Od ponad roku dosłownie każdego dnia, używam torby Everyday Sling 5l. Tylko okazjonalnie służy mi do noszenia aparatu, aczkolwiek właśnie do tego została stworzona. Na co dzień wrzucam tam iPada i wszystko inne, co chcę mieć zawsze przy sobie, dlatego wyjścia z mieszkania bez tej torby, niemal w ogóle mi się już nie zdarzają.

Ten artykuł nie jest elementem jakiejkolwiek współpracy – chciałem mieć tę torbę jak najszybciej, więc po prostu ją kupiłem, w ogóle nie planując robić recenzji. Ostatecznie stwierdziłem, że używania jej głównie w „niefotograficzny” sposób i tak warto podzielić się wrażeniami, a o pakowaniu aparatu z obiektywami też opowiem, skoro czasem to też mi się to zdarza.

Nie ukrywam, że przy zakupie marka Peak Design była dla mnie istotna i kupiłem tę torbę dużo chętniej niż „to samo”, od innego producenta. Było tak ze względu na specyficzne przegrody, które moim zdaniem Peak Design ma rozwiązane znakomicie. Bardzo mi też odpowiadała jakość ich większych toreb – miałem nadzieję, że Sling 5l mimo znacznie niższej ceny, będzie trzymał zbliżony poziom. No na koniec coś, do czego przywiązuję ogromną wagę – gwarancja. Ta jaką gwarancję Peak Design daje na wszystkie swoje rzeczy, jest najlepszą z jaką miałem kiedykolwiek do czynienia. Nie tylko ze względu na brak ograniczenia czasowego, ale i przez to, jak jest realizowana w praktyce. O moich doświadczeniach z serwisem wspomnę pod koniec. Także można uznać, że jestem nieobiektywny, bo jest to sytuacja, w której nawet gdyby istniała o połowę tańsza alternatywa, to bardzo możliwe, że i tak wybrałbym Peak Design, dopłacając „za markę”. Jednak na moje, mocno sprecyzowane, potrzeby i tak alternatyw nie było (a przynajmniej nie potrafiłem ich znaleźć), więc jedynym zmartwieniem pozostało sprawdzenie, czy na pewno zmieszczę do Slinga 5l wszystko, co chcę mieć zawsze przy sobie, a nie czy wybrać ten model, zamiast czegoś od konkurencji.

Sling 5l vs. 10l

Najpierw muszę uprzedzić, że Sling 10l i 5l to zupełnie inne torby. Rozmiarem różnią się tak bardzo, że porównywanie ich do siebie traci jakikolwiek sens. Sling 5l jest malutki, bardzo kompaktowy i znacznie wygodniejszy, gdy ma się mało rzeczy. Kiedy pierwszy raz na żywo porównałem te dwa modele, to natychmiast stało się jasne, że wersja 10l nie jest dla mnie żadnym rozwiązaniem. Chodziło mi się z nią podobnie jak z Messengerem 13l, do którego jestem w stanie spakować się na kilkudniowy wyjazd i na niemal każdą sesję zdjęciową. Messenger i Sling 10l mają taką samą szerokość, podczas gdy Sling 5l jest o wiele, wiele mniejszy i na tym małym rozmiarze mi bardzo zależało.

Premium produkt, premium cena, zwykły design

Peak Design jest pozycjonowane jako marka premium, co ma odzwierciedlenie w cenie. Na szczęście przy zakupie Everyday Sling 5l, kwota zakupu nie odstrasza aż tak bardzo, jak przy Messengerze, chociaż wciąż kosztuje niemało – ok. 400 zł. Za tę cenę dostajemy małą torbę fotograficzną, która z pewnością nie robi „efektu wow” takiego jak pozostałe torby tej firmy.

Nie uważam, że design jest brzydki, jednak z pewnością nie tak dobry jak w ich większych modelach. Uważam że z rzeczy, które Peak Design oferuje, Sling 5l jest jedną z najmniej atrakcyjnych i moim zdaniem, wersja 5-litrowa jest mniej interesująca niż Sling 10-litrowy (i zdecydowanie brzydsza niż Messenger!).

W dodatku nie ma mojego ulubionego koloru, dostępnego w innych torbach i plecakach PD, czyli „charcoal” (ciemny popiel). Zamiast niego jest „Sage”, a więc coś jakby szarość o zielonym zafarbie. Można też wybrać kolor „Ash”, czyli standardowy szary, który ja mam, oraz „Black”, a więc typową czerń.

Priorytety

Szukałem takiej torby, którą mógłbym zabierać na miasto dzień w dzień i by nie przeszkadzała mi w tłumie, a jednocześnie zmieściła wszystko, co chcę mieć zawsze przy sobie. Ostatecznie się poddałem, poniważ mimo przejrzenia okolicznych sklepów i szukania pomocy na Twitterze, niczego nie znalazłem. Wszystko miało nieodpowiedni rozmiar, albo nie pasowało mi konstrukcyjnie. Wspomniano mi o Slingu 5l, ale wtedy był on dopiero zapowiedziany i w ogóle nie przykuł mojej uwagi (patrz akapit o designie), a wersja 10l była za wielka. Ostatecznie zostałem z moją poprzednią torbą, która wyglądała tak:

Źródło: materiały producenta

Rozkład wnętrza był w niej przetragiczny. Miała mnóstwo wad i tylko jedną zaletę – nie była wielka. Pod koniec problemów było coraz więcej – nietrzymające zamykanie magnetyczne, coraz gorzej układający się pasek itd. Patrząc na te zdjęcia myślę sobie, że wygląda lepiej niż spisuje się w rzeczywistości. W końcu zamiast niej, wolałem już wszędzie zabierać Messengera 13l od Peak Design, nawet jeśli był prawie cały pusty. Po premierze Slinga 5l wróciłem do tematu, ponieważ wydawał się być najbliżej tego, czego szukałem.

Wielkość i pojemność

Wymagania co do rozmiaru miałem bardzo sprecyzowane i w ogóle nie zależało mi na zmieszczeniu wewnątrz pełnej klatki razem z obiektywem (co nie znaczy że się nie da). Mam Nikona D810 i jeśli nie używam go studyjnie, to na szczęście potrzeba mi do niego zazwyczaj jedynie niezbyt wielkiej Sigmy 50 mm 1,4 EX DG HSM. Jak widać poniżej, taki zestaw mieści się do Slinga 5l bez problemu, pod warunkiem, że body i obiektyw są osobno:

Czyli problem jednak jest, bo to niezbyt praktyczne rozwiązanie. Da się włożyć aparat z założonym obiektywem, ale bez iPada w środku, a torba przybierze wtedy zdeformowany kształt, więc to spora prowizorka. Natomiast do póki obiektyw jest osobno, to i jeszcze malutki Nikkor 35 mm 2.0 się zmieści:

Gdybym kupował torbę głównie z myślą o noszeniu w środku lustrzanki pełnoklatkowej, to Slinga bym nie wybrał. Bezlusterkowce mieszczą się dużo łatwiej. Aczkolwiek jako, że to Peak Design, to na zewnątrz znajduje się pasek służący przyczepieniu uchwytu Capture:

Dzięki niemu można błyskawicznie przymocować aparat lub obiektywy na zewnątrz torby, co czasem mi się zdarza. Jednak dla mnie to było ostatnią rzeczą na liście priorytetów. Więcej o Capture i mocowaniu na obiektywy, które widać poniżej, pisałem tutaj.

Oczywiście zamiast Capture, można tam też zaczepić inne rzeczy – u mnie bywał to materiałowy futerał na obiektyw 35 mm. Jednak od noszenia takiego sprzętu mam plecak i inne torby. Do Slinga duży aparat miałem zamiar wkładać bardzo okazjonalnie, a nawet gdyby się w ogóle nie zmieścił, to bym to przeżył.

Wszechświat w 5l

Torba na co dzień miała mieścić kilka z poniższych rzeczy, ale od czasu do czasu także wszystkie na raz: 

  • iPad Pro 10,5”
  • klawiatura Smart Keyboard
  • konsola Nintendo Switch w neoprenowym futerale,
  • niewielki power bank (4000 Mha, okazjonalnie 10 000 Mha)
  • słuchawki wokółuszne (dość niewielkie po złożeniu Bose QC35II)
  • aparat kompaktowy (średniej wielkości – Canon G7X Mark II)
  • mini statyw (Xiaomi Selfie Stick Tripod)

Oraz nieco drobnych akcesoriów:

  • piórko do iPada
  • długopis
  • klucze do mieszkania
  • zapasowa bateria do aparatu
  • mikrofon lavalier + 6m przedłużacz z adapterem
  • zapasowe słuchawki dokanałowe

Plus trochę drobiazgów, których ewentualny brak mógłbym przeboleć, ale też się mieszczą.

Tak to wygląda:

Chciałem żeby te wszystkie rzeczy w torbie, zajmowały tylko trochę więcej miejsca, niż gdyby je po prostu wrzucić do jakiejś reklamówki. W Slingu to się udało – wszystko tworzy bardzo zwartą całość. Niestety to ten typ torby, który niezależnie od stopnia zajętości, zawsze ma taką samą objętość. Więc gdy torba jest częściowo pusta, to wciąż zajmuje tyle samo miejsca, jednak przy tym rozmiarze to nie przeszkadza.

Przy takim maksymalnym napakowaniu, nie używam wewnątrz ani jednej przegrody, tylko mam ułożone wszystko tak, że do siebie pasuje i się nie rysuje wzajemnie. Przy czym jest to absolutny max – nic więcej nie wejdzie. 

Na powyższym zdjęciu wygląda to wręcz tak, jakby miało się w ogóle nie zmieścić, ale nie ma takiego problemu – wszystko pasuje w sam raz. Jednak to przykład ekstremalny – głównie na wypady zagraniczne. Po okolicy noszę raczej mniej sprzętu, słuchawki mam niemal zawsze na głowie, a aparat wrzucam do kieszeni. Wtedy w ruch idzie najczęściej jedna przegroda, czasem nawet dwie, a w środku zostaje jeszcze wolna przestrzeń.

Producent zaprezentował kilka setupów typowo fotograficznych, które dla moich czytelników pewnie będą dużo ciekawsze, niż mój codzienny zestaw:

Obie przegrody chociaż nieco się różnią, to są w unikalnym dla Peak Design stylu, przypominającym origami. To też dobrze widać na grafikach promocyjnych:

W głównej komorze są dwie boczne, niezamykane kieszonki, z których zazwyczaj nie korzystam, ale okazjonalnie się przydają. Tuż pod suwakiem jest zamykana suwakiem przegroda (ta w której widać Tic-Taki):

W tej samej przegrodzie są 4 malutkie kieszonki, z których dwie ledwo widać na fotce. Dwie zostały oznaczone czarnym paskiem, a dwie czerwonym, żeby łatwo było odróżnić umieszczone w środku baterie naładowane, od zużytych (lub karty pamięci pełne od pustych). Ja poza bateriami trzymam tam zazwyczaj zapasowe słuchawki dokanałowe, deadcata do mikrofonu wbudowanego w aparat, mikrofon lavalier i jakieś drobiazgi. Kieszonki są rozciągliwe i bardzo praktyczne. Niestety w Slingu 5l nie ma żadnego mocowania na długopisy, więc one i Apple Pen muszą latać razem z resztą akcesoriów właśnie tam. Jest to obecnie jedna z niewielu rzeczy, jaką mam do zarzucenia tej torbie.

Poza główną komorą, jest jeszcze kieszeń frontowa, również zamykana suwakiem – w sam raz na akcesoria typu powerbank:

Torba jest odporna na zachlapania, niełatwo ją przemoczyć, ale ze względu na sprzęt jaki tam trzymam, wolę nie ryzykować w ogromnych ulewach.

iPad Pro w Slingu – to można czy nie?

Niestety mimo specjalnej przegrody na tablet, producent zaznacza, że iPad jakiego używam, czyli Pro 10,5”, się NIE zmieści. Przed zakupem sprawdziłem to w praktyce i ja go chowam nawet z założoną Smart Keyboard. W zasadzie nigdy nie zabieram tabletu bez klawiatury. Jednak żeby to zrobić, muszę zawsze wepchnąć iPada „na chama” chowając jego górną krawędź pod suwak. W efekcie przestrzeń jest wypełniona właściwie co do milimetra, więc rozumiem ostrzeżenie producenta. Tablet 9,7” bez klawiatury sam wpada na swoje miejsce, podczas gdy mojemu muszę zawsze pomóc. Dlatego gdybym mógł wybrać opcję o 1 centymetr większą, to na pewno bym to zrobił i wtedy byłby to dla mnie ideał. Takiej różnicy rozmiaru w noszeniu w ogóle bym nie odczuł, a w w użytkowaniu z pewnością tak. Nie zdziwię się jeśli Peak Design w przyszłości zrobi wersję dedykowaną pod 11” tablety, bo gdy projektowano Slinga 5l, to nawet 10,5” iPady jeszcze nie istniały.

Pasek

Peak Design na początku swojej działalności wybiło się na świetnych paskach, które później zostały jeszcze ulepszone. Jednak pasek w Slingu nie jest jakiś super wyjątkowy – dobrze go widać na stronie producenta:

Poza regulacjami długości umieszczonymi na końcach paska, jest też dodatkowa, bardzo wygodna regulacja pośrodku:

Teoretycznie wszystko z nim w porządku, po prostu w pierwszej chwili taki pasek mnie rozczarował, bo przy tym z Messengera wygląda biednie. Na szczęście praktyka pokazuje, że do takiej torby jest dobrany bardzo dobrze, bo przy pojemności 5 litrów nie jest potrzebna amortyzacja jak przy 15 kilogramach obciążeniach. Szerokość paska i jego wypełnienie jest wystarczające, żeby się nie wbijał niewygodnie w ciało. W moim Slingu noszę maksymalnie ok. 2,5 kg gdy torba jest wypchana po same brzegi, a zazwyczaj jest to tylko 1,5 kg. Sam pasek jest dużo lżejszy niż w Messengerze i łatwiej go zwinąć lub schować, co w tak małej i lekkiej torbie uważam za wielki plus.

Peak Design pokazuje nawet używanie torby w postaci nerki, pasek jest do tego przystosowany i chowa się tak, że nic niepotrzbnie nie wystaje, jednak mnie to niepotrzebne:

Niestety miałem do tego paska jedno bardzo duże zastrzeżenie – regularnie musiałem regulować jego długość, bo z biegiem czasu sam się przesuwał. Czym cięższa torba, tym szybciej zmieniał długość. O ile środkowa regulacja była w porządku, to ta na końcach, która mocuje pas do torby, zawodziła po całości. Na szczęście Peak Design rozwiązało problem – przygotowali specjalną nakładkę na klamrę z regulacji paska, która całkowicie blokuje go w wybranej pozycji (w razie potrzeby wysyłają to za darmo):

Po założeniu tego czarnego klipsa, pasek jest zupełnie zablokowany i nie mam już jak na niego narzekać.

Wykonanie

Cała torba jest wykonana porządnie – nic mi się nie przeciera, ani nie zbiera zabrudzeń. Nawet górny uchwyt jest zaskakująco  wygodny – przy torbie na tak lekki sprzęt spokojnie można było zamontować coś dużo gorszego i wciąż nie byłoby źle. Ciężko mi coś więcej tutaj dodać – jest dobrze. Co prawda nie ma się uczucia obcowania z produktem premium jak w Messengerze, za to dostaje się maksymalnie lekką wagę, więc zgadzam się na taki układ.

Niesamowita gwarancja w praktyce

Ja swoją torbę uszkodziłem. „Na szczęście” ze swojej winy – sama torba nie zawiodła. Przez kilka miesięcy nosiłem w Slingu mini statyw, który ledwo co się mieścił umieszczony w pionie. Wystawała z niego śruba (ta do wkręcenia w aparat). W końcu suwak się uszkodził w miejscu, w którym śruba się o niego ocierała. Zazwyczaj trafiała na materiałowe zabezpieczenie, ale gdy już przy zamykaniu suwaka śruba wystawała ponad nie, to później tarła bezpośrednio o zamek.

Peak Design bez żadnych problemów wymieniło mi tę torbę. Najpierw wysłali mi nową, a dopiero gdy ta do mnie dotarła, to miałem im odesłać uszkodzoną. Właściwie to dokładnie tego się spodziewałem, bo tak samo miałem dawno temu, z torbą Peak Design Everyday Messenger, którą też sam uszkodziłem. Procedura gwarancyjna została bardzo ulepszona od tamtego czasu, teraz zgłoszenie sprawy zajęło tylko moment i zamknęło się w dwóch mailach, a gdybym od razu wysłał im swój adres, to być może jedna krótka wiadomość by wystarczyła.

Jako że mieszkam w Azji, to uszkodzone torby polecono mi wysłać prosto do ich fabryki w Wietnamie, który jest bardzo blisko. Jednak ponieważ urząd celny w obu przypadkach chciał doliczyć wysoki podatek, to torby z Wietnamu do mnie wróciły. Peak Design powiedziało mi, żebym sobie je zostawił jako back up (a przypominam że Messenger kosztuje 900 zł, a w przeciwieństwie do Slinga, był niemal w pełni sprawny, a Peak Design nie miało pojęcia, że będę o nich gdziekolwiek pisał, a tym bardziej recenzował). Do tego koszty przesyłek i cła w pełni zostały mi zwrócone, natychmiast po wysłałaniu informacji o ich wysokości. Zwrócono mi nawet cło które zapłaciłem, gdy uszkodzona torba wróciła z fabryki i trafiła jeszcze raz na celny w Tajlandii (mimo że mogłem tej paczki po prostu nie odbierać, ale nie zastanowiłem się i w pierwszym momencie myślałem, że płacę za inną paczkę).

Także gdy na początku pisałem, że za Peak Design jestem w stanie zapłacić dużo więcej niż za „to samo” u konkurencji, to uważam, że miało to swoje bardzo solidne podstawy :).

Podsumowanie

W Polsce ten ultra kompaktowy rozmiar Slinga 5l, pewnie nie byłby dla mnie aż taki ważny – przeżyłbym coś wyraźnie większego, ale w Bangkoku każdego dnia mijam setki osób w food courtach, korzystam z wind wypchanych ludźmi po brzegi, czasem przemieszczam się zatłoczonym metrem i używając plecaka albo torby ok. 10-litrowej, regularnie musiałem ją ściągać i cały czas trzeba było mieć na uwadze, że nosi się coś, czym łatwo zahaczyć o ludzi wokoło. Poza tym większe torby, ważą puste tyle co Sling z włożonym do środka iPadem i klawiaturą. Noszenie torby, której wagi niemal w ogóle nie czuć, uważam za ogromną zaletę, szczególnie jak się ma tak krzywy kręgosłup jak mój. Teraz w ogóle się nie zastanawiam czy torbę ze sobą zabierać czy nie – biorę ją zawsze.

Recommended Posts

Udostępniłem DARMOWY kurs wprowadzający do pro retuszu. Kilka lekcji, które usprawnią Twój retusz! Poprawianie skóry, kolorów, poprawny zapis zdjęć i wiele więcej…