posiadanie monitora, który nadaje się do obróbki zdjęć, pisałem o tym w osobnym artykule (link). Zdjęcia ludzi są szczególnie wymagające wobec ekranu – nawet minimalna różnica w odcieniu skóry jest natychmiastowo widoczna, podczas gdy nieco inny odcień karoserii samochodu, chmur czy drzew, raczej nie będzie dla nas nieprawidłowy, najwyżej po prostu inny niż w rzeczywistości. Kiepskie monitory są nierówno podświetlone, mają punkt bieli inny w każdym miejscu ekranu, kolory nie są wyświetlane prawidłowo, a zdjęcia czarno-białe dostają dziwnych zafarbów.

F.A.Q

Jaki kolor ma mieć ściana?
Z białą ścianą za monitorem jest najprościej. Natomiast jeśli musisz oglądać wydruki w tym samym oświetleniu, w jakim jest robiony retusz, to będzie potrzebna ściana pomalowana na szaro, albo kombinowanie z takim zasłonięciem lampy, by w kierunku białej ściany, leciało mniej światła niż na biurko. Niezależnie od koloru farby, dla użytkownika ściana będzie wyglądała tak samo, bo światło będzie innej mocy.

Czy powinienem dokupić kaptur na monitor?
Wyłącznie jeśli zrobiłeś już absolutnie wszystko co mogłeś, żeby pozbyć się odblasków, a one wciąż są. Jeśli założyłeś kaptur, tylko dlatego, że był dołączony do monitora, to go ściągnij. Jeśli zakładasz go, zamiast spróbować ogarnąć pomieszczenie i światło w nim, to robisz źle. Kaptur to ostateczność.

Jaką temperaturę ma mieć światło?
Taką by jego biel była zbliżona do bieli monitora. Dla świetlówek będzie to 5000K, dla LEDów ~5600K. Zdecydowanie nie należy używać świateł 6500K!

Do jakich parametrów kalibrować monitor?
Standardem w fotografii, który będzie odpowiedni dla prawie wszystkich osób, jest punkt bieli D65, gamma 2,2, jasność 80 nitów (ta zależy od jasności otoczenia).

Eizo sprzedaje lampę montowaną na monitorze, czy jest sens ją kupować?
To jest lampa ze światłem odpowiednim do monitorów medycznych, czyli świeci znacznie chłodniej, niż monitor ustawiony na punkt bieli D65 (ekran będzie się wydawał znacznie cieplejszy, niż powinien). Można próbować się ratować pomarańczową folią na lampie, by ocieplić światło, jednak prościej po prostu kupić inną lampę, o parametrach odpowiednich do fotografii, a nie medycyny.

Czy zwykła świetlówka „z Castoramy„ nada się do retuszu?
Szanse na to są minimalne – w standardowych świetlówkach, zafarby są na porządku dziennym, więc uzyskanie bieli podobnej jak na monitorze graniczy z cudem. W dodatku takie świetlówki prawie zawsze mają 4000K lub 6500K, a nie 5000K. Różnica między 4000 a 5000 jest widoczna natychmiast – ekran wydaje się w takim świetle zbyt niebieski.

Czy smart żarówki, z w pełni regulowaną kolorystyką, będą w porządku?
Nigdy nie robiłem im testów pod względem nadawania się do retuszu. U mnie pomieszczenie do retuszu ma inne światła, bo dużo prościej osiągnąć dobre rezultaty lampami, które już na starcie mają podłużny kształt i wysokie CRI. Nawet gdyby można było osiągnąć odpowiednią kolorystykę, to żeby równomiernie oświetlić ścianę żarówkami na gwint E27, potrzeba kilku sztuk (a minimum dwóch, zmiękczonych jakąś warstwą dyfuzyjną).

Po publikacji zdjęć czarno białych, mam wrażenie, że są zbyt szaro-czarne
Jeśli ja chcę mieć intensywną biel w BW, to na moment przełączam sobie tło w Photoshopie z szarego na białe, żeby mieć punkt odniesienia. Jeśli zdjęcie wydaje mi się wtedy zbyt „szaro-białe”, to zwiększam wtedy jego jasność i przywracam szare tło w PS.

Na moim ekranie nie widać różnicy pomiędzy całkowitą czernią, a odcieniami minimalnie jaśniejszymi, co robić?
Nic. W gammie 2,2 nie powinno być widać różnicy. Czasem monitory są fabrycznie ustawione na gammę sRGB (nie mylić z gamutem sRGB), która jest nieliniowa – ma ok. 1 w cieniach i 2,4 w jaśniejszych odcieniach (co może być przydatne np. w grach, ale nijak się ma do standardu, którego należy się trzymać). Jeśli podczas obróbki w gammie 2,2 chcemy zobaczyć wszelkie detale, to wystarczy na moment dodać warstwę zwiększającą ekspozycję, natomiast normalnie widzimy poprawny.

Mam biurko komputerowe we wnęce, do tego nad monitorem znajduje się szafka, jak to oświetlić?
Oświetlenie za monitorem lub pod szafką, ale w tym drugim przypadku koniecznie z jakąś listwą, żeby nie świeciło w oczy i na użytkownika. W obu sytuacjach, znaczna przestrzeń w zasięgu wzroku, wciąż będzie nieoświetlona. Dlatego przydało by się dodatkowe światło na suficie, które te ciemności wypełni.

Czy okulary z filtrem niebieskiego światła mogą być używane do obróbki?
Nie. Poza tym ich używanie do czegokolwiek na komputerze, ma niewiele sensu, bo każdy monitor ma regulację RGB, więc można sobie tak ograniczyć niebieskie światło, jak się chce. Do tego są narzędzia typu Flux, czy nawet wbudowany w macOS Night Shift.

Czym przyczepić lampy za monitorem?
Sposobów jest mnóstwo i w każdym monitorze sprawdzi się co innego, bo mają inną konstrukcję. Na „nodze” łączącej monitor z podstawą, można użyć Velcro/rzepów, albo taśmą dwustronną przyczepić jakieś malutkie kątowniki. W żadnym wypadku nie należy zakrywać otworów wentylacyjnych monitora.

Jeśli nie mam jeszcze skalibrowanego ekranu, to jest sens zajmować się oświetleniem stanowiska?
Tak. Najwyżej po kalibracji zmieni się moc lampy.

Recent Posts