07 Sty 2015

Mac czy PC? Jaki komputer do obróbki zdjęć (aktualizacja: 7.07.2016)

4 komentarze Sprzęt

Ostatnia duża aktualizacja wpisu: 7.07.2016

Dawno temu napisałem artykuł o tym, jaki komputer wybrać do obróbki zdjęć. Doczekał się sporej aktualizacji, a teraz czas na kolejną, także datą artykułu się nie sugeruj. Tekst skupia się na Macach, ponieważ w fotografii Windows mocno kuleje. Chodzi w dużej mierze o brak działającego zarządzania barwą w systemie Microsoftu. To znaczy, że kolory wyświetlają się inaczej w podglądzie systemowym, inaczej w podglądzie wydruku, inaczej w Photoshopie itd. Interfejs systemu wyświetla się w przestrzeni ekranu zamiast w sRGB, więc na monitorach szerokogamutowych jest strasznie przejaskrawiony. Jednak największe problemy pojawiają się, gdy jest kilka monitorów – wówczas albo trzeba zdecydować się na używanie Photoshopa na jednym (ew. tylko palety wrzucić na drugi i modlić się aby po ponownym uruchomieniu profil monitora zaskoczył ten co powinien), albo pogodzić się z tym, że kolorystyka na podglądu z drugiego ekranu będzie wyświetlana źle. Analogiczna sytuacja będzie w Lightroomie pokazującym miniatury na pierwszym ekranie, a obrabiane zdjęcie na drugim, a także z oknami przeglądarek internetowych umieszczonych na kilku monitorach itd. Istotną różnicą jest też zupełnie inna obsługa skalowania w monitorach UHD. W OS X na Macach dzieje się to natywnie – każda aplikacja wygląda doskonale po przeskalowaniu, programista nie musi nic zmieniać w kodzie. Na Windows zależy to od dewelopera, więc część oprogramowania będzie w porządku, z innego ledwo się będzie dało korzystać. Kalibracja która teoretycznie została wykonana poprawnie na Windows, może wcale taką nie być, bo sterowniki karty graficznej potrafią zmieniać ustawienia wyświetlanego obrazu (obciąć dynamikę na HDMI, zmienić kontrast na każdym wyjściu itd. itd. itd…). Nieco już ten temat poruszałem w pierwszym artykule o zarządzaniu barwą.

Najgorsze jest to, że większość użytkowników Windowsa nie ma pojęcia o tym co napisałem powyżej i wydaje im się, że kolorystyka, którą widzą jest prawidłowa, tylko dlatego, że monitor został skalibrowany. O tym czy program nie używa czasem profilu monitora pomocniczego zamiast głównego, albo czy korzysta z profilu ICC zdjęcia (lub co robi gdy go nie ma) prawie nikt nie myśli. Później pojawiają się dyskusje na forach, w których fanatyczni obrońcy Windows piszą, że im system nie sprawia żadnych problemów i że kupno Maca to wyrzucanie pieniędzy. Zazwyczaj te same osoby przy wyliczeniach kosztów podzespołów porównują konfiguracje z dyskami SATA do PCI-E montowanych w MBPr itd, pomijają cenę systemu operacyjnego na porównywalnej licencji itd.

Stworzyłem osobny wpis w którym można przetestować zarządzanie barwą zarówno przeglądarki internetowej, jak i dodatkowego oprogramowania zainstalowanego w systemie – link.

Poza tym obecnie tylko na Maca jest dostępne Affinity Photo, czyli jedyna alternatywa do Photoshopa, która przy okazji jest bardzo tania i nie wymaga płacenia abonamentu. Aczkolwiek póki co jest znacznie mniej funkcjonalna od PS CC i w przyszłości pojawi się też na Windowsa.

Oczywiście czasami zakup maca faktycznie może być ekonomicznie kiepskim pomysłem – kiedy potrzebna jest niedroga, szybka, stacjonarna jednostka do montażu filmów, a ma się jeden monitor o rozdzielczości QHD, to komputer z Windowsem jak najbardziej ma sens. Niestety Apple w tej chwil brakuje sprzętu do takich celów. Jest Mac Pro, jednak on dla wielu osób będzie miał wydajność jakiej nie wykorzystają, zresztą to jest stacja robocza. Ale o tym wszystkim piszę w kolejnych akapitach.

Jeżeli jesteś zdecydowany na kupno Maca, to spokojnie możesz przejść do rozdziału „Jaki model Maca wybrać do obróbki zdjęć?”. Jeśli wciąż się wahasz albo chcesz wiedzieć, jak to było z „przesiadką” u mnie – przeczytaj całość.

Spis treści:

Wstęp
Dla kogo Maki są złym wyborem?
Dla kogo Maki są dobrym wyborem?
Ogólnie o Macach
Oprogramowanie
Jaki model Maca wybrać do obróbki zdjęć
Podsumowanie

Wstęp

Zdjęcia, czy to analogowe, czy cyfrowe, trzeba wywołać, a wcześniej wypadałoby je także wyretuszować. Komputer do retuszu powinien mieć mocny procesor, dużo RAM-u i szybki dysk. Liczba rdzeni nie jest bardzo istotna, bo, niestety, Photoshop rzadko kiedy je wykorzystuje (chociaż niektóre dodatkowe pluginy owszem). Jednak największe znaczenie ma to, czy robi się obróbkę wsadową na 200 zdjęciach jednocześnie (czyli np. wszelkie reportaże), czy siedzi się nad jednym zdjęciem, w którym nałożonych jest na siebie dziesiątki warstw (beauty, fashion, glamour); jeszcze inne potrzeby będzie miała osoba składająca panoramy. Ja pracuję na pojedynczych zdjęciach, ale w bardzo dużej rozdzielczości, z wieloma warstwami i w 16 bitach/kanał.

O Macach krąży wiele mitów. Część z nich jest kompletnie nieprawdziwa, inne zaś zawierają ziarno prawdy. Czy Photoshop działa lepiej na OS X niż na Windowsie? Nie. Chociaż kiedyś tak było – PS natywnie pisany był na system Apple, a później dopiero dostosowywany do Windowsa. To było dawno, w czasach jak Maki były jeszcze na procesorach Power PC. Większość aplikacji ma podobne wymagania na obie platformy i działa z podobną wydajnością. Obecnie różnic sprzętowych między zwykłymi komputerami, a tymi Apple, w zasadzie nie ma. Mają płytę główną, której nie można normalnie kupić w sklepie, ale architektura jest taka sama. Przewagą Maców nad PC jest przede wszystkim system operacyjny o nazwie OS X (X to rzymskie 10, a nie litera X), który nie dość, że sam w sobie jest niesamowicie wygodny w użytkowaniu, to ze względu na niewielką liczbę konfiguracji Maców (w porównaniu do PC) jest bardzo dobrze zoptymalizowany.

Dla kogo Maki są złym wyborem?

Zacznę od określenia tego, jakim użytkownikiem byłem, a jakim jestem. Kiedyś mój komputer mógł być głośniejszy niż odkurzacz, wszędzie musiał być wgrany zmodyfikowany BIOS, a napięcia uznane jako „śmiertelne” miałem ustawione nawet podczas pisania w Wordzie. Jeśli dało się je zmienić programowo, to dobrze; jeśli nie, to nic straconego – w końcu od czego jest lutownica? Taktowania ustawione co do Megaherca, płyta główna DFI (no bo przecież trzeba ustawić każdy z 25 timingów pamięci osobno oraz przetestować jego wpływ na wydajność i stabilność – wówczas tylko DFI miało tak wielkie możliwości). Chłodzenie cieczą, a w planach dający mocno ujemne temperatury freon (ewentualnie mające masę wad ogniwa Peltiera). Jak ktoś nic z tego nie zrozumiał, to tym lepiej dla niego. Jeśli jesteś tego typu użytkownikiem, jakim byłem ja, PC-ty są jak najbardziej dla Ciebie, a w Apple nie masz czego szukać. Jeśli po prostu masz frajdę z grzebania w plikach konfiguracyjnych, modyfikowania wszystkiego pod siebie, to też Maki cię rozczarują.

Z biegiem czasu coraz mniej chciało mi się bawić tym wszystkim. Aż nastał w końcu dzień, kiedy komputer po prostu miał działać i nie utrudniać mi życia. O ile ze sprzętem nie byłoby problemów, to Windows miał wad co niemiara. Nawet po godzinach spędzonych na grzebaniu w rejestrze i konfigurowaniu każdego elementu systemu z osobna, wciąż był syfem pełnym błędów, zadręczającym użytkownika rzeczami, którymi w ogóle nie powinien się przejmować (chociaż z tego ostatniego zdałem sobie sprawę dopiero po przesiadce na OS X). Próby z Linuxami zakończyły się prędzej, niż się zaczęły, ze względu na brak oprogramowania do obróbki zdjęć (GIMP nie jest programem do obróbki zdjęć, tylko do grafiki. Poza tym pracował tylko w 8 bitach na kanał). Zresztą na Linuksie też trzeba najpierw posiedzieć nad konsolą, żeby móc korzystać z komputera normalnie (szczególnie kilka lat temu, bo teraz sytuacja jest znacznie lepsza).

W końcu zainstalowałem na swoim komputerze system operacyjny OS X przeznaczony na komputery Apple. Nie da się tego zrobić tak normalnie, na jakimkolwiek komputerze, ale to nie o tym wpis (jak kogoś interesuje ten temat, to niech wygoogluje sobie słowo “hackintosh”). Po instalacji okazało się, że system operacyjny może działać i nie sprawiać żadnych problemów. Nie trzeba się niczym przejmować, tylko można się skupić na swoich zajęciach. Osoba korzystająca wyłącznie z Windowsa tego nie zrozumie; dla niej „żadnych problemów” ma zupełnie inne znaczenie niż dla użytkownika OS X. Tyle lat Microsoft przyzwyczajał nas do swoich kretyńskich rozwiązań, że większość z nas uważa je za coś normalnego. Rok po zainstalowaniu OS X-a wylądowałem na Macu.

Dla kogo Maki są dobrym wyborem?

Dla każdego, kto oczekuje od komputera żeby działał i nie ma czasu na zastanawianie się czemu coś jest nie tak.

Mac, a dokładniej OS X, uważam za jedyny sensowny wybór dla osób, które zajmują się na poważnie grafiką i fotografią. Nie dla tego, że jest tak doskonały, tylko dlatego, że konkurencja jest tak beznadziejna. Podstawowe sprawy z tym związane poruszyłem już we wstępie.

Ogólnie o Macach

Po wyciągnięciu Maca z pudełka, podłącza się go do prądu i… działa. Ale nie tak jak komputer z Windowsem, gdzie trzeba od razu ściągnąć antywirusa i masę innego oprogramowania, bo w przeciwnym razie szybko będzie po systemie, albo użytkowanie go stanie się prawdziwą męczarnią. Od razu można zacząć normalne korzystanie z komputera. System operacyjny zawsze jest w zestawie z komputerem i nie trzeba z niego odinstalowywać tego całego syfu, jakim chce nas uszczęśliwić Asus, Toshiba, Samsung i inne firmy. Po prostu nie dostajemy w gratisie wersji testowych oprogramowania i masy zbędnych triali, których jedynym celem jest obniżenie kosztu laptopa i utrudnienie życia użytkownikowi. Nie trzeba też grzebać w rejestrze i msconfigu – takich rzeczy po prostu nie ma. Zresztą jak ktoś jest mniej obeznany, to nawet nie będzie wiedział co to i ile rzeczy należałoby przestawić w Windowsie, żeby usprawnić jego działanie (na szczęście w czasach dysków SSD i RAM-u – które można kupić znacznie taniej – nie ma to już takiego znaczenia jak kiedyś). W OS X-ie po prostu nic cię nie obchodzi. Raz na jakiś czas wychodzi aktualizacja systemu i pojawia się wtedy pytanie, czy ją zainstalować. Nie musisz sprawdzać, czy masz aktualne sterowniki do karty graficznej, chipsetu i całej reszty, bo aktualizacja systemowa zawiera wszystko.

Wirusami nie trzeba się przejmować. Mówi się że ich nie ma w ogóle, ale to tylko mit. Wirusy oczywiście są, jednak bardzo niewielu użytkowników Maców miało z nimi do czynienia, a do tych spotykanych w Windowsie bardzo im daleko. I to nie tylko z powodu mniejszej popularności systemu, ale chociażby przez znacznie lepsze zarządzanie uprawnieniami. Wirusy na Macach muszą pytać o pozwolenie na instalację i należy podać hasło administratora, żeby z tego pozwolenia mogły skorzystać. Zdarzały się wyjątki (na palcach jednej ręki można by je policzyć), wykorzystujące jakąś lukę, ale takie luki są łatane wspomnianymi aktualizacjami. Nie zmienia to jednak faktu, że niektórzy używają antywirusów – głównie do usuwania wirusów z dysków i pendrive’ów znajomych, korzystających z oprogramowania Microsoftu (takie wirusy nic nie mogą zrobić na systemie OS X, jedynie wyrządzą szkody wspomnianym znajomym).

Oprogramowanie

Oprogramowanie dołączone do systemu jest naprawdę przydatne – nie jest to soft, którego najlepiej jakby w ogóle nie było, tylko rzeczy jakich używa się na co dzień. Na przykład w system wbudowany jest aplikacja Time Machine, która na wybranym dysku, na bieżąco, tworzy kopie zapasowe. Jeśli usunąłem jakiś plik, to mogę wyświetlić wybrany katalog z plikami jakie były w nim np. 2 godziny temu (albo miesiąc temu, albo pół roku…) i ten plik przywrócić. Jeśli edytowałem dokument w systemowym edytorze tekstu, to mogę przejrzeć wszystkie jego wersje i cofnąć zmiany do wybranej. To funkcja systemowa i każdy program może ją obsługiwać, jeśli autor danego softu się na to zdecyduje. A nawet jeśli nie obsługuje, to zawsze pozostaje wspomniane Time Machine i ręczne wybranie pliku z kopią.

Kopie Time Machine nie służą tylko do przywracania usuniętych plików. Kiedy zmienię Maca na nowszy model, to nie będę musiał tworzyć swojego konta użytkownika i konfigurować go od nowa. Nic nie będę musiał robić; jedynie podepnę dysk, na którym Time Machine zapisywało kopie, lub przy użyciu Wi-Fi każę odtworzyć mój profil użytkownika. Nie wymaga to żadnej wiedzy, bo system sam zaproponuje takie rozwiązanie. Na nowym Macu będę miał więc wszystko tak, jak na starym, łącznie z zainstalowanymi programami, a nawet ułożeniem ikonek na biurku.

W dodatku jak ktoś ma iPada lub iPhona, to wiele rzeczy będzie się ze sobą synchronizowało. Chcę, żeby po wyjściu z domu przypomniano mi o zrobieniu zakupów? Wpisuję sobie przypomnienie na komputerze, a po opuszczeniu mieszkania wyświetli mi się ono na iPhonie (gps wykryje, że wyszedłem). Ktoś do mnie wysłał wiadomość z iPhona? Odpisuję mu z komputera – rozmowy telefoniczne też mogę na nim odbierać. Mam spotkanie – notuję je na komputerze, a informacja o nim pojawi się także na iPadzie i iPhonie, łącznie z przypomnieniem. Wszystko za pomocą natywnych aplikacji. Mamy więc świetny ekosystem, a to o czym wspomniałem, to tylko jego bardzo niewielka część.

Czy na Maca jest ten sam soft co na Windowsa?

I tak, i nie – wiele programów jest w wersji na OS X, ale nie wszystkie. Wiele z nich ma swoje odpowiedniki o podobnej funkcjonalności, czasem lepsze od tych windowsowych, czasem gorsze, ale zazwyczaj jest ich sporo i jest w czym wybierać. Wyjątkiem są tutaj bardzo specjalistyczne programy (np. inżynieryjne), jednak w ostateczności można z ich powodu zainstalować system Windows i uruchamiać go niezależnie, albo na maszynie wirtualnej, dzięki czemu podczas korzystania z OS X będą działały programy pisane na Windowsa. Coraz częściej występuje sytuacja, kiedy to programy na Maca nie mają swoich wersji albo równie dobrych odpowiedników na Windows. Dotyczy to np. programów graficznych – Pixelmator, pakiet Affinity itd.


Jaki model Maca wybrać do obróbki zdjęć?

Mac Mini

Jaki komputer do obróbki zdjęć

Kiedyś Mini był świetnym komputerem (wersja z 2012 roku) – można było go wziąć z cztero-rdzeniowym i7, dodać samemu dysk SSD oraz 16 GB RAMu. W ten sposób robił się świetny komputer do retuszu, za niewygórowaną cenę. Niestety od ACR 9.1 Adobe nie wspiera kart graficznych, które ma model 2012, więc akceleracja sprzętowa jest w nim wyłączona. DOtyczy to zarówno Photoshopa jak i Lightrooma. Tak więc brak płynnego przybliżania zdjęć itd.

Niestety procesory montowane w obecnej generacji Mini, nie występują w wersji cztero-rdzeniowej (te mają inną podstawkę, wymagały by więc innej płyty głównej). Dostępny jest tylko i5 oraz i7 dwu-rdzeniowy. Czy to wielki problem? Do samego retuszu nie – Photoshop wciąż nie wykorzystuje do obliczeń dodatkowych rdzeni ani karty graficznej , robi to jedynie w niektórych przypadkach niemająch wpływu na sam retusz. Co innego gdy ktoś zajmuje się innego typu obróbką, albo robi bardzo dużo wsadowo w Lightroomie – wtedy dodatkowe rdzenie mogą się przydać. Będą też BARDZO przyspieszały pracę z materiałem filmowym. Tak więc w retuszu takim jaki robię ja, mini z 2014 roku nie będzie wolniejszy od tego z 2012, podobnie przy standardowych zastosowaniach typu przeglądanie netu itd. Jednak poprzedni model był bardziej uniwersalny i lepszy do wsadowego wywoływania.

Kolejne zmiany względem modelu z 2012 roku to RAM wlutowany na płytę główną. Nici z samodzielnej wymiany – należy od razu zamówić opcję rozszerzoną do 16 GB. Zabrakło też gniazda do podłączenia drugiego dysku twardego. Ten który jest montowany standardowo można wymienić, ale by tego dokonać nie wystarczy już wymontować anteny wifi i wentylatora, tylko trzeba wyciągnąć płytę główną (wcześniej też wiele osób to robiło, ale niepotrzebnie – sam wielokrotnie zmieniałem dysk bez rozkręcania całości). Aby to wszystko zrobić w Mini 2014 potrzeba też bardziej specjalistycznego wkrętaka (Torx T6 Security).

Nowy model ma lepszą kartę Wi-Fi, obsługującą AC, oraz lepszą kartę graficzną – Intel Iris. Obsługuje też monitory 4k w 60 Hz, a nie tylko w 30Hz jak w wersji 2012.

A teraz podliczmy koszty za model 2014 wg. cennika ze strony Apple: Mac mini i5 2,6 GHz (2999 zł) + rozbudowa pamięci do 16 GB (840 zł) + SSD 256 GB (840 zł) = 4679 zł. Do tego klawiatura Apple Wireless keyboard i Apple Magic Trackpad (pierwszej generacji, za drugą trzeba dać jeszcze więcej, chociaż w przypadku trackpada moim zdaniem warto) i robi nam się ponad 5200 zł. Także finansowo wypada to niezbyt ciekawie w stosunku do wydajności. Aby mieć laptopa Apple o podobnej konfiguracji, trzeba wydać ok. 2000 zł więcej. Ceny w innych sklepach mogą być niższe.

Dopłacanie do i7 wydaje się niepotrzebne w tym przypadku, podobnie jak branie Fusion Drive – jest on oparty na SSD 128 GB, o połowę wolniejszym niż SSD 256 GB.

Wadą wszystkich Maców Mini jest brak możliwości podpięcia więcej niż dwóch monitorów (chyba że przez kartę graficzną USB, ale nauczony własnym doświadczeniem, nie polecam takiego rozwiązania, a inne są bardzo drogie). Rozmiary tego komputera są zbawienne dla fotografa – odpinasz kilka kabli i zabierasz go do studia na sesję, tam wpinasz pod monitor i gotowe. Mojego „Miniacza” zabierałem w różne miejsca dziesiątki razy – do hoteli, studia czy też na szkolenia z retuszu. Waży ok. 1 kg i zajmuje mniej miejsca niż mały laptop, ale trzeba pamiętać o klawiaturze i myszce. No i oczywiście trzeba mieć monitor (w studiach zazwyczaj jest się do czego podpiąć). Ostatecznie do podróżowania jednak wygodniej mieć laptopa 13”.

Dla niektórych minusem Maca Mini jest zintegrowana karta graficzna, ale przy obróbce zdjęć nie ma to znaczenia. Także o ile kiedyś polecałbym mini bez zastanowienia, to obecnie nie jest to już taki prosty wybór.

MacBook Pro z Retiną

jakiego maca wybrać do obróbki zdjęć

Zdjęcie pobrane z http://homeshopping.pk

To komputer dla osób potrzebujących laptopa. Ma rewelacyjną jak na notebooki matrycę IPS, o rozdzielczości 2880 x 1800 pikseli. Nie znaczy to wcale, że elementy interfejsu będą mikroskopijne i nieczytelne – wszystko jest skalowane, zachowując przy tym jakość obrazu nieosiągalną na ekranach o niższej rozdzielczości.

Przestrzeń barwna tego ekranu pokrywa się niemal idealnie z sRGB, co przy obróbce zdjęć jest BARDZO ważne, bo przecież w sRGB nie tylko publikujemy w Internecie, ale mieści się tam także przestrzeń minilabów. Niestety, Eizo CG to nie jest i Apple nam nie gwarantuje określonej jakości matrycy. Jednej osobie trafi się bardzo dobry egzemplarz, innej niekoniecznie. Ja moim jestem zachwycony (miałem też Eizo CG 246, więc teraz na co bym nie spojrzał, to powinno być kiepskie). Oczywiście Retina to ekran wąskogamutowy – przestrzeni AdobeRGB na nim nie zobaczę, ale do Internetu wystarcza mi w 100%, jeśli nie liczyć rozmiaru. Mimo wszystko ze względu na rozmiar matrycy (w dużej mierze dzięki temu jakość jest dobra – im większa matryca, tym trudniej zachować jej równomierność) i szeroki gamut, wspomniane Eizo i tak wydaje się koniecznością do pracy na co dzień.

Żeby nie było zbyt różowo, to możliwości rozbudowy MacBooka Pro z Retiną są bardzo niewielkie. RAM-u wymienić się nie da w ogóle – 16 GB to jedyna opcja. Dysk, owszem, da się, ale to bardzo specyficzne SSD i niezbyt jest na co wymieniać. Dysk z MBPr jest szybszy od standardowych SSD. Warto więc od razu kupić wersję z odpowiednio dużym SSD. Do wyboru mamy dwie opcje:

– 15” z procesorem 2,2 GHz, SSD 256 GB i zintegrowaną kartą graficzną za 9499zł

– 15” z procesorem 2,5 GHz, SSD 512 GB i GeForce GT 750M 2 GB za 11999 zł

Dawniej tylko mocniejsza wersja miała 16 GB RAMu, teraz obie mają tyle, dlatego nie wiem czy tym razem nie zdecydowałbym się na tańszy model. Dodatkowa karta graficzna przy retuszu się nie przydaje prawie w ogóle, za to do robienia filmów jest bardzo istotna.

Można kupić też 13”, aczkolwiek nie wyobrażam sobie retuszu na tak małym ekranie. Natomiast jeśli ktoś i tak zamierza niemal zawsze podpinać się do zewnętrznego monitora, to czemu nie. Obecna rewizja 13-calowych MBPr pozwala na rozszerzenie RAM-u do 16 GB (dawniej było to możliwe tylko w egzemplarzach 15”). Pamiętajcie jednak, że mniejsze Retiny mają tylko dwa rdzenie, zamiast czterech, więc do wsadowej obróbki zdjęć będą znacznie wolniejsze, a przy robieniu filmów różnica zwiększy się jeszcze bardziej.

Jeśli chodzi o laptopy, to w tych z Windowsami nie ma właściwie żadnej konkurencji – matryce niemal zawsze są tam fatalne, a to że coś ma IPS, wcale nie znaczy, że będzie nadawało się do zdjęć.

Macbook Air – komputer typowo mobilny, nie sprawdzi się przy obróbce zdjęć. Gdybym chciał mieć komputer stacjonarny, a laptopa do pisania, Internetu i innych zadań, ale nie do obróbki zdjęć, to kupiłbym Maca Mini + Macbooka Air. Jest bardzo lekki, a bateria trzyma niesamowicie długo. Są dwa rozmiary – 11 i 13 cali. Wadą jest bardzo kiepski ekran w porównaniu do Retiny.

Jaki komputer do obróbki zdjęć

Macbook – najnowszy wynalazek Apple. Niesamowicie lekki i do mobilnej pracy biurowej z pewnością rewelacyjny. Ma też bardzo dobry ekran typu Retina, tylko że do retuszu wydajność tego komputera będzie kompletnie niewystarczająca. Zdecydowanie lepszym wyborem jest MBPr 13″, aczkolwiek nie będzie on tak lekki i smukły.

iMac – wiele osób właśnie o tym komputerze myśli jako o stacjonarnym, do retuszu zdjęć – bo nie będzie trzeba kupować osobno monitora. To oczywiście ogromny błąd, bo do retuszu potrzeba porządnego ekranu, a ten z iMaca może mierzyć się najwyżej z kiepskimi Dellam, Samsungami czy LG, a nie z graficznymi Eizo i NEC (nawet z niskimi modelami takimi jak serie PA czy CS nie może się równać). Brak szerokiego gamutu, nierówno podświetlona matryca, w dodatku żółknąca w rogach z biegiem czasu (jest to naprawiane na gwarancji). Do tego szklana powierzchnia odbijająca otoczenie niczym lustro – to ekran nie mający kompletnie nic wspólnego z zastosowaniami fotograficznymi. Oczywiście można do niego podpiąć prawdziwy monitor, ale po co wtedy iMac – lepiej zainwestować w Maca Mini. Chyba że potrzeba dedykowanej karty graficznej i czterech rdzeni oraz 32 GB RAMu (tyle maksymalnie obsłuży). Plus iMaca to też niemobilna wersja procesora, więc jest nieco szybszy niż jego odpowiednik we wcześniej wymienionych komputerach Apple. O ekranie iMaców pisałem też we wpisie dot. monitorów.

Jaki komputer do obróbki zdjęć

21,5” iMac nadający się do retuszu (i5 2,7, SSD 256 GB, 16 GB RAM), kosztuje podobnie jak 13” Macbook Pro Retina, tylko że iMac ma cztery rdzenie, a MBPr dwa. Natomiast ekran z Macbooka się do czegoś nadaje, a z iMaca niezbyt.

iMac 5k – To niemal zwykły iMac, tyle że z ekranem typu Retina, czyli o bardzo wysokiej rozdzielczości. Niestety pod względem jakości nie może się równać z tymi montowanymi w MBPr. Pod koniec 2015 roku zmieniono ekran na szerokogamutowy. Jednak nie pokrywa on AdobeRGB, tylko DCI-P3, czyli przestrzeń kinową. Ponieważ OS X dobrze sobie radzi z zarządzaniem barwą, to mimo szerszego gamutu kolorystyka nieoprofilowanych zdjęć w internecie czy elementów interfejsu, wciąż będzie poprawna (na Windows wszystko stałoby się nienaturalnie jaskrawe). Zmieniono też dyski twarde. Obecnie biorąc Fusion Drive 1TB, będzie on posiadał tylko 24 GB SSD, a nie 128 GB jak wcześniej. Wersja 2 i 3 TB ma wciąż 128 GB SSD, więc powinno się to przełożyć na wzrost wydajności.

imac-retina-step1-hero-2014

Zasada jest taka sama jak z podstawowym iMakiem- jak go bierzesz i poważnie myślisz o zdjęciach, to kupujesz do niego też dobry monitor, a wbudowany traktujesz jako ekran pomocniczy.

Jest też iMac 4k (21,5″), ale z nim sytuacja wygląda tak samo. Jego wadą jest to, że w przeciwieństwie do 5k (27″) nie można rozbudować pamięci RAM samodzielnie.

Mac Pro – wiem, że często, idąc do sklepu zapytać o Maca dla fotografa, od sprzedawcy usłyszy się, że należy kupić Maca Pro. No cóż – wszędzie trafiają się osoby niemające pojęcia o tym co sprzedają. Mac Pro to stacja robocza – świetna do robienia grafiki 3D, efektów specjalnych w filmach itd. To nie komputer domowy. Urządzenia takie jak Mac Pro są tworzone po to, by renderowały materiał tygodniami bez przerwy, nie mając prawa się przy tym wysypać. W zdjęciach MP sprawdzi się znakomicie, tylko że wykorzysta się wtedy zaledwie niewielką część jego mocy. Mac mini zazwyczaj wystarczy do retuszu, a jeśli nie, to MBPr już z pewnością. Będzie przy okazji mobilny i tańszy. Rozbudowa tego komputera odbywa się za pomocą urządzeń podpinanych przez złącze Thunderbolt (lub znacznie wolniejsze USB 3.0).

jakiego maca wybrać do obróbki zdjęć

Podsumowanie

Dla mnie sprawa jest prosta – do zdjęć i grafiki kupuję Maca, a jedynym dylematem jest model. Korzystam z kilku ekranów, zależy mi żeby każdy z nich był w stanie wyświetlać poprawną kolorystykę, nawet jeśli aplikacja zajmuje dwa monitory jednocześnie (Photoshopa od lat w taki sposób używam). Często też przeglądam zdjęcia w internecie, z przeglądarką otwartą na dwóch monitorach – jedynie Safari na OS X potrafi korzystać z profili kilku monitorów jednocześnie i przełączać je w locie. Na Windows musiałbym z tego wszystkiego zrezygnować albo iść na duże kompromisy i doszłyby kolejne problemy. Jakbym używał tylko jednego monitora i nie byłby on UHD (oraz jakbym nie był już tak bardzo zakorzeniony w ekosystemie Apple, czyli nie używał iPada i iPhona), to wówczas przewaga OS X nad Windowsem byłaby znacznie mniejsza.

Jeśli ma to być komputer stacjonarny, to Mac Mini może być dobrym wyborem, ale z ekonomicznego punktu widzenia wypada o wiele gorzej niż poprzedni model, w dodatku będzie słaby dla osób obrabiających filmy. Jeśli trzeba obrabiać zdjęcia w trasie, to MacBook Pro z Retiną jest doskonałą opcją – szybki, z fajnym ekranem, a jego cena jest uzasadniona komponentami i jakością.

Nawet w przypadku laptopa prędzej czy później będzie trzeba pomyśleć nad normalnym monitorem, a jaki wybrać do spraw związanych ze zdjęciami pisałem tutaj.


Kiedy następny wpis?

Chcesz być na bieżąco z tym co się dzieje na moim blogu? Otrzymuj powiadomienia o nowych wpisach na maila:

Tags: , , , , ,
autor
Od kilku lat robię zdjęcia beauty i fashion, a efekty pokazuję na tym blogu. Razem z opisami sesji publikuję schematy oświetlenia, zdjęcia zza kulis i wszystko to, co istotne podczas fotografowania. Mieszkam w Azji, ale czasami zdarza mi się wpaść do Polski.
Related Posts