W Bangkoku jeszcze kilka dni temu wszystko funkcjonowało tak, jak niedawno opisałem w artykule „Życie w Tajlandii, w czasach pandemii„. Największe zmiany od tamtej pory, to automatyczne przedłużenie nam wiz do końca lipca i zakaz wychodzenia z domu od 22:00 do 4:00. W każdym razie do końca nie było tutaj takich ograniczeń jak w Polsce i robienie sesji z samą modelką nie stanowiło problemu. Jednak modelki i tak się nudzą – brak castingów, pokazów mody, eventów, a sesji zdjęciowych też jest niewiele, bo niemal zawsze wymagają wielu osób w studio. Nawet wiele zatwierdzonych już prac, zostało anulowanych do 16 maja. Ja ostatnio siedzę nad innymi sprawami, ale na jedną sesję testową znalazłem czas. Jakoś tak wyszło, że drugi raz pod rząd pozowała mi modelka z Syberii. Przed wami Liza:

3 maja zaczął się pierwszy etap powrotu Tajlandii do normalności. Oznacza to, że otworzą się targi, wrócą ćwiczenia na świeżym powietrzu, fryzjerzy zaczną wykonywać podstawowe usługi itd, ale modeling raczej jeszcze się nie rozrusza.

Jeśli liczba zachorowań W Tajlandii nie wzrośnie po 2 tygodniach powyżej 30 osób dziennie, to rozpocznie się drugi etap wychodzenia z lockdownu i tak aż do ostatniej fazy – czwartej. Czyli w sytuacji idealnej, za 2 miesiące wszystko wróci do normy, ale nie liczyłbym na to. Ostatnio było 6 zarażeń dziennie, obecnie 3, ale testuje się chorych, a nie każdego chętnego.

Widziałem, że hitem stają się najróżniejsze teorie spiskowe. Nawet te, na których weryfikację wystarczy kilka sekund, a jakimś cudem mimo to się roznoszą. Dlatego myślę, że warto nawet tutaj przytoczyć kilka miejsc, w których są poruszane tematy m.in. zdrowotne, ale w oparciu o naukę i badania, a nie o wierzenia ludowe, informacje wyrwane z kontekstu, o to, że coś się komuś wydaje. Poniższe strony jeszcze nigdy mnie nie zawiodły, nie ważne jak długo bym w źródłach nie kopał:

– Naukowy bełkot: FB | YT
– Crazy Nauka: WWW | FB
– Pod mikroskopem: YT

Kiedyś to były świetne strony, poruszające bardzo zróżnicowane tematy. Niestety przez oszołomów opowiadających o leczeniu raka witaminą C itp; obecnie muszą się zajmować głównie prostowaniem tych wszystkich głupot.

Testy z Lizą

W przeciwieństwie do wszystkich pozostałych modelek, jakie poznałem w Bangkoku, Liza działa freelance, a nie za pośrednictwem agencji. To tutaj rzadkość, bo przylatując tylko na moment, raczej nie dało by się ogarnąć zleceń. Liza dotarła tutaj 6 lat temu, żeby przezimować i jakoś tak wyszło, że została. To akurat w Tajlandii sytuacja zupełnie normalna – co chwilę poznaje się osoby, których historia zaczęła się w ten sposób, ale raczej nie w branży modelingowej. Modelki zza granicy, mieszkające tu na stałe, można by chyba policzyć na palcach.

Kojarzyłem Lizę od lat, mamy trochę wspólnych znajomych, ale nigdy wcześniej nie było okazji się poznać. Zazwyczaj fotografuję modelki wyglądające inaczej – z podobną figurą i wzrostem, ale z ostrymi rysami twarzy. Stwierdziłem, że nie będę się starał na siłę zarysować kości kości policzkowych, tylko wykorzystam taką urodę. Zamiast beauty disha, czy nawet octy z gridem, użyłem parasola – z jednej strony białego, z drugiej czarnego. 120 cm, bo to największy jaki miałem.

Nie pamiętam kiedy ostatnio tak świeciłem, ale było to bardzo dawno temu, a może nawet nigdy. Zawsze polecam czarny parasol, z białą warstwą dyfuzyjną do fotografowania w mieszkaniu, bo niweluje problemy z odbijającym się zewsząd światłem jakie są z parasolami transparentnymi. Jednak kiedy zaczynałem fotografować, to czarnego nie miałem. Później doszły najróżniejsze softboxy i inne modyfikatory, czarny parasol w końcu też, ale wtedy parasoli już chyba w ogóle nie używałem jako głównego światła. W każdym razie zawsze będę powtarzał, że to jeden z najlepszych modyfikatorów na start.

W zależności od ujęć, używałem dwóch przysłon. F/7.1 do szerszych kadrów i F/4 do samych twarzy. Ogniskowa zawsze 135 mm.

Sesja w mieszkaniu z sufitem na wysokości 2,3 m, więc portrety wychodzą najlepiej na siedząco. Mimo to, robiąc testy prawie nie przykładam do tego wagi, bo ujęcia samej twarzy stanowią jedynie dodatek. Natomiast Lizie potrzeba było jakiegoś portretu, więc zbliżenia twarzy powstały podobnie jak beauty – na 40 cm pufie, zamiast na stojąco.

Z powodu niskiego sufitu w moim salonie, kontrola nad światłem jest mocno ograniczona, bo nie da się ukierunkować cieni wyraźnie w dół, bez przybliżania lampy bardzo blisko. Siedzenie niweluje ten problem. Do pozostałych zdjęć nie ma to dla mnie już takiego znaczenia – światło bardziej boczne wtedy wręcz preferuję, więc inne ujęcia są, jak zwykle w testach, na stojąco. Akurat w tej sesji nie robiłem światła mocno z góry, mimo wszystko wolałem usadzić modelkę, a lampę nieco odsunąć by uniknąć przepalonego czoła.

Wielokrotnie już pisałem i napiszę jeszcze nie raz – tym za co uwielbiam testy, jest jak łatwo można je zorganizować w porównaniu do sesji zdjęciowej beauty itd. Fotograf, modelka i tyle. Bez koordynowania całej ekipy, ustalania stylizacji i wszystkiego. Oczywiście można i tak, ale ja wtedy wolałbym zrobić jakąś zupełnie inną sesję, a testy traktuję jako odskocznię od wszelkich spraw organizacyjnych. Mam ustawione na macOS/iOS, że jak wpiszę na klawiaturze frazę „,tests” , to wskakuje wiadomość, o tym jakie ciuchy zabrać, gdzie dojechać itd. Także w moment da się zamknąć temat, a nawet jak będzie trzeba finalnie zdjęcia przełożyć, bo np. wpadnie jakiś casting, to nie trzeba nowego terminu z nikim innym ustalać. Wystarczy jedna wiadomość typu „jutro o 16?” i temat jest zamknięty.

Za dwa tygodnie się wyjaśni co dalej z Tajlandią – dam znać.

Recommended Posts