Używacie rękawic do retuszu? Prawie nikt tego nie robi – właściwie mało osób wie, że coś takiego w ogóle istnieje. Gdy na webinarach było widać moją dłoń, często padały pytania o to czy stało mi się coś w rękę oraz „co to za dziwne coś na dłoni?” i „ile to kosztuje”.

Dawniej co chwilę recenzowałem rękawice, tyle że były wykonane ze skóry, wzmacniane kevlarem, a ich głównym celem było przetrwanie dłoni w razie szlifowania ścigaczem po asfalcie. Przy tamtych wynalazkach rękawice, o których dzisiaj przeczytacie, są tak proste, że wystarczy mi bardzo krótki artykuł, żeby wyjaśnić o nich wszystko i opisać kilka różnych modeli.

Rękawiczki do retuszu to kawałek materiału, powodujący dużo lepszy ślizg dłoni po tablecie piórkowym. Nie zakrywają całej dłoni, tylko to, co konieczne. Żadne elementy takich rękawic nie są wzmacniane, nie ma podziału na modele z wewnętrznymi i zewnętrznymi szwami, ani żadnej technologii rodem z NASA.

Przez wiele lat retuszowałem sunąc gołą ręką po tablecie i było w porządku. Jedynie gdy robiłem dzień za dniem kilkunastogodzinne maratony retuszerskie, to kończyły się owijaniem zdartego palca serdecznego w plaster (w miejscu zginania, czyli tam gdzie non stop ma styczność z tabletem). Kiedy pierwszy raz spotkałem się z rękawicami do retuszu, to zauważyłem dwa modele w ofercie tej samej firmy (SmudgeGuard). Pierwszy obejmował tylko mały palec, a drugi dodatkowo palec serdeczny. Pomyślałem, że wersja z jednym palcem jest mi na nic, za to ta druga mógłby rozwiązać mój problem zdartej skóry. Inaczej nawet do głowy by mi nie przyszło, żeby zainteresować się takimi rękawicami. A szkoda, bo znacząco podnoszą komfort pracy.

Komfort pracy

Początkowo zakładałem rękawicę tylko, gdy siadałem do dłuższego retuszu. Krótsze prace wciąż robiłem ”po staremu”. Z czasem korzystałem z rękawicy coraz częściej, aż zacząłem ją zakładać za każdym razem, gdy było do zrobienia coś na więcej niż tylko na 2 minuty. Oczywiście wtedy już nie przez to, żeby zabezpieczyć palec. Po prostu ręka ślizga się po tablecie ze zdecydowanie mniejszym oporem i zwyczajnie dużo lepiej mi się wówczas pracuje. Przez długi czas myślałem, że wpływ na tak wielką różnicę w pracy z rękawicą i bez niej, mają Tajskie upały. I to prawda – bez klimatyzacji mam w gabinecie ponad 30 stopni, więc ręka ma większy opór przy poruszaniu się po tablecie, niż gdyby było zimniej. Jednak zauważyłem, że przecież robiąc retusz, już niemal zawsze mam klimę włączoną, a i tak dużo lepiej mi się pracuje w rękawicy, niż bez niej.

Dopóki nadgarstek pozostaje w jednym miejscu, rękawica czy jej brak – nie ma to większego znaczenia. Jednak za każdym razem, kiedy trzeba przesunąć dłoń, w rękawiczce jest to maksymalnie płynnie, a bez niej bardzo różnie bywa. Ja robię bardzo dużo dodge&burn i staram się regularnie przeskakiwać z jednego miejsca zdjęcia na inne, zamiast skupiać się długo na pojedynczych fragmentach. Czyli ręka co chwilę zmienia punkt podparcia. Do tego na tablecie w rozmiarze „M”, a takiego używam, nadgarstek ma więcej ruchu niż w „S”.

Podejrzewam, że to trochę jak z samochodami – jak ktoś ma C-klasę, to raczej nie jeździ mu się źle i nie czuje, że koniecznie musi ją zmienić. Ale po kilkuset tysiącach kilometrów w S-klasie, raczej do tej C-klasy niechętnie wróci i będzie w stanie wymienić jej każdą wadę. Dopóki takie płynne ruchu ręki po tablecie nie były dla mnie codziennością, to ich brak mi nie przeszkadzał. Później na tyle przyzwyczaiłem się do większej wygody, że na pewno już nigdy z niej nie zrezygnuję. Czy to znaczy, że mój retusz jest dzięki temu lepszy? Nie. Nie ma to żadnego wpływu na skilla, więc jeśli ktoś liczy, że rezultaty jego obróbki będą dzięki temu lepsze, to się rozczaruje. Rękawica będzie mieć wpływ jedynie na wygodę używania, więc na pewno nie jest to coś obowiązkowego. Nie jest to też nawet w 1/10 różnica taka, jak między retuszem myszką, a tabletem piórkowym – przesiadka na tablet, to wejście na zupełnie nowy poziom, a rękawica do retuszu to po prostu krok ku większemu komfortowi pracy.

Dodatkowe zastosowania

Takich samych rękawic używa się też do rysowania. Tam mają dodatkową funkcję – np. sunąc ręką po kartce pełnej grafitu, nie brudzi się dłoni, ale takie sprawy w retuszu są bez znaczenia. Kolejne zastosowanie to praca piórkiem na tabletach, ale nie piórkowych, a takich jak iPad. W tym przypadku cel jest taki sam jak przy retuszu na Intuosie, plus minimalizacja pozostawianych odcisków od dłoni.

Różne modele rękawic do retuszu

Najpierw kupiłem SmudgeGuard i używałem jej na co dzień. Drugą rękawicę nabyłem dopiero kilka lat później i zrobiłem to wyłącznie na potrzeby tego artykułu – żeby zobaczyć jakie są różnice między nimi i skąd tak duży przedział cenowy. Tą drugą rękawicą był Huion, znany przede wszystkim z tanich tabletów piórkowych. Rękawicę też mają we w miarę dobrej cenie, a przynajmniej tak mi się początkowo wydawało. 25 zł to znacznie mniej niż 79 zł za SmudgeGuard. Jednak na koniec zamówiłem jeszcze jedną rękawicę, tym razem z Chin, za… 1 dolara (jednego dolara. Razem z przesyłką).

SmudgeGuard 2 (79 zł)
Chyba najdroższa rękawica na rynku. Jako jedyna ma kilka rozmiarów do wyboru, więc mogłem kupić taką, która będzie jak najlepiej dopasowana do ręki. Występuje w dwóch wersjach – SmudgeGuard 1 i SmudgeGuard 2, przy czym to nie jest tak, że dwójka jest ulepszoną wersją jedynki. Po prostu „1” zakrywa tylko jeden palec (mały), a „2” dodatkowo palec serdeczny. Dlatego mnie interesował jedynie model „2”.

Materiał mocno odbiega od tego z dwóch pozostałych rękawic. Już na pierwszy rzut oka widać, że jest zupełnie inny i znacznie bardziej mieni się w świetle. Gdyby mi pokazano wszystkie rękawice jakie mam i miałbym strzelać, która kosztowała najwięcej, to bez najmniejszego wahania wskazałbym właśnie SmudgeGuard i podejrzewam, że każdy by tak zrobił, aczkolwiek na fotografiach różnica jest mało widoczna.

Mocno się obawiałem o wytrzymałość materiału, bo skoro mój palec źle znosi tarcie kilkadziesiąt godzin o tablet, to czy rękawica nie będzie do wyrzucenia po pierwszym roku albo nawet wcześniej? Do tej pory mam ten pierwszy egzemplarz i nie było potrzeby wymiany – cały czas jest w świetnym stanie. Ciężko mi określić dokładnie całkowity przebieg w godzinach, ale na pewno jest czterocyfrowy. W miejscu gdzie wcześniej zdzierała mi się skóra z palca, materiał stał się mniej świecący, podobnie jak na obszarze z boku dłoni, który cały czas dotyka tabletu. Jednak nie przetarł się na wylot, szwy nie puściły w żadnym miejscu i wygląd nie odbiega mocno od stanu nowego. Myślałem, że po takim czasie będzie gorzej, a wygląda na to, że SmudgeGuard 2 jeszcze bardzo długo mi posłuży.

Huion (25 zł)
Ten model ma tylko jeden rozmiar – raczej na dłonie o niezbyt długich palcach. Aczkolwiek w przypadku rękawic do retuszu jak się kupi za małą, to wciąż nie powinno to być dużym problemem. Po prostu po chwyceniu piórka, materiał będzie się inaczej układał na dłoni, zakrywał jej różną część i będzie się kończył w innym miejscu nadgarstka. Jednak pracować będzie się dało, a przynajmniej moja ręka sobie radzi też w tych za małych rozmiarach.

Najważniejsze, że Huion śliza się po tablecie dobrze, czyli swoje zadanie spełnia. Używałem go tylko trochę (może 150 godzin), więc na temat wytrzymałości nie mogę się wypowiadać – taki przebieg w porównaniu do mojego SmudgeGuard to nic. Wspomnę jedynie, że w tym czasie nic niepokojącego się nie wydarzyło. Po napisaniu tego artykułu wrócę do używania poprzedniej SmudgeGuard, bo jej rozmiar mi bardziej pasuje. Jednak gdyby się rozleciała i musiałbym przez jakiś czas używać Huiona, to nie czułbym, że teraz będzie mi się pracowało dużo gorzej. Jest w porządku.

No Name ($1)
Przeglądając net, byłem przekonany, że ta rękawiczka jest tym samym co Huion, tylko bez nadrukowanego logo. Myliłem się. Rękawic tego typu na eBayu jest mnóstwo, więc może niektóre są tym samym, ale nie ta, którą ja kupiłem.

Materiał (jak i ogólnie wygląd), jest mocno różny od SmudgeGuard, ale bliźniaczo podobny do Huiona. Jednak ma trochę dziwną długość palców, bo o ile serdeczny jest dłuższy niż w Huionie, to palec mały jest aż zaskakująco… mały. Jednak jak już wspomniałem – ma to znacznie mniejsze znaczenie niż w normalnych rękawicach. Jeśli chodzi o wytrzymałość, to nic niepokojącego się nie dzieje, ale za mało czasu minęło, bym mógł ocenić.

Detale

Ciężko mi ocenić termoaktywność. Dłonie się zbyt mocno nie pocą, w dodatku nie pracuję w warunkach, w których byłoby widać pomiędzy nimi różnicę. Gdybym mieszkał w bungalowie na filipińskiej wyspie, to pewnie szybko bym wychwycił ewenatualne różnice, jednak dla większości osób nie będą one istotne. Poza tym już samo to, że duża część ręki jest cały czas odsłonięta, zapewnia dużą oddychalność.

Szwy
Wszystkie te rękawice mają wewnętrzne szwy, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zakładać je na lewą stronę i szwy mieć na zewnątrz. Jednak niczego to nie zmieni – dłoń na piórku jest ułożona tak, że koniuszki palców dotykają wewnętrznej strony dłoni i dociskają szwy do palców, niezależnie po której stronie są. W każdej rękawicy zdarzało mi się, że szwy po dłuższym czasie powodowały lekki dyskomfort. Innym razem mogłem cały dzień retuszować w ogóle ich nie czując. Jednak prawie nigdy nie było to uciążliwe – po prostu po ściągnięciu rękawic, widziałem szwy odbite na palcach.

Lewo i praworęczność
Niezależnie czy ktoś jest prawo, czy lewo ręczny, każda rękawica będzie dobra, bo wszystkie są symetryczne.

Gesty
Podczas retuszu zdarza mi się na chwilę zostawić Photoshopa i wejść do przeglądarki internetowej, przeglądać jakieś pliki na dysku itd. Bardzo polegam wtedy na gestach wykonywanych na trackpadzie. Poza tymi standardowymi, mam zaprogramowanych kilkanaście dodatkowych, które poza PSem są naprawdę non stop w użyciu. Niektóre wymagają 4-5 palców i mimo założonej rękawicy, na Apple Magic Trackpad 2 działają poprawnie. Na iPadzie też gesty działają, chociaż już mniej precyzyjnie i zdarza się, że coś źle zinterpretuje.

Co kupić?

Jak ktoś nie wie czy praca w rękawicy będzie mu odpowiadała, to śmiało na start może brać tę za dolara, żeby zobaczyć jak to jest pracować w czymś takim. Nawet jak się rozleci, to nie będzie wielkiej straty. Obawiam się tylko, że dla osób z grubszymi dłońmi ten uniwersalny rozmiar nie będzie wystarczająco duży, natomiast mi on nie przeszkadza na tyle, żeby był dyskwalifikacją.

Jednak gdyby ta za dolara się rozpadła albo nie pasowała wystarczająco dobrze, to brałbym SmudgeGuard 2. Zmiana na Huiona wiele by nie zmieniła, bo od No name różni się niewiele . Rozmiaru też nie ma jak dopasować, a jakość wykonania i materiał jest podobny. Dopiero przy SmudgeGuard widać dużą różnicę. Dlatego przy braku budżetu raczej kupiłbym kolejny wynalazek za dolara niż Huiona.

Ja nie lubię kompromisów, a SmudgeGuard ze względu na różne rozmiary, leży mi najlepiej. W tych rękawicach nie ma to ogromnego znaczenia, ale biorąc pod uwagę ile czasu będzie w użyciu, czyli grube tysiące godzin, wybieram to co najlepsze i sprawdzone długoterminowo. Cena jest wysoka na pewno nie ze względu na koszty użytych materiałów, a zwyczajnie przez wysoką marżę. Jednak zawsze staram się patrzeć na całościowy koszt mojego stanowiska pracy i dodatkowe 79 zł nie robi żadnej różnicy (już sam tablet Intuos Pro M kosztuje ponad 20 razy więcej).

Trochę mnie kusiło, żeby zrobić długoterminowe testy Huiona i No name – są na tyle w porządku, że byłbym w stanie ich używać na co dzień i na pewno byłoby to dużo lepsze, niż używanie gołej ręki. Jednak takie testy musiałyby trwać wiele lat i dlatego wolę wrócić do SmudgeGuarda, a ewentualnie jak się kiedyś w końcu rozleci, to dam znać.

Recent Posts