Jeszcze w czerwcu rzuciły mi się w oczy dwie unikatowe modelki z Białorusi, które były na kontraktach w A1 Models, w Bangkoku. Niestety w związku z podróżą do Polski, miałem wtedy zbyt wiele spraw na głowie, by zdążyć zrobić zdjęcia, a w trakcie mojego wyjazdu, kończył im się pobyt w Tajlandii. Mimo wszystko udało się sfotografować jedną z nich – Nadya przedłużyła swój kontrakt, więc chwilę po powrocie do Bangkoku, zrobiłem sesję! Tak jak poprzednio, była relacjonowana na moim Insta Story, a finalne zdjęcia w pierwszej kolejności trafiły na mój Instagram, więc zapraszam do obserwowania..

Ten wpis, to dobra okazja, żeby rozpisać się nieco o statywach oświetleniowych. Otóż podczas sesji z Nadyą postanowiłem sobie maksymalnie uprościć rozstawianie sprzętu studyjnego. Skoro i tak używam beauty disha, oddalonego od modelki na tyle, że często mam go za swoimi plecami, a nie przed sobą, to zwykły statyw (zamiast boomu) może by wystarczył? Szczególnie, że coraz częściej przesuwam lampę gdzieś na bok, zamiast robić większość ujęć z beauty dishem nade mną, a wtedy zwykły statyw w zupełności by wystarczył. Dawniej zawsze ostatecznie wracałem do boomu, ale pracowałem wtedy w bardziej klaustrofobicznych warunkach, więc kolejna próba zmiany swoich nawyków, wydawała się uzasadniona.

Na czarnym tle umieściłem sprawy odnoszące się bezpośrednio do sesji z Nadyą. Kwestie statywowe są we wszystkich innych miejscach.

Światło na zdjęciach beauty wyszło mi nieco zbyt ostre, więc mogłem użyć dyfuzora, ale tego nie zrobiłem. Tych zdjęć tutaj nie znajdziecie, bo jeszcze nie zacząłem ich retuszu. Poza tym byłyby w innym klimacie – dzisiejszy wpis niech pozostanie czarno-biały.

Zdjęcia tego typu jak powyżej, jak zwykle potraktowałem jako testy agencyjne, czyli proste fotki, z bardzo delikatnym retuszem. Oświetlenie było jeszcze prostsze niż na większości moich testów, bo tylko beauty dish 70 cm z gridem + lampa skierowana na czarne, materiałowe tło. Czyli bez kontry, którą zazwyczaj stosuję. Nie było też światła rozjaśniającego cienie/tworzącego dodatkowe bliki w oczach. Zresztą oświetlenie będzie widać na video, które dołączyłem do dalszej części wpisu.

Postawienie światła jeszcze dalej od modelki, byłoby przegięciem – światło wyszłoby zbyt ostre. Szczególnie, że jak zwykle grid był w użyciu. I tak momentami lampa była zbyt mocno oddalona – w pewnym momencie wyszło 4,5 metra od modelki. Swoją drogą to kolejna sesja, która miała być spontanicznym beauty, ale po chwili zabrakło nam urozmaiconych stylizacji, więc zgodnie stwierdziliśmy, że najlepiej będzie zrzucić ciuchy oraz zająć się szerszymi kadrami. I tak powstały te zdjęcia.

Ostatecznie na sesji z Nadyą nie użyłem boomu nawet przez chwilę. Lampa wylądowała na zwykłym statywie, który cały czas miałem za plecami i co chwilę wjeżdżałem w niego krzesłem, z którego fotografowałem… No ale coś za coś. Zwykły statyw jest szybszy w rozstawieniu i łatwiej go przemieszczać gdy nie jest się w studio, bo w mieszkaniu muszę uważać, żeby o coś nie zahaczyć.

Statyw Boom

Nie wyobrażam sobie nie mieć boomu, a gdybym korzystał z beauty disha 50 zamiast 70 cm, to już tym bardziej byłby konieczny, bo wtedy lampa główna byłaby już niemal zawsze przede mną, a nie za moimi plecami. Boom jest też potrzebny do dużych modyfikatorów, by ustawiać je pod dowolnym kątem, jednak u mnie niezmiennie maksymalnie 90 cm jest w użyciu, więc nawet zwykły statyw jest okay do póki nie ma to być światło całkiem z góry. Nie ma żadnego konkretnego modelu booma, który bym preferował, ale istnieją usprawnienia, które uważam za bardzo ważne:

Kółka w boomie muszą być
Miałem kilka boomów, do tego w studiach korzystałem z najróżniejszych modeli i jedno jest pewne – kółka w boomie stanowią niesamowite ułatwienie przy ustawianiu śwaitła. Nawet gdy musiałem pakować sprzęt do samochodu, by rozstawiać gdzieś studio na zaledwie kilka godzin, to i tak zawsze montowałem kółka (a później ściągałem, bo inaczej nogi statywu się nie składały w pełni). Boomem z kółkami dużo prościej jest operować, szczególnie gdy całkowicie zmienia się setup np. z oświetlenia centralnego na boczne. Jednak nawet drobne korekty są dużo wygodniejsze. Natomiast w zwykłych statywach koła są mi zupełnie zbędne.

Korba zawsze na plus
Bardzo cenię sobie też korbę, lub jak to się profesjonalnie określa – “pokrętło rotacyjne”:

Dzięki niemu można regulować pochył lampy, bez sięgania do niej. Pokrętło zmienia położenie trzpienia, na którym jest lampa i przydaje mi się to szczególnie przy świeceniu z dużej wysokości, bo korba zawsze jest tak nisko, że korzystanie z niej nie wymaga nawet najmniejszego wysiłku. Daje też bardzo dużą precyzję w ustawianiu światła, co przy beauty dishu z bardzo gęstym gridem, jest sporym udogodnieniem.

Korby nie występują w tych najtańszych boomach, ale te ze średniej półki mogą być w nie wyposażone. Niestety nie jest to coś, co można później dokupić. Albo jest od razu, albo wcale. Zanim kupiłem swój boom tego typu, to słyszałem opinie o tym, że śruba potrafi się wyrobić itd. Sam tego nie doświadczyłem, ale gdybym robił studio pod wynajem i pracę dzień w dzień, to nie zdziwiłbym się jakby taki statyw odmówił posłuszeństwa. Na szczęście obecnie już nawet Manfrotto da się mieć za na prawdę dobrą cenę, bo tylko nieco ponad dwa razy wyższą niż Jinbei (co jak na tę firmę, uważam za naprawdę dobry deal, aczkolwiek za tę cenę jest jedynie model z deklarowanym udźwikiem 5 kg (Manfrotto ML025BSL SUPER BOOM + statyw). Chcąc mieć jeszcze solidniejszy model, ML425B Black Mega Boom, będzie trzeba zapłącić ponad 2 razy więcej. No ale nikt nie mówił, że dobre boomy są tanie…

Natomiast obecny boom to konstrukcja zbliżona do Jinbei J2650T, tyle że dedykowana do nieco większych obciążeń (co przy moim zestawie i tak jest zbędne). Mam też bardzo prosty boom Jinbei, podobny do tego, który dawniej był moim głównym boomem, a obecnie mogę go użyć np. do świecenia na włosy, bo to drugie podstawowe zastosowanie booma. Montuję wtedy na nim softbox 40 x 40 cm i celuję z bliska we fryzurę. Natomiast moim pierwszym boomem, był jakiś prawie podstawowy Quantuum (czyli obecnie Quadralite). Kupiłem go ze względu na niską cenę (poniżej 400 zł) i kółka w zestawie, co wtedy było rzadkością. Aczkolwiek na samym początku używałem jeszcze czegoś innego, o czym już wielokrotnie wspominałem – dwóch zwykłych statywów, połączonych ze sobą plastikową korbą, w której normalnie montuje się uchwyt na blendę. Oczywiście to była mega prowizorka i jeden ze statywów wygiął się jak banan od ciężaru lampy studyjnej z beauty dishem, więc składanie i rozkładanie go z każdą sesją stanowiło coraz większe wyzwanie.

Jako że w planach było beauty, to nie miałem przygotowanego tła studyjnego. Zresztą prawdopodobnie muszę kupić nowe tło, bo aktualne ostatni czas spędziło w takiej pozycji, że pewnie wygięło się na tyle, że będzie całe pofalowane. Nie mam też żadnych siedzisk typowo pod testy, czyli tych wszystkich barowych taboretów i innych wysokich tak bardzo, by modelka mogła siedzieć niemal na stojąco. Także możliwości pozowania są bardzo ograniczone, ale mimo to modelki jakoś dają radę. Jednak to już najwyższa pora, żeby poszukać w sklepach czegoś, by te pozy urozmaicić.

Tanie i dobre statywy oświetleniowe?

Zostawmy boomy i przejdźmy do standardowych statywów oświetleniowych. Kupowanie na samym początku tanich modeli, zrobionych z cienkich rurek, uważam za… bardzo dobrą decyzję. Nie są stabilne, nie sprawdzą się z ciężkimi modyfikatorami, za to w zupełności wystarczają do lamp reporterskich lub niewielkich lamp studyjnych (bez modyfikatorów lub z niezbyt dużymi stripami itd). Takie statywy są lekkie, po złożeniu zajmują mało miejsca, więc świetnie sprawdzały mi się na sesjach wyjazdowych. Miałem te tanie modele najróżniejszych firm i nie widzę między nimi różnicy – to tak proste konstrukcje, że zbytnio mnie to nie dziwi (albo po prostu miałem bardzo dużo szczęścia). Solidniejsze statywy są decydowanie cięższe i zajmują znacznie więcej miejsca w torbie (i różnią się nieco bardziej między sobą). Dlatego nawet kiedy miałem już znacznie lepsze modele, to wciąż regularnie korzystałem z tych, kupionych na samym początku. Mają one jeszcze jedną zaletę – da się im rozstawić nogi tak, by tylko minimalnie odstawały na boki. Dlatego fotografując w bardzo małym pomieszczeniu, lampa może być dużo bliżej ściany, niż będąc na solidnym statywie. Oczywiście pewnie są solidne statywy, w których kolumna nie będzie szorować po podłodze przy niewielkim rozstawie nóg, ale w niemal wszystkich tak właśnie będzie się działo.

Na opisywanej dzisiaj sesji, używałem tylko stabilniejszych i cięższych statywów. Fotografując na miejscu, nie muszę się przejmować mobilnością, a miejsca od ścian wystarczająco, by rozstaw nóg nie miał znaczenia. Gdybym zabierał sprzęt gdzieś indziej, to wziąłbym jeden solidny statyw na lampę główną, a do reszty oświetlenia jakieś mniej ciężkie modele.

Wszystkie zdjęcia z tej sesji powstały na identycznych ustawieniach: Nikkor 135 mm F/6,3, podpięty do Nikona D810 z ISO 80 i 1/200s. Niestety jakimś cudem nie sprawdziłem ustawień zapisywanych plików i całą sesję zrobiłem bez RAWów, za to w JPG z obniżoną jakością… Czyli nici z późniejszej zmiany balansu bieli i niemal nieograniczonych możliwości modyfikowania jasności i kontrastu. Chyba pierwszy raz w życiu mi się to zdarzyło. Co prawda akurat w tych zdjęciach to bez większego znaczenia (gorzej będzie z beauty) poza tym, że na dwóch fotografiach twarzy, musiałem sobie poradzić z posteryzacją, która pojawiła się w trakcie zmian jasności i kontrastu tła. W 14-bitowych RAWach problem by nie wystąpił w ogóle, albo na znacznie mniejszą skalę i dodanie szumu na tle pewnie by załatwiło sprawę. Dodatkowo na Facebooka zawsze staram się zapisywać tego typ zdjęcia jako PNG, bo posteryzacja jaką wyczynia ten portal z plikami JPG, w bardzo ciemnych gradientach , przechodzi ludzkie pojęcie.

Standardowe statywy

Wysokość
Statyw na lampę główną muszę mieć wysoki, przy czym więcej jak 3 m i tak raczej nigdy nie potrzebowałem. Także ważne żeby nie był jednym z najniższych i tyle. Natomiast przy dodatkowych lampach, maksymalna wysokość statywu nie jest dla mnie istotna. I tak używam ich na max 2 metrach, a zazwyczaj jeszcze znacznie niżej, więc prawie każdy model będzie wystarczająco wysoki.

Amortyzacja powietrzna
Miałem statywy standardowe i ciśnieniowe (czyli te, które po odkręceniu opadają powoli, zamiast grzmotnąć z pełną siłą). Jednak odkręcając statyw, zawsze odruchowo trzymam lampę lub górę statywu i do dzisiaj nie miałem sytuacji, w której lampa by mi niekontrolowanie zjechała. Mimo to lepiej być ubezpieczonym i mając do wyboru obie opcje, wybrałbym amortyzację. W Polsce do dzisiaj mam m.in. Quantuum Air z taką funkcją, który obecnie jest sprzedawany jako Quadralite Air 275. To tani model, ale daje radę. W Bangkoku używam podobnej klasy statywów, m.in. Jinbei, które też są amortyzowane.

Niektóre statywy mają tak mocną amortyzację, że przez to ich składanie trwa wyraźnie dłużej. Jednak biorąc pod uwagę czas sesji, nie jest to różnica, która miałaby jakiekolwiek znaczenie – najwyżej zirytuje na kilka sekund.

Mocowanie trzpienia
Czasem trzpień jest na stałe wbudowany w statyw, czasem można go wyciągać. Jeśli tak, to ideałem jest dla mnie mocowanie, w którym trzpień można zamontować zarówno standardowo, czyli pionowo, jak i poziomo:

To dla mnie plus głównie w statywach zabieranych w plenery, gdzie używam lamp reporterskich. Mogę wtedy zamontować lampy bokiem (zazwyczaj służące jako kontry) bez żadnego dodatkowego adaptera.

To się przydaje z dwóch powodów:
1. Kontry mają świecić wysoko i wąsko, więc umieszczenie lampy bokiem zawsze jest lepsze.
2. Ma się pełną regulację pochylenia lampy mimo braku dodatkowych akcesoriów. Gdyby zamontować lampę studyjną, to by nie wypaliło ze względu na wagę, ale w reporterskich od lat sprawdza mi się doskonale.

Wszystkie statywy jakich używam, mają udźwig do 10 kg i same ważą do 2 kg (oczywiście poza boomem). W ogóle nie używam statywów o bardzo dużym dopuszczalnym obciążeniu, bo nie mam takiej potrzeby.

Prawdopodobnie na dniach czeka mnie kolejna sesja, ale tym razem z góry zaplanowana pod testy, a nie beauty.

Świetne i głównie czarno-białe testy robi polski fotograf Magdebursky – to w dużej mierze dzięki jego zdjęciom, w ogóle zacząłem publikować tego typu fotki (tzn. nie takie jak on, ale testy, a nie tylko beauty i fashion). Przez lata wydawało mi się, że takie zdjęcia mają sens tylko dla modelek, a fotograf nie ma ich po co pokazywać, bo tak proste zdjęcia nie mówią nic o jego umiejętnościach. A jednak testy Magdeburskiego podobały mi się znacznie bardziej, niż większość, na jakie trafiałem i na pewno dużo bardziej niż moje własne, więc moja teza była zwyczajnie z dupy ¯\_(ツ)_/¯.

Pies do świecenia na tło

Przechodzimy do najniższego statywu, czyli do psa, służącego mi głównie do oświetlania tła. Zdecydowanie preferuję go w opcji, która pozwala montować lampę zarówno na wysokości ok. 50 cm, jak i przy samej ziemi. Wiele psów na to nie pozwala, bo muszą być na minimum kilkunastu centymetrach, dlatego używam tego modelu. Cała kolumna jest wykręcana, więc lampa może być tak nisko, jakby niemal stała na samej ziemi:

Ja nie oświetlam tła równomiernie, a raczej chcę na nim tworzyć poświaty, które miejscami są wyraźnie mocniejsze niż w pozostałych częściach kadru. Lampa stawiana niemal na samej ziemi, bywa najlepszą opcją, aczkolwiek wymaga to tła bez zagnieceń, bo świecąc pod tak dużym kątem, każda niedoskonałość będzie natychmiast uwydatniona (dlatego też takie świecenie nie sprawdziło by się, przy tłach poliprepylenowych, których mam nadzieję, że nikt do takich zdjęć nie próbuje używać #teamkarton #teamblendajakotlo).

Lampa stawiana na ziemi, przydaje się też w niektórych plenerach. Dodatkowo tak niski pies może też posłużyć do trzymania lampy z parasolką, robiącą bliki w oczach i wypełniającej cienie. Ja zazwyczaj stosuję lampę reporterską, którą mogę położyć bezpośrednio na ziemi i wygiąć palnik w odpowiednim kierunku, więc w ogóle statywu wtedy nie potrzebuję, ale gdybym używał do tego lampy studyjnej, to właśnie taki pies byłby koniecznością (chyba że się stosuję np. lampę z softboxem, zamiast parasola).

Po tej sesji odkurzyłem nieco swojego sprzętu studyjnego, więc kolejna sesja pewnie będzie tak zaplanowana, żeby użyć trochę bardziej rozbudowanego setupu. Przywiozłem też w końcu z Polski, drugi dyfuzor do okty Firefly XL. Lata temu go tam zostawiłem, więc gdy używałem softboxu, to z nieco mniej rozproszonym światłem (aczkolwiek taż rzadko stosuję soft zamiast BD, że to były jakieś pojedyncze sesje).

Klipsy na lampę

Statywy statywami, ale wszystkiego się nimi nie ogarnie. Wiadomo, że dzięki opaskom zaciskowym i Duct Tape, lampy można zamontować wszędzie, szczególnie reporterskie. Jednak tym, że zawsze te dwie rzeczy mam na sesji, to używam też klipsów, z zamontowanym jednym trzpieniem oraz miejscem na wkręcenie jeszcze jednego.

Używam tego bardzo rzadko, ale jak już, to jest nie do zastąpienia zwykłym statywem. Np. podwieszenie lampy reporterskiej pod samym żyrandolem, na gałęzi itd. Czyli generalnie trudno dostępne miejsca, więc zdalna regulacja parametrów lampy bardzo się wtedy przydaje. Można pomiędzy lampą, a klipsem użyć jeszcze adaptera umożliwiającego wyginanie lampy w każdym kierunku i montaż parasola. Właściwie to najczęściej właśnie tak robiłem.

Pierwsze miesiące w Bangkoku Nadya miała sporo pracy. Po przedłużeniu kontraktu zrobiło się więcej luzu – w Tajlandii nie sposób jest przewidzieć jak będzie. Aczkolwiek najczęściej, na początku jest bardzo ciężko o zlecenia, a dopiero w drugim lub trzecim miesiącu się to rozkręca, czyli bliżej końca kontraktu, niż początku. Znam dużo modelek, które przez pierwsze tygodnie nie miały ani jednej pracy, a później nadrabiały.

Video Backstage

Podsumowanie

Jak widać sporo u mnie sprzętu Jinbeia lub takiego samego jak w ofercie tej firmy – wynika to z dwóch powodów. Po pierwsze Fripers wysłał mi sporo ich sprzętu i bardzo dawno temu na blogu to opisywałem, ale że do dzisiaj prawie wszystko działa, to wciąż używam. Po drugie: Jinbei jest bardzo popularną marką też poza Polską, tyle że pod inną nazwą (ich lampy to Godox). Także gdy idę na zakupy fotograficzne, to w pierwszej kolejności zawsze oglądam to, co mam już sprawdzone.

Za jakiś czas wrzucę na Instagrama pozostałe zdjęcia z tej sesji, ale póki co mam trochę innych rzeczy na głowie. Nadya zrobiła sobie wolne w Mińsku, a następie prawdopodobnie ruszy do Chin, gdzie od dawna czeka na nią kontrakt. Kiedyś będę musiał napisać coś więcej o modelingu w Państwie Środka, bo jest to niemal fabryka zdjęć ubrań, ale i pieniędzy. Pozowanie po kilkanaście godzin dziennie, ze zmianami stylizacji w takim tempie, że wydaje się to wręcz niemożliwe. Jednak póki co zostaniemy przy tajskich klimatach.

Recommended Posts

Udostępniłem DARMOWY kurs wprowadzający do pro retuszu. Kilka lekcji, które usprawnią Twój retusz! Poprawianie skóry, kolorów, poprawny zapis zdjęć i wiele więcej…