Wpadła do mnie na sesję Maria, którą poznałem dawno temu, przy okazji jakiejś wystawy, a jeszcze wcześniej wspominał mi o niej Damian Black. To ten wizażysta, malujący mi modelki średnio raz w roku. Tak więc zdjęcia z Marią mieliśmy zrobić już bardzo dawno, ale zawsze się mijaliśmy – ona przeprowadziła się z Rosji na największą tajską wyspę, czyli na Phuket. Ja z kolei na Phuket byłem chyba tylko 3 razy, nawet nie zabierając ze sobą aparatu. W końcu udało nam się spotkać na zdjęcia w Bangkoku.

Sesja była zaplanowana tak jak zazwyczaj z TFP u mnie bywa, czyli ustalenia skończyły się na „zróbmy zdjęcia”. Zamiast fotografowania samej twarzy, powstały szersze kadry niż zazwyczaj. Zwykle w sesjach beauty, modelki zostawiają na sobie przynajmniej dolną część ciuchów – jak nie wszystkich, to przynajmniej bielizny. Jak będzie łatwo zauważyć, tutaj wyglądało to trochę inaczej, więc ewidentnie zdjęcia całej sylwetki też były oczekiwane. Także mimo makijażu typowo pod beauty, fotki wyszły najróżniejsze. 

Czas na sesję #1

Sesje były dwie, ta druga raczej z myślą o Instagramowych pstrykach (mój profil IG znajdziecie tutaj), ale zacznijmy chronologicznie.

Sprzętowo nudy –  jak zwykle D810 wylądowało na statywie z głowicą pistoletową Manfrotto, odnośnie której mam pewne zastrzeżenia, ale o nich będzie innym razem.


Na aparacie jest zapięty sterownik do lamp YongNuo, bo jedna taka służyła mi do doświetlenia cieni od dołu, a lampy studyjne też wciąż odpalam wyzwalaczami tej firmy. Dokładniej pisząc, dalej używam YongNuo RF-602, powstałych w czasach, gdy propaganda w polskich Wiadomościach, jeszcze nie była porównywana do tej z Korei Północnej. Co prawda od czasu kupna w roku 2010, jeden z wyzwalaczy umarł, ale pozostałe wciąż działają. Lampy studyjne to też cały czas Jinbei. Jedna z nich powoli odmawia posłuszeństwa – prawdopodobnie po prostu uderzyła o posadzkę o jeden raz za dużo.  Pozostałe lampy wciąż mają się dobrze.

Aparat wysyłał zdjęcia na iPada, za pomocą karty pamięci z wi-fi, o której pisałem przy okazji artykułu o tetheringu. Karta była ustawiona na łączenie się z moją domową siecią, zamiast bezpośrednio z iPadem. Niestety jak w pewnym momencie zaczęła stroić fochy, to już do końca sesji nie umiała utrzymać stabilnego połączenia, więc poszła w odstawkę. Także ostatecznie zamiast z tabletu, korzystałem z podglądu na LCD aparatu, a po sesji przekonfigurowałem kartę, by ignorowała mój router i ustanawiała bezpośrednie połączenie.

Do rzeczy!!!
Już prawie… Jeszcze tylko kwestie oświetleniowe…

Zdjęcia robiłem w nietypowy dla mnie sposób, bo ze srebrnego beauty disha 70 cm zdemontowałem plaster miodu i fotografowałem bez niego. Demontaż grida to jeszcze większa rzadkość, niż moja obecność na lekcjach WOSu w czasach szkoły średniej. Mógłbym przejrzeć całe swoje portfolio i nie wiem czy dałbym radę znaleźć chociaż jedno zdjęcie z gołym BD. Chciałem nieco łagodniejszego światła niż zwykle, bez tak mocnych cieni (siatka, którą miała na sobie Maria, zacieniłaby ciało jeszcze bardziej, gdyby użyć grida). Reszta to już najbardziej standardowy Voland – czarne tło, oświetlone lampą z najzwyklejszą czaszą, parasolka na ziemi i kontra, w postaci stripa 90 x 20 cm. Myślałem o użyciu dwóch takich softboxów, stąd na niektórych materiałach zza kulis widać oba. Jednak ten drugi do samego końca nie doczekał się włączenia. Schematu oświetleniowego nie wstawiam, bo na video zza kulis i tak światła będzie widać. Z pierwszych kadrów wybrałem wstępnie 3 zdjęcia, a później zdecydowałem się na pierwsze z nich. Tak to wyglądało: 

Podgląd bez retuszu

Najpierw chciałem wyretuszować to zdjęcie tak, jak kiedyś wyglądały wszystkie moje beauty, czyli w ciemniejszej tonacji i bez refleksów świetlnych. Gdy skończyłem i zająłem się kolejnymi fotografiami, to do nich taki styl nie pasował, ze względu na widoczną tą bardziej świetlistą część make upu. Obrobiłem je więc nieco inaczej i wróciłem do pierwszego zdjęcia, żeby je przerobić na wzór pozostałych. Po tym wszystkim doszedłem do wniosku, że może i do tych zdjęć bardzo jaskrawa obróbka pasuje, ale do mnie niebardzo, więc wszystkie zdjęcia zostały trochę stonowane. Teraz nie wyglądają ani jak moje dawne beauty, ani tak jak początkowo zakładałem. Taka retuszerska telenowela. W każdym razie pierwsza fotka na tych kombinacjach mocno ucierpiała i muszę ją kiedyś poprawić, więc nie ma sensu tego tutaj wrzucać, natomiast kolejne zdjęcia się pojawią.

W sumie na sesji z Marią powstało nieco ponad 50 RAWów (razem z testami oświetlenia). To dla mnie niewiele. Często robię dwa razy więcej na sesjach beauty, a tutaj ujęcia były najróżniejsze, więc tym bardziej mogłem wciskać spust migawki raz za razem. Przepadło przez to kilka ujęć, np. z rękami za głową – tam na najlepszym ujęciu ostrość jest przestrzelona, a pozostałe zdjęcia różnią się pomiędzy sobą dość znacznie, więc ostatecznie nie ma tutaj ani jednego takiego kadru, są za to inne.

Nikon D810 | 135 mm | F/8 | 1/200 | ISO 100

Nikon D810 | 135 mm | F/8 | 1/200 | ISO 100

Inaczej

Sporo póz mi nie grało z tym make upem, który był jednak typowo pod beauty. Zeby ich wszystkich nie wyrzucać, to wybrałem przynajmniej dwa i zrobiłem im konwersję na BW, dzięki czemu makijaż nie kolidował z całością. Te zdjęcia w przeciwieństwie do poprzednich, były bardzo niewiele retuszowane.


Nikon D810 | 135 mm | F/8 | 1/200 | ISO 100

Nikon D810 | 135 mm | F/8 | 1/200 | ISO 100

Backstage

W ramach backstage, na koniec jeszcze zdjęcie pamiątkowe dla wizażysty i modelki:

Sesja została uwieczniona też na timelapsie z bardzo starej kamerki sportowej, która kompletnie sobie nie radzi w świetle, jakie panowało na sesji. Osoby, które oczekują przynajmniej minimum jakości, niech lepiej tego nagrania w ogóle nie włączają:

Na wszelki wypadek wspomnę, że lampa światła stałego z parasolem, służy tylko do zrobienia make upu.

Nieco lepsza jakość była podczas relacjonowania sesji na Instagramie, a dokładnie tutaj: Maria Backstage Story.


#2

Drugiego dnia zdjęciowego Maria sama przygotowała delikatny makijaż. Nie było to problemem, bo planowaliśmy jedynie zdjęcia do wrzucenia na Instagrama – bardziej zwyczajne pstrykanie fotek, niż typowa sesja. Ze względu na swoje upodobania co do ubioru, a raczej jego częstego braku, Maria od dawna ma bana na Instagramie (a więc jej hasztagi nie działają). Jednak mimo to regularnie coś wrzuca – po prostu w ubraniach lub z cenzurą.

Najpierw chciałem zrobić zdjęcia bardziej testowe, żeby mieć też coś do wrzucenia na bloga.

Nikon D810 | 135 mm | F/7,1 | 1/200 | ISO 250

Na wszystkich fotkach z tej serii, jedynym źródłem światła była lampa reporterska (YongNuo YN 560 IV) z białą parasolką, plus delikatna kontra. Z tyłu czarne składane tło 200 x 150 cm, a więc to samo co na wcześniejszych zdjęciach i na 95% moich sesji studyjnych, tyle że tym razem nieoświetlone żadną dodatkową lampą.

Nikon D810 | 135 mm | F/7,1 | 1/200 | ISO 250

Nikon D810 | 135 mm | F/7,1 | 1/200 | ISO 250

Z tego fotografowania był kilku minotowy live na Instagramie, z kadrem jak na wcześniejszym nagraniu ze sportowej kamery – ona jak i telefon były zamontowane w tym samym miejscu, tyle że innego dnia:

Można było więc zobaczyć na żywo cały setup i tą część sesji, a później jakieś konsolowe pstryki. Jednak biorąc pod uwagę porę dnia i różnicę czasu, wątpię żeby ktoś z Polski na to trafił. To co przetrwało dłużej, to krótkie Story na Instagramie.

Po różnych innych ujęciach, tuż przed zachodem słońca, wyszliśmy na balkon:

Nikon D810 | 50 mm | F/3,5 | 1/50 | ISO 1000


Nikon D810 | 50 mm | F/3,5 | 1/50 | ISO 640

To coś powstało, żeby palmy za oknem w końcu się do czegoś przydały. Od kilku lat mówię sobie, że w końcu to właśnie tam, na zewnątrz, zrobię jakąś sesję i chyba nawet na blogu to już obiecywałem. Może za rok? Mam też postanowienie, że jak tylko zrobi się gorąco, to wskakuję do tego basenu. Dawno to nie nastąpiło, ale na swoje usprawiedliwienie mam fakt, że 50°C  było w tym roku tylko raz. Normalnie jest zaledwie ok. 37°, więc tylko bym zmarznął ¯\_(ツ)_/¯.

Koniec

Zdjęcia, reklamy, pozowanie na warsztatach itd. – Maria robi tego mnóstwo, za to od zawsze odpadały pokazy mody i sporo typowego fashion. Do tego potrzeba przede wszystkim wyższego wzrostu, ale ten czas wypełniony był właśnie pozowaniem na różnych sesjach. Tajlandia przez widoki na wyspach, jest dość popularnym miejscem do takich rzeczy, bo poza ogromną różnorodnością, cenowo wypada znacznie lepiej niż np. Singapur. Kiedyś na blogu rozpiszę się jak wygląda modeling w Tajlandii, ale nie taki freelance jak u Marii, tylko ten stricte agencyjny – z modelkami typowo fashion, pokazami mody i mnóstwem castingów.

Recommended Posts

KURS PRO RETUSZU

15 października wystartowała

pierwsza od 16 miesięcy promocja,

z której każdy może skorzystać!

 

Wersja Premium tańsza o 400 zł!

PROMOCJA

KURS PRO RETUSZU

15 października wystartowała

pierwsza od 16 miesięcy promocja,

z której każdy może skorzystać!

 

Wersja Premium tańsza o 400 zł!

PROMOCJA

KURS PRO RETUSZU

15 października wystartowała

pierwsza od 16 miesięcy promocja,

z której każdy może skorzystać!

 

Wersja Premium tańsza o 400 zł!

PROMOCJA

KURS PRO RETUSZU

15 października wystartowała

pierwsza od 16 miesięcy promocja,

z której każdy może skorzystać!

 

Wersja Premium tańsza o 400 zł!

PROMOCJA