Pod koniec maja pierwszy raz od dwóch lat, poleciałem do Polski, gdzie przez miesiąc starałem się spotkać z jak największą liczbą znajomych, załatwić nowy paszport, wizę i mnóstwo innych spraw, a także zjeść jak najwięcej pizzy, pierogów i rolad (takie śląskie danie – polecam!). Nie miałem w planach robić żadnych zdjęć, więc aparat został w Tajlandii, a ja wziąłem ze sobą tylko kompaktowego Canona G7XII, kupionego do vlogów. Jak zwykle nic nie nagrałem, za to kilka zdjęć powstało, m.in. to ilustrujące ten wpis:

Do tego jeszcze kilka zdjęć z tej samej serii, ale nie zdążyłem jeszcze do nich usiąść. Wszystkie były bardzo proste bez żadnego błyskania, najwyżej z dodatkiem malutkiej blendy, więc nie ma się o czym rozpisywać. Część z tych zdjęć znajdziecie bez mojej obróbki na Instagramie Karoliny Zientek.

Pogoda trafiła się świetna, ponieważ nie licząc kilku pierwszych dni, było tylko trochę chłodniej niż na co dzień w Bangkoku. Czyli gdy wszyscy twierdzili, że nie da się żyć, bo „tak gorąco”, to ja sobie myślałem „kolejny chłodniejszy dzień”.

Przejdź do całego warszawskiego InstaStory

Cały miesiąc zleciał błyskawicznie, a ja od niedzieli jestem z powrotem w Tajlandii, gdzie w tej chwili jest odczuwalne 38 stopni, a wszechobecna klimatyzacja dba o to, żeby nikomu to nie przeszkadzało. Postanowiłem, że tym razem mój powrót będzie się wiązał z różnymi zmianami, ale o nich opowiem za chwilę.

Zmiany w Polsce

Powtórzę tu to, co mówiłem wszystkim w Polsce – Warszawa zmieniła się niesamowicie. 6 lat temu mieszkałbym w niej jedynie z obowiązku, bo w polskiej branży modelingowej, tylko tam się coś dzieje. Natomiast dzisiaj, wciąż jest to miejsce bardzo dalekie od ideału, ale dużo lepsze niż jeszcze nie tak dawno temu. W Bangkoku jedynie skutery mają sens, a hulajnogi i rowery w ogóle by się nie sprawdziły. W Warszawie najwyraźniej spisują się znakomicie, bo widać je wszędzie.

Mieszkając tam, też bym się przemieszczał elektryczną hulajnogą albo deskorolką. Nigdy już bym nie chciał wracać do samochodu w takim miejscu.

Bardzo rzuca się w oczy to, jak w ostatnich latach zmieniło się przechodzenie pieszych przez jezdnię. Mnie zawsze odpowiadał tajski sposób, który na światłach wygląda jak w Polsce, ale inaczej poza przejściami dla pieszych. Gdy z jednej strony jest wolne, to pieszy przechodzi i zatrzymuje się na środku jezdni i stoi pomiędzy samochodami jadącymi już najpewniej z obu kierunków. Gdy z drugiej strony będzie luz, to idzie się dalej. Dzięki temu nie trzeba czekać, aż jednocześnie, z obu stron nie pojedzie żaden samochód, co przy drogach mających często więcej niż dwa pasy, sporo ułatwia. Kierowcy zwalniają widząc pieszego i nikt na nikogo nie trąbi. Działa to sprawnie, bo każdy jest przyzwyczajony. W Polsce bym się nie odważył stać na środku drogi, pomiędzy jadącymi samochodami, za to bardzo mi pasuje sposób w jaki Polacy obecnie przechodzą przez jezdnię na pasach bez sygnalizacji świetlnej. Statystycznemu Polakowi, dochodzącemu do przejścia dla pieszych, włącza się god mode, a przynajmniej tak mu się wydaje, więc nawet nie zawraca sobie głowy rozglądaniem się po okolicy – po prostu przechodzi. Kierowcy samochodów są już przyzwyczajeni, więc pod koniec dnia zgonów jest zaskakująco mało. Kilka tygodni prowadziłem samochód bez ani jednego hamowania awaryjnego, więc ewidentnie da się do tego szybko przywyknąć, mimo to jako pieszy, pewnie pozostanę przy rozglądaniu się na boki.

Wiem że są miejsca, gdzie działa to na jeszcze większą skalę i przechodzień jest chroniony prawem pod każdym względem. To chyba dobry kierunek. Chwilę wcześniej byłem w Hanoi (Wietnam) – tam do samego końca pobytu nie miałem pojęcia, na jakich zasadach odbywa się przechodzenie przez jezdnię. Musiałbym mieć myśli samobójcze, żeby na zielonym świetle, pewnym krokiem wejść na zebrę i nie uciekać przed zbliżającymi się samochodami.

Jest trochę więcej rzeczy, których będzie mi brakowało w Tajlandii, a Apple Pay w zegarku znajduje się w czołówce. W Bangkoku nawet płatność kartą nie jest oczywista, więc podstawowym środkiem płatniczym pozostaje gotówka. Będzie mi też brakowało cen słodyczy, chociaż pewnie najlepiej byłoby po prostu ich już nie jeść. 

Zmiany

Q&A Na początku wspomniałem o nadchodzących zmianach. Pierwszą już zapowiedziałem na fanpage – pojawi się drugi sezon mojego Q&A. Będzie realizowane inaczej niż poprzednio, bo prawdopodobnie poza mieszkaniem, ale zamysł pozostaje ten sam – odpowiadanie na różne, zazwyczaj często powtarzające się pytania.

Biuro
Druga zmiana to modernizacja pomieszczenia z komputerem, tak żebym chętniej w nim przebywał i żebym mógł robić lepsze transmisje na żywo. Nigdy nie miałem lepszego wyposażenia, a mimo wszystko ewidentnie nie lubię w tym pomieszczeniu przebywać. Gdy cokolwiek da się zrobić w biurze lub gdziekolwiek indziej, to wybieram opcję drugą, czyli najczęściej jakąś kawiarnię. Poza tym w biurze nie mam warunków do wygodnego rozstawienia się z iPadem, który jest dla mnie podstawowym urządzeniem do wszystkiego poza zdjęciami i video. Wniosek – zamiast małego biurka trzeba postawić wielkie, do tego nadające się zarówno do pracy na siedząco jak i na stojąco (czyli regulowane elektronicznie). Mają mi je dostarczyć w czwartek. Przełoży się to też na lepsze webinary, ale o tym za chwilę. Trzeba też zmienić nagłośnienie, bo wcześniej miałem tam tylko głośniki Logitecha, więc muzyki się zbytnio słuchać nie dało. Myślałem nad postawieniem obok monitora HomePoda, ale ostatecznie chyba przeniosę go do salonu, a w biurze stanie coś innego.

Poza tym biuro jest jedynym miejscem w mieszkaniu, którego nie udało mi się wcześniej w pełni zautomatyzować. Zależało mi na różnym zachowaniu oświetlenia gdy komputer jest włączony lub w trakcie uśpienia, ale do tej pory mieszkanie tego nie rozpoznawało. Teraz w końcu mam resztę potrzebnego sprzętu, więc powinno się to udać zmienić. 

Lepsza jakość live video i webinarów 
Kilka miesięcy temu udało mi się doprowadzić do tego, żeby Photoshop pokazywany na moich transmisjach live, wyświetlał się non stop w bardzo dobrej jakości. Niestety obraz z kamery wciąż bardzo mocno odstawał, a do tego cały czas był bardzo mocno z góry, zamiast na wprost, więc mówienie prosto do kamery było właściwie niewykonalne. Wielki monitor w połączeniu z nieprzeciętnie wysokim biurkiem uniemożliwiał zrobienie tego lepiej. Z nowym sprzętem problem wciąż pozostanie, ale dużo mniejszy. Natomiast o jakość obrazu zadba przywiezione z Polski Elgato CamLink 4K, do którego podpiąłem Nikona D810 i stałe zasilanie.

Różnica w jakości obrazu jest kolosalna. Nawet jakbym ograniczył Nikona do 720p, to miażdży jakością Logitecha Brio nagrywającego niby w 4K. Natomiast podczas webinarów nie zamierzam jakości ograniczać i wszystko poleci 1920 x 1080 px. Jak to wypada w praktyce, zobaczycie na nadchodzących webinarach.

Recent Posts

Udostępniłem DARMOWY kurs wprowadzający do pro retuszu. Kilka lekcji, które usprawnią Twój retusz! Poprawianie skóry, kolorów, poprawny zapis zdjęć i wiele więcej…