29 Cze 2017

Mac czy PC? Jaki komputer do obróbki zdjęć

4 komentarze Sprzęt

Od kilku lat odświeżam mój artykuł o komputerach do obróbki zdjęć. W tym czasie poza standardowymi aktualizacjami, napisałem go dwukrotnie całkowicie od zera. Na rynku zmieniło się tak wiele, że po dłuższej przerwie przyszedł czas na wersję trzecią. W komputerach do obróbki zdjęć liczą się inne parametry niż chociażby w konfiguracjach pod gry czy robienie filmów. Liczba rdzeni jest mniej istotna od taktowania, dopłacanie do lepszej karty graficznej ma sens tylko korzystając z monitorów UHD, wyjścia DVI to wielka zaleta w stosunku do HDMI, a DisplayPort jeszcze większa. Niestety wybór komputera nie jest taki prosty jak dawniej – Apple nie ma już sprzętu idealnego do tego typu zastosowań, a Windows wciąż nie pozbył się problemów związanych ze skalowaniem obrazu i kolorystyką na szerokogamutowych monitorach. Jak zwykle, poświęcę temu tematowi jeden z rozdziałów. Dla zwykłego użytkownika te sprawy nie mają znaczenia – taka osoba nawet nie zauważy, że coś jest nie tak. Stąd też tyle komentarzy w sieci, na temat braku różnic w działaniu obu systemów. Problem pojawia się głównie wtedy, gdy użytkownik jest grafikiem, fotografem lub zajmuje się color gradingiem i używa do tego kilku ekranów.

Tym razem zamiast umieszczać w artykule ceny komputerów, które z biegiem czasu stawały się nieaktualne, wstawiłem porównywarki cenowe działające w programie afiliacyjnym Ceneo i Convertiser, więc można błyskawicznie sprawdzić aktualny koszt sprzętu.

Spis treści

Wprowadzenie

Kilka lat temu komputery Apple stały się w branży fotograficznej jeszcze popularniejsze niż dawniej, m.in. ze względu na niesamowicie udane (jak na laptopa) ekrany montowane w Macbookach Pro z Retiną oraz wyjątkowo przystępnego cenowo Maca Mini. W 2011 roku zrobiono z niego bardzo fajny komputer, który w fabrycznej konfiguracji był fatalny, ale po samodzielnej rozbudowie, doskonale nadawał się do obróbki zdjęć. Miał wystarczającą moc do retuszu zdjęć z ówczesnych pełnych klatek i niesamowitą mobilność jak na komputer stacjonarny – był mniejszy i lżejszy od produkowanych wtedy laptopów. Zabieranie komputera stacjonarnego do studia, na sesje zdjęciowe, w końcu miało sens.

Apple nie ma już w ofercie takiego komputera. Obecny Mac mini (pochodzący z roku 2014, bo wtedy powstała aktualnie dostępna wersja), pod względami jest gorszy niż edycja 2012. Zresztą po tylu latach ta konstrukcja zrobiła się przestarzała. Znacznie lepiej wygląda temat laptopów, ale rozpiszę się o tym w dalszej części artykułu. Teraz chcąc kupić sprzęt stacjonarny o porządnej konfiguracji, trzeba spojrzeć w kierunku PC z Windowsem, albo iść na duże kompromisy kupując komputer od Apple.

Dlaczego komputer, który kilka lat temu działał świetnie, dzisiaj już niekoniecznie da radę? U wielu osób z pewnością wciąż sprawdzi się doskonale. Tylko że kiedy wyszedł pierwszy fajny Mac Mini, to większość z nas obrabiała zdjęcia 12-16 Mpix, niektórzy 24 i większe. Co prawda dało się na tym retuszować pliki o wyższej rozdzielczości, ale wtedy było odczuwalne, że pracuje się na dużym pliku. Mając zdjęcia ze średniego formatu czy po prostu wielkie skany, scalanie warstw było konieczne co chwilę. Ogromne zmiany dotknęły też monitorów do fotografii – przyzwoite szerokogamutowe ekrany można mieć znacznie taniej niż dawniej, więc zagościły u fotografów na dobre. Co za tym idzie obróbka w 16 bitach/kanał stała się znacznie częstsza, a to obciąża komputer o wiele bardziej niż retusz plików w 8 bitach/kanał. Poza tym nikt wówczas nie miał monitorów UHD/4K, które są bardziej wymagające (szczególnie z włączonym skalowaniem obrazu). Co gorsza karta graficzna, która była stosowana w Macach Mini sprzed roku 2014, już dawno nie jest wspierana przez oprogramowanie Adobe i działa teraz bez akceleracji.

W międzyczasie duży postęp zaszedł w dyskach twardych – SSD M.2/PCI-E są o wiele szybsze od tych na SATA3. Procesory i RAM również przyspieszyły. W PC bez problemu można dobrać konfigurację doskonałą sprzętowo. W grę wchodzą zarówno składaki, jak i firmowe komputery. W tych drugich czasami dostaje się też znacznie lepszą gwarancję – door 2 door na cały zestaw, z błyskawiczną naprawą, sprzętem zastępczym itd. Niestety u Apple i w składakach tak dobrze nie ma.

Jeśli znasz na wylot sposób działania zarządzania barwą w Windowsie, lub jesteś zdecydowany na Maca, to możesz od razu przejść do rozdziału „Na jakie parametry komputera zwracać uwagę?„. W przeciwnym wypadku koniecznie przeczytaj całość.

W świecie PC jest wiele świetnych technicznie konstrukcji, których na próżno szukać u Apple. Chociażby HP Z2 G3 Workstation, który przy rozmiarze zaledwie 2 razy większym (na wysokość) od Maca Mini, jest prawie pełnoprawną stacją roboczą, z  32 GB RAMu i stacjonarną wersją procesora, zamiast mniej wydajnej – mobilnej.

Do tego nieskończony wybór komputerów o „normalnych” gabarytach, w dowolnym przedziale cenowym. Z laptopami jest o wiele gorzej, ze względu na jakość ekranów i na to, że te na prawdę solidnie plasują się w zupełnie innych kategoriach cenowych niż wskazywałyby na to same podzespoły.

Kiedy wymiana starego komputera może jeszcze zaczekać?
Dopóki komputer reaguje natychmiastowo na polecenia, nie denerwuje cię czas wykonywania operacji wsadowych i filtrów, uruchamiania wtyczek itd. Dopóki nie rozważasz kupna monitora o bardzo dużej rozdzielczości, to myślę że nie ma sensu wymiany sprzętu. Jeśli wciąż obrabiasz zdjęcia do 12 Mpix i robisz to w 8 bitach/kanał, to nawet komputer sprzed ponad 5 lat, z dwurdzeniowym i5 ok 2,2 GHz i 8GB RAM, wciąż będzie sobie radził całkiem dobrze. Jednak na pewno warto mu zamontować SSD jeśli jeszcze go nie ma – responsywność wzrośnie niesamowicie. Nawet jeśli to będzie tanie SSD na SATA 3 lub nawet 2, to zostawi dysk twardy daleko w tyle pod względem szybkości uruchamiania aplikacji itd. Gorzej jeśli to nie retusz pojedynczych zdjęć, tylko robisz wsadową obróbkę – wtedy starsze komputery mocno odstają od obecnych.Podobnie jak w przypadku pracy na dużych plikach. Zresztą jeśli komputer chodzi powoli, to użytkownik świetnie będzie sobie zdawał z tego sprawę, więc trudno żebym się na ten temat rozpisywał.

Jak temat obróbki w głębi 8 i 16-bitowej/k nic ci nie mówi, to omawiam to na poniższym filmie (od 11:35 min. do końca):

Jeśli komputer jest stary i korzysta ze zintegrowanej karty graficznej, to zdecydowanie warto dokupić dodatkową kartę (jeśli to PC), żeby przywrócić działającą akcelerację graficzną. Wystarczy używana karta za kilkadziesiąt złotych, najlepiej wydana po roku 2014, ponieważ niektóre starsze nie są już wspierane przez Adobe. Więcej o tym piszę w akapicie dot. kart graficznych.

MAC vs. PC | macOS vs. Windows.

Decydując się na komputer Windowsem, trzeba robić to bardzo świadomie, szczególnie praca na kilku monitorach może być utrudniona (zwłaszcza jeśli są to ekrany szerokogamutowe). Większość osób myśli, że po kalibracji wszystko będzie działać należycie, a tak nie jest. W systemie Microsoftu nie ma w pełni sprawnego systemu zarządzania barwą. Nie ma też natywnego skalowania obrazu we wszystkich programach – zależy ono od aplikacji. Microsoft planuje ulepszyć skalowanie jeszcze w tym roku, jednak osobiście nie nastawiałbym się, że będzie w pełni natywnie jak na macOs – zarządzanie barwą teoretycznie wprowadzono w Windowsie juiż 10 lat temu, a mimo to do dzisiaj jest mocno ograniczone. 

Zarządzanie barwą
Ekrany w laptopach często nie pokazują nawet w pełni przestrzeni sRGB, podobnie jak monitory biurowe. Czyli nie potrafią wyświetlić tak nasyconych barw, jakie mogą być na wydrukach (Adobe RGB) lub w kinie (DCI-P3). Wówczas system zarządzania barwą nie ma wielkiego znaczenia, bo skoro monitor sam „wycina” mocno nasycone kolory, to nie widać, że system tego nie robi, gdy powinien. Tym sposobem zwykły użytkownik w ogóle nie zauważy, że coś jest nie tak. I słusznie – nie ma sensu, żeby zawracał sobie tym głowę.

Tylko że monitory do grafiki i fotografii mają znacznie szerszy gamut od zwykłych ekranów – pokazują niemal całe Adobe RGB. Wtedy system operacyjny musi zadbać o to, żeby elementy interfejsu nie miały przesyconych kolorów (okna programów, ikony, paski narzędzi, czy nawet tapeta na pulpicie). Dobrze też żeby wszystkie nieoprofilowane grafiki i zdjęcia były wyświetlane jako sRGB. Natomiast grafiki i zdjęcia z przypisanymi profilami kolorystycznymi, muszą być wyświetlane zgodnie z nimi. Niestety w Windowsie jest niemal normą, że tak się nie dzieje (w przeglądarce internetowej zazwyczaj jest OK, ale nie w pozostałych elementach systemu). Na szczęście problem z oglądaniem zdjęć w niepoprawnej kolorystyce można łatwo obejść, używając do ich oglądania aplikacji zarządzających barwą (np. ACDSee), zamiast programów dostarczonych z systemem. W Photoshopie, Capture One i w Lightroomie kolory będą poprawne, a to najważniejsze. 

Jeśli powyżej widzisz kwadraty zamiast prostokątów, to Twój monitor nie jest w stanie wyświetlić kolorów spoza sRGB, lub masz zepsute zarządzanie barwą w przeglądarce internetowej i wszystko jest wyświetlane w pełnej przestrzeni monitora, zamiast wg. profilu ICC zaszytego w pliku graficznym. W tym artykule rozwijam temat. 

Zarządzanie barwą na kilku monitorach
Większym ograniczeniem Windowsa jest to, że nie potrafi zmieniać na żywo profilu monitora, jaki jest brany pod uwagę przez program. Czyli przeciągając aplikację z otwartym zdjęciem na inny monitor, kolory nie będą wyświetlane zgodnie z profilem kolorystycznym ekranu na jakim się znajdują. Jeśli oba monitory masz podobne (tym bardziej gdy nie są szerokogamutowe), to możesz nie zwrócić uwagi, że coś się zepsuło i uznać, że po prostu oba monitory wyświetlają obraz nieco inaczej (co będzie prawdą, ale nie jedynym powodem takiej sytuacji). Dopiero po ponownym włączeniu programu jest szansa na prawidłową kolorystykę. Często wprowadza to w błąd użytkowników, bo normą jest, że ktoś próbuje porównywać obraz obu monitorów, przenosząc zdjęcie z jednego ekranu na drugi, natychmiastowo obserwując zmiany w wyświetlanym obrazie. Właściwie to robił tak chyba każdy z nas.

Z tego wszystkiego wynika duża komplikacja, bo bo jeśli będę chciał mieć jeden program na dwóch monitorach na raz?

Photoshop uruchomiony na 2 monitorach jednocześnie

Przy takiej konfiguracji Windows wyświetli poprawną kolorystykę tylko na jednym ekranie. macOs jest pod tym względem zupełnie inny – tam można przeskakiwać pomiędzy ekranami i wyświetlać okna jednej aplikacji na kilku monitorach na raz, a kolorystyka po chwili będzie prawidłowa (po ok. sekundzie widać jak profil przeskakuje). Sytuacje gdy to się przydaje można mnożyć, np. wyświetlanie miniatur w Lightroomie i całego zdjęcia na osobnych ekranach. 

Załóżmy, że kolorystyka drugiego ekranu nie ma dla nas znaczenia, bo są tam tylko palety. Ze względu na w/w problemy w Windowsie, lepiej się upewnić czy Photoshop na pewno uznał jako ekran główny ten, na którym jest wyświetlane zdjęcie, a nie monitor z samymi paletami.

Powyżej widać, że PS jako ekran podstawowy widzi ten sam monitor, który został wskazany w systemie jako główny (podświetlony profil). Na Macu nie ma to dużego znaczenia, bo po przeniesieniu Photoshopa na drugi monitor i tak w moment kolorystyka wraca do prawidłowej, ale na Windowsie to nie nastąpi. Uśpienie całego systemu macOS też nie sprawia problemów – komputer wybudza się razem z monitorem i natychmiast jest gotowy do pracy, z odpowiednim profilem – bez restartu aplikacji.

Stworzyłem osobny artykuł, w którym można przetestować zarządzanie barwą zarówno każdej przeglądarki internetowej, jak i dodatkowego oprogramowania zainstalowanego w systemie – link. Opisałem tam też szerzej jak wygląda zarządzanie barwą w różnych systemach i przeglądarkach (także na telefonach i tabletach).

Skalowanie obrazu
Obsługa skalowania jest zupełnie inna na Windowsie niż na macOs Nie ma to żadnego znaczenia gdy masz monitor o standardowej rozdzielczości (chyba że masz bardzo słaby wzrok), ale jest niesamowicie ważne, jeśli korzystasz z ekranu UHD/4K itd.

Osobiście skalowania nie używam. Dzięki przekątnej 31,5″ interfejs w rozdzielczości 3840 x 2160 px, jest dość duży by był czytelny (prawie identyczny jak po ustawieniu 1920 x 1080 px na 15″), a jednocześnie mieści się na nim niesamowicie dużo, bo tyle, co na 4 monitorach 24″ 1920 x 1080 px.

macOS – jeden monitor UHD bez skalowania.

Gdybym jednak skalowanie włączył (a na mniejszych ekranach to raczej konieczność, bo interfejs robi jest zbyt mały), to wówczas każda aplikacja dalej będzie wyglądała doskonale. Nie ważne czy programista przewidział używanie jej na ekranach UHD, czy nie.

macOS – jeden monitor UHD ze skalowaniem

W Windows to jak aplikacja będzie się prezentowała, zależy od developera. Dlatego część oprogramowania będzie wyglądać idealnie, a z innego ledwo się będzie dało korzystać. Z tego powodu nie byłbym w stanie polecić nikomu kupna monitora o bardzo wysokiej rozdzielczości, jeśli korzysta z Windowsa. Chyba że będzie to ponad 30″, a użytkownik ma wystarczająco dobry wzrok. Wtedy skalowanie jest zbędne. Tylko ceny takich monitorów UHD/4K, nadających się do profesjonalnej obróbki zdjęć, są wciąż bardzo wysokie (od 14 000 zł),  a znacznie tańsze 24″ i 27″ mają o wiele mniejszą plamkę, więc skalowanie na nich będzie obowiązkowe u (prawie?) każdego. O monitorach do fotografii pisałem w tym artykule.

To te problemy Windowsa, które moim zdaniem są najistotniejsze z punktu widzenia osoby pracującej nad zdjęciami, ale nie każdego muszą dotyczyć – w kolejnym rozdziale rozwijam ten temat. Mam też plan zainstalować u siebie Windows gdy wyjdzie kolejna wersja i zrobić wideo pokazujące jak to wszystko wygląda w praktyce. Jeśli Microsoft dotrzyma słowa, to wówczas problemy ze skalowaniem będą mniejsze niż obecnie.

Wydajność
To że Photoshop i inne aplikacje działają na Macach szybciej, jest od dawna nieprawdą. Niektóre funkcje PS będą działały trochę szybciej na Windowsie, inne na macOS, a większość identycznie na obu systemach. Są wyjątki, np. program Final Cut (do montażu filmów) potrafi działać o wiele wydajniej niż Adobe Premiere, ale to już porównanie dwóch różnych aplikacji, tyle że jednej z nich nie ma na Widnows, a druga jest na oba systemy. Poza tym Premiere na Macach wciąż jest bardzo popularny i raczej się to nie zmieni – wiele osób woli go od Final Cuta.

Oprogramowanie – czy na Maca jest ten sam soft, co na Windowsa?
I tak, i nie – wiele programów występuje w wersji na macOs, ale nie wszystkie. Wiele z nich ma swoje odpowiedniki o podobnej funkcjonalności, czasem lepsze od tych windowsowych, czasem gorsze, ale zazwyczaj jest ich sporo i jest w czym wybierać. Wyjątkiem są tutaj bardzo specjalistyczne programy (np. inżynieryjne), jednak w ostateczności można z ich powodu zainstalować system Windows i uruchamiać go niezależnie, albo na maszynie wirtualnej, dzięki czemu podczas korzystania z macOs będą działały programy pisane na Windowsa. W przypadku fotografii na Macach jest wszystko czego potrzeba. Jeszcze niedawno na Windowsie nie było Affinity Photo, przez co dla niektórych bardziej opłacalnym mogło być kupienie nawet 2 razy droższego komputera, byle miał macOs. Obecnie ten program jest na oba systemy.

Jeśli posiadasz Photoshopa/Lightrooma w wersji CC, to licencja nie jest przypisana do konkretnego systemu operacyjnego – możesz nawet w tym samym czasie zainstalować wersję na Windowsa i macOs (licencja CS to uniemożliwiała).

Kiedy Windows jest dobrym pomysłem?

Windows to nie zawsze problemy z zarządzaniem barwą, a dokładniej – niekoniecznie muszą one być widoczne i uciążliwe. Nie widzę przeciwwskazań w używaniu Windowsa, gdy jego użytkownik ma PC z tylko jednym monitorem. Miałby on standardową rodzielczość (nie UHD), ew. UHD/4K ale w rozmiarze minimum 31,5″. Gamut monitora musiałby być ograniczony do sRGB (natywnie lub za sprawą kalibracji sprzętowej).

Gdy wszystkie powyższe warunki są spełnione, to możliwość wystąpienia problemów z kolorami jest zminimalizowana najbardziej jak to tylko możliwe. Teoretycznie wszystko powinno być w porządku. W przypadku podpięcia monitora przez HDMI (zamiast DisplayPort lub DVI), należy dodatkowo sprawdzić w sterowniku karty graficznej, czy na pewno jest podawany sygnał w pełnym zakresie, a nie w ograniczonym i też będzie OK (pod warunkiem, że monitor ma rozdzielczość nie większą od 1920 x 1200 px).

Jednak to są ogromne ograniczenia, które u ludzi związanych z fotografią zawodowo mogą okazać się dyskwalifikujące. Osoba z monitorem sRGB zapewne nie obrabia zdjęć pod druk, jedynie do Internetu – wówczas szeroki gamut w monitorze nie jest potrzebny (w przyszłości pewnie się to zmieni). Możliwe też, że robi odbitki, zamiast wydruków, wtedy sRGB zazwyczaj wystarczy. Jednak bądźmy szczerzy – kupowanie coraz lepszych obiektywów, jednocześnie przeogromnie ograniczając sobie finalne efekt finalny przestrzenią sRGB, ma niewielki sens poza Internetem.

Mając monitor szerokogamutowy można się poratować kalibrując ekran do dodatkowego targetu o przestrzeni sRGB i przełączać się na niego, gdy korzysta się z przeglądarki internetowej, czy robi cokolwiek innego od obróbki zdjęć. Wtedy nie będzie przejaskrawionej kolorystyki, tam gdzie jej być nie powinno. Po prostu wybiera się odpowiedni profil, ew. restartuje przeglądarkę internetową/program do obróbki zdjęć i gotowe.

Często też w menu monitora jest odpowiednia opcja, ale wtedy gorzej z odzwierciedleniem kolorów (brak kalibracji) i gammą.

Jeśli komputer będzie przeznaczony wyłącznie do retuszu, a nie także do wszystkiego innego, to jest prościej. Nie ma wtedy znaczenia jak się zachowują pozostałe aplikacje. Wówczas można nie mieć żadnych problemów, mimo posiadania monitora szeroko-gamutowego, o rozdzielczości UHD lub większej. W Photoshopie i programach graficznych zarządzających barwą wszystko będzie w porządku. PS CC od pierwszej wersji skaluje się prawidłowo w systemie Microsoftu. Starsze (CS6 i wcześniejsze) niestety nie, ale można spróbować tego sposobu.

W przypadku dwóch monitorów jest gorzej – wtedy trzeba się pogodzić z tym, że nie będą równie użyteczne jak na macOS. Należy się też upewnić czy program na pewno korzysta z profilu monitora, na którym został wyświetlony (oczywiście dotyczy to też ekranów wbudowanych w laptopa, z podłączonym zewnętrznym monitorem). Zazwyczaj działa to jak należy, ale u niektórych miesza monitory i generalnie ciężko przewidzieć zachowanie systemu pod tym względem.

Jako ogromną zaletę standardowych PC z Windowsem, uważam możliwość bardzo dużego podkręcania sprzętu, tym bardziej, że obecnie overclocking jest bardzo mocno zautomatyzowany, a co więcej, całkiem nieźle daje radę nawet na chłodzeniu powietrznym.

Na jakie parametry komputera zwracać uwagę?

Pora przejść do meritum i skupić się na samym sprzęcie – niezależnie od tego czy systemem będzie Windows czy macOs, ta kwestia wygląda tak samo. Aczkolwiek dużo zależy od tego, do jakiego typu obróbki będzie służył komputer.

Moja dziedzina to retusz modelek, a dokładniej tzw. high end retouching, czyli zaawansowana i dokładna obróbka pojedynczych plików w Photoshopie. To praca na detalu, dużo metody dodge&burn, warstwy korekcyjne, do tego wtyczka Viveza, Silver Efex, czasami tworzenie obiektów inteligentnych. Zazwyczaj są to zdjęcia z dużych matryc (24 Mpix to obecnie najmniejsze pliki jakie do mnie trafiają) i podczas pracy powstają dziesiątki warstw. Co ważne, taka obróbka odbywa się w 16 bitach na kanał, a to jest o wiele bardziej wymagające sprzętowo niż 8 bitów/kanał. Taki retusz bardzo mocno różni się od pracy nad zdjęciami ślubnymi, sportowymi itd, ale będę się odnosił też do innych dziedzin retuszu.

RAM
Absolutnie nie należy kupować komputera, który ma mniej niż 16 GB RAM!!! Pamięć operacyjna jest niesamowicie istotna. Gdy jej zabraknie, to wydajność spadnie tak bardzo, że może się całkowicie odechcieć pracy. Dla mnie 32 GB byłoby w sam raz i jednocześnie stanowiłoby spory zapas na przyszłość. 64 GB w takich zastosowaniach nie dałoby mi żadnej przewagi, ale oczywiście nadmiar nie zaszkodzi, a kiedyś na pewno się przyda. Natomiast 16 GB w miarę wystarcza, ale przy dużych plikach muszę regularnie scalać nieużywane już warstwy, żeby nie zajmowały pamięci (i tak trzeba to w końcu zrobić, bo plik PSD ma ograniczony rozmiar). Aczkolwiek obecnie jest dużo lepiej niż kiedyś. Nawet gdy testowo doprowadziłem do poniższego stanu, to komputer wciąż pracował niewiarygodnie dobrze:

Dawniej pojawienie się tam nawet 12G/11,6G, oznaczałoby katastrofę dla wydajności, a bardzo łatwo było do tego doprowadzić poprawiając kadrowanie.

Procesor
Kolejna ważna sprawa to procesor, przy czym liczba rdzeni ma drugorzędne znaczenie – Photoshop wciąż sobie nie radzi z wykorzystywaniem ich wszystkich na raz. Adobe pod tym względem ulepsza poszczególne filtry, ale program jako całość od lat działa podobnie. Nie znaczy to, że nie warto mieć 4 rdzeni, ale że nie warto brać stacji roboczej z 12 rdzeniami, jeśli alternatywą jest komputer z 4 rdzeniami o wyższym taktowaniu.

Mimo że rdzenie nie są bardzo istotne, to 2 uważam za mocno ograniczające. Szczególnie do wsadowej obróbki lub gdy poza retuszem na tym komputerze robi się coś jeszcze. Nie mam na myśli wyłącznie obróbki filmów, grania itd. U mnie było to np. retuszowanie i jednoczesne udostępnianie obrazu przez Skype, potrafiące zabrać cały rdzeń dla siebie. Robienie screencastów, czyli nagrań tego co się dzieje na ekranie, także powoduje dodatkowe obciążenie. Zapisywanie plików w tle to kolejna rzecz, która spowolni komputer, a to bardzo przydatna funkcja Photoshopa CS6 oraz CC i szkoda byłoby ją wyłączać.

Poza tym dla samego taktowania szybszego o 100 czy 200 MHz nie ma sensu dopłacać. Tym warto się zająć dopiero kiedy pomimo odpowiedniej  pamięci i wystarczającego dysku, wciąż są wolne fundusze. Tylko pamiętajcie że i3/i5/i7/i9 to jedynie nazwy marketingowe i kryją się pod nimi najróżniejsze procesory, szczególnie po tegorocznych zmianach. Dlatego i7 z Macbooka Air (mający na końcu oznaczenia literę „U”) będzie bardzo powolny w porównaniu do i7 w wersji „HQ” montowanej w Macbookach Pro i innych laptopach, w których wydajność jest priorytetem, a nie ultra mobilność. Zazwyczaj „U” oznacza wersję do komputerów, w których priorytetem jest mała ilość wydzielanego ciepła i długi czas pracy na baterii. Takich laptopów nie kupuje się, gdy podstawowym zadaniem jest obróbka zdjęć. Aczkolwiek istnieją też też znacznie wydajniejsza wersje „U” przez co ciężko się w nich połapać patrząc tylko na oznaczenie. Trzeba też sprawdzać inne parametry na stronie ark.intel.com – kiedyś TDP bardzo dużo mówiło o wydajności, ale w Kaby Lake już nawet ta wartość o niczym nie przesądza. Dlatego finalnie i tak trzeba spojrzeć w benchmarki, zamiast w samą specyfikację. 

Jedno się nie zmieniło – wersje „HQ oznaczają najwydajniejsze procesory mobilne, które mają cztery rdzenie zamiast dwóch. Co prawda największy potencjał ujawniają przy długim, mocnym obciążeniu, ale w przypadku wsadowej obróbki zdjęć właśnie taka praca ma miejsce. 

Później mamy jeszcze wydajniejszy model bez dodatkowej literki (a więc np. i7 E6700), który jest przeznaczony do komputerów stacjonarnych, a następnie droższą wersję K (i7 6700K). Są jeszcze Extreme (X) oraz Xenony – te w najtańszej opcji są wydajnościowo właściwie tym samym co i7. Do tego jeszcze parę innych oznaczeń, których z czasem pewnie będzie tylko przybywało.

Skupiam się w tym artykule na procesorach Intela. Kiedy w październiku będę pisał dużą aktualizację, to na pewno poświęcę AMD więcej miejsca, ponieważ zarówno cenowo jak i wydajnościowo są świetne. Nieco gorzej wypadają jedynie w grach, ale to dla mnie mało istotne.

Gdybym dzisiaj kupował komputer stacjonarny oparty o Intela, to celowałbym w procesor i7-7700K. Natomiast w tańszych zestawach i5-7500. W przypadku jeszcze większych oszczędności bardzo możliwe, że zdecydowałbym się na coś używanego.

SSD | dysk twardy
Komputer musi być wyposażony w SSD. Zapomnijcie o HDD jako dysku systemowym, na plik wymiany Photoshopa oraz na programy i zdjęcia, nad którymi aktualnie pracujecie. Prawdę mówiąc byłem w szoku gdy przejrzałem jakie PC się obecnie sprzedaje i jak wiele z nich nie ma SSD, jedynie zwykły dysk twardy. Hybrydowe dyski do obróbki zdjęć to też kiepski pomysł, SSD stanowi w nich tylko niewielką ich część, zbyt małą na pomieszczenie zarówno systemu operacyjnego z oprogramowaniem, jak i RAWów z ostatnich sesji.

Różnice pomiędzy poszczególnymi modelami SSD też są gigantyczne. Modele na SATA mają znacznie niższą szybkość od M.2. W tego typu obróbce jak moja, przydaje się to głównie wtedy, gdy RAMu zabraknie. Więc teoretycznie gdybym miał komputer z wystarczającą pamięcią RAM, to SSD na SATA3 byłoby jak najbardziej akceptowalne w ramach oszczędności. Jednak krótko po uruchomieniu oprogramowania do obróbki filmów pożałowałbym tego wyboru. Podobnie jak przy wsadowej obróbce wielu plików na raz, czy to w Lightroomie czy w Capture One (czyli np. obrabianie lookbooków, ślubów i generalnie zdjęć reportażowych). Tam się operuje na wielu zdjęciach jednocześnie, zapisuje na raz sporo fotografii, czy chociażby generuje miniatury do dopiero co zgranych RAWów, których często jest dziesiątki razy więcej niż u mnie po sesji.

Dla SSD bardzo duże znaczenie ma pojemność – duże dyski są znacznie bardziej żywotne, bo dane nie są wciąż zapisywane w tych samych sektorach. Mogą być też różnice w szybkości. Dlatego kupowanie ok. 120 GB to bardzo słaby pomysł nie tylko ze względu na samą niewielką pojemność. Sam miałem SSD 120 GB lata temu, w swoim pierwszym Macu. Ledwo się na nim mieściłem, a teraz w ogóle nie byłoby na to szans. 500 GB to dla mnie obecnie w sam raz (plus kilka TB dodatkowych dysków), ale gdybym bardzo musiał, to na 256 GB chyba dałbym radę się zmieścić (ciężko byłoby wtedy mówić o komfortowej pracy, ale dało by się). 1TB byłoby dla mnie idealne. Problem w tym, że często to właśnie pojemność SSD ma bardzo duży wpływ na cenę, szczególnie w komputerach Apple.

Karta graficzna
Karta graficzna nie ma wpływu na jakość wyświetlanego obrazu (kalibrację, odwzorowanie barw itd). Ważne jest żeby miała złącze DisplayPort, bo to najlepszy sposób na podłączenie monitorów i jedyny, który umożliwia korzystanie z ekranów o wysokiej rozdzielczości bez ograniczeń. W przypadku laptopów złącze Thunderbolt też będzie okay, ponieważ ma w sobie DisplayPort (najwyżej będzie potrzebna przejściówka). Kupowanie karty z samym HDMI to pomyłka, szczególnie gdy mowa o laptopie, bo wtedy można zapomnieć o taniej rozbudowie. DVI Dual Link od biedy ujdzie, ale jest to mało przyszłościowe złącze, ze względu na brak obsługi UHD/4K. Natomiast HDMI 2.0 teoretycznie sobie z tym radzi, ale w prawie każdym komputerze montuje się starszą wersję tego złącza, która nie daje rady nawet z ekranami 27″, o UHD nie wspominając. Podpinanie monitora kilkoma kablami to tez nie rozwiązanie, bo wtedy odświeżanie jest ograniczone a system wykrywa 2 monitory. Czyli wracamy do tego, że musi być DisplayPort. O tym też więcej pisałem we wpisie o monitorach.

Ilość pamięci w karcie graficznej (VRAM) ma wpływ na płynność działania, gdy używa się ekranów o bardzo dużych rozdzielczościach (UHD – 4K i więcej). Przede wszystkim jest to ważne kiedy ma się pootwieranych bardzo dużo okien i pracuje się z włączonym skalowaniem obrazu. Jeśli komputer będzie służył tylko do wyświetlania Photoshopa, to dopłacanie do większej liczby VRAM nie przyniesie korzyści. Adobe obecnie zaleca karty graficzne z 2 GB VRAM. Niektóre modele nie są już wspierane i używanie ich ma bardzo duży wpływ nie tyle na szybkość, co na komfort pracy – np. nie można wtedy płynnie zoomować obrazu (jednak na szybkość też wpływa, np w filtrze Liquify/Formowanie/Skraplanie). Wszystkie modele wydane w roku 2014 lub później, powinny działać bez tych problemów. Karty które nie są już wspierane to: AMD/ATI z serii: 100, 200, 3000, and 4000 | GeForce z serii: 7000, 8000, 9000, 100, 200, 300 | Intel HD4000 i starsze (dlatego Maki Mini z 2012 roku działają tak topornie od czasu wydania Adobe Camera RAW w wersji 9.1).

Zintegrowana karta graficzna spokojnie wystarczy jeśli masz 1 lub 2 monitory o standardowej rozdzielczości.

To jak wydajna jest karta graficzna ma niemal zerowe znaczenie podczas retuszu, ale ogromne przy pracy nad filmami i w aplikacjach do robienia grafiki 3D. Gdybym wciąż pracował na monitorze typu Eizo CS2420 (1920 x 1200 px), to w ogóle bym sobie kartą graficzną nie zawracał głowy i używał zintegrowanej. Gdy pracuję na laptopie (2880 x x1800 px) bez zewnętrznego monitora i przełączę kartę graficzną na zintegrowaną, to podczas pracy w Photoshopie nie odczuwam żadnej różnicy w stosunku do dedykowanego GeForce – integra spisuje się doskonale. Dlatego przy zwykłym monitorze w ogóle bym sobie głowy nie zawracał kartą graficzną i zostawił zintegrowaną. Przy ekranie UHD ze skalowaniem wziąłbym pewnie GeForce GTX 1050Ti w wersji 4 GB VRAM

nVidia Quadro w obróbce zdjęć  nie daje przewagi, a bardziej mi się przyda 4 GB pamięci, niż 2 GB, które są w Quadro o porównywalnej cenie (Quadro P400). Quadro ma sens chcąc podłączyć wiele monitorów przez DisplayPort, ale wtedy pewnie są to ekrany UHD, więc przyda się karta z wyższej serii.

Chyba że doszłyby jeszcze jakieś nieco poważniejsze zastosowania video (godziny renderowania każdego tygodnia), wtedy bałbym najwyższy model GeForce na jaki budżet pozwoli. Nie uwzględniam tutaj kart AMD, bo Adobe sobie upodobało GeForce, ale prawda taka że każdy Radeon obecnej generacji poradzi sobie świetnie w retuszu, więc nie trzeba się ograniczać do nVidii.

Oczywiście zostaje jeszcze odwieczna kwestia, uruchomienia 10 bitowego koloru, ale jest to tak bardzo bezcelowe w fotografii, że po prostu temat pominę. Jeśli kogoś bardzo interesuje, to tutaj o tym wspominam, a także omawiam na tym video.

Dodatkowe wyjścia/wejścia
Poza wyjściem DisplayPort wielu osobom przyda się  złącze Thunderbolt 3, szczególnie w laptopach – istnieją mobilne dyski, a nawet bardzo małe NASy, które można podpinać w ten sposób, zachowując maksymalną wydajność. W przyszłości można dołożyć zewnętrzną kartę graficzną jeśli zajdzie taka potrzeba. Niestety wbrew temu co mówi marketing, do pełnej prędkości PCI-E Thunderboltowi jest jeszcze bardzo daleko, ale będzie to miało znaczenie głównie przy całkowicie topowych kartach. Osobiście pewnie wykorzystam ten port chociażby do podpięcia karty, służącej do przechwytywania sygnału video. 

Na czym oszczędzać w pierwszej kolejności? 

Poniższą listę ułożyłem zaczynając od rzeczy najbardziej zbędnych, zakładając, że komputer służy konkretnie do obróbki zdjęć. Gdy ktoś chce też grać, to wiadomo, że wtedy karta graficzna będzie miała ogromne znaczenie, natomiast dysk twardy mniejsze.

Karta graficzna – jeśli nie masz i nie planujesz mieć monitora UHD, to w pierwszej kolejności zrezygnuj z dodatkowej karty graficznej. Do samego retuszu spokojnie wystarczy zintegrowana z procesorem, z wyjściem DVI dual link (single link sprawdzi się na max 1920x1200px @60Hz). HDMI to ostateczność i sprawdza się tylko przy max 24″. Czasami da się wyciągnąć rozdzielczości używane na większej przekątnej, ale trzeba kombinować. Natomiast mając monitor UHD, a tym bardziej używając na nim skalowania, do karty graficznej wręcz lepiej dopłacić, niż na niej oszczędzać. 

SSD SATA3, zamiast M.2 to też spore oszczędności, a różnica w szybkości działania tylko u części użytkowników będzie mocno widoczna w codziennej pracy. Można też zrezygnować z pojemności, ale mniej od 256 GB to bardzo zły pomysł, zarówno ze względu na pojemność, jak i zmniejszoną żywotność.

Procesor można wziąć o nieco niższym taktowaniu, bo czasami za dodatkowe 200 MHz dopłaca się bardzo dużo. Tylko uważaj  w laptopach, by nie okazało się, że ten niżej taktowany, to wersja U zamiast HQ, bo wtedy różnica w wydajności będzie o wiele większa, niż wynika z taktowania.

Oszczędzając możesz kupić i5, zamiast i7. To wciąż bardzo dobre procesory, które większości osób spokojnie wystarczą. Wersja 2 rdzeniowa będzie jeszcze tańsza od 4 rdzeniowej, ale to już mocno zmniejsza uniwersalność sprzętu i ja na pewno nie szedłbym w tym kierunku.

RAM to ostatnia rzecz na jakiej bym oszczędzał. Przy 8GB komputer będzie często zwalniał, szczególnie podczas pracy na dużych plikach. Uznajmy że kupowanie mniej niż 16 GB to pomyłka. Zresztą już 7 lat temu było fatalnym pomysłem, a co dopiero teraz. Masa ludzi ma zdecydowanie za mało pamięci, ale po prostu o tym nie wie, bo spadek szybkości komputera to dopiero ostatni skutek. Warto czasami zerknąć na statystyki w systemie. 

Zbyt mała ilość RAMu wpływa negatywnie na żywotność SSD bo gdzieś te dane muszą się podziać, a SSD ma ograniczoną liczbę zapisów. 

Pomijam tutaj kwestie takie jak zasilacz w PC (koniecznie porządny) czy płyta główna (również żadnych budżetowych wynalazków), bo te komponenty dobiera się patrząc na całą konfigurację i ciężko je rozpatrywać, nie znając każdego komponentu komputera.

Co warto kupić (i czego nie warto) w świecie Windowsa

Postanowiłem wrzucić tutaj to, co wg. mnie jest wyjątkowo ciekawe, albo budzi zainteresowanie, chociaż kompletnie nie powinno. W nawiasach podaję cenę najtańszej wystarczająco wydajnej konfiguracji, a nie najtańszej w ogóle. 

HP Z2 G3  Mini Workstation (od 4500 zł)

Komputerów o rozmiarze trochę większym od HP Z2 Mini jest sporo, ale wszystkie są z założenia do gier albo innych celów, więc stawia się w nich na inne parametry – gamingowe karty graficzne, wolniejsze dyski, mniej wyjść DisplayPort lub ich zupełny brak itd. Cenowo też są mniej korzystne. Istnieją jeszcze mini-komputery na podzespołach mobilnych, ale to całkiem inna kategoria wydajnościowa (mimo podobnych, na pierwszy rzut oka, parametrów). Najwięcej jest oczywiście zestawów w ogromnych obudowach typu midi-tower. Natomiast HP Z2 Mini to unikat – nie dość, że jest wyjątkowo mały, to przy okazji skrojony na potrzeby grafików i fotografów. 


Ten model to dla mnie swego rodzaju fenomen i gdybym miał kupować dzisiaj PC, to są bardzo duże szanse, że padłoby właśnie na HP Z2 Mini. Mimo bardzo małej obudowy (wielkości i wagi ok. dwóch Maców Mini), są tam montowane desktopowe procesory, a więc te o wyższej wydajności niż w najwydajniejszych laptopach i w niemal wszystkich małych PC. Z tego co mi wiadomo, nie ma problemów z przegrzewaniem, więc wydajność nie spada po chwili mocniejszego obciążenia. Dobra gwarancja z możliwością rozszerzenia nawet do 5 lat, to kolejna zaleta.

Z2 Mini da się kupić m.in. w rewelacyjnej konfiguracji: i7 E6700, 32 GB RAM, SSD M.2 512 GB lub 1TB, karta graficzna Quadro, karta sieciowa z wifi AC i Windows 10. Koszt nie będzie niski (ok. 8000 zł), ale adekwatny do konfiguracji. Przy tych podzespołach nawet robiąc składaka cena wyjdzie niewiele niższa (szczególnie podnosi ją RAM, dysk SSD M.2, a sam procesor też tani nie jest). Taka konfiguracja wystarczy na wiele lat. 

Największą wadą jest brak możliwości rozbudowy do 64 GB RAM, co w pełnowymiarowej płycie głównej byłoby możliwe. Jednak przy zdjęciach 32 GB zupełnie wystarcza, a i 16 GB dla zdecydowanej większości osób jest w zupełności OK. Nie da się też zmienić karty graficznej na pełnowymiarową, ale to może być problem dla filmowców, a nie fotografów. Ostatnią wadą może być brak możliwości solidnego podkręcenia, ale to tylko moje przypuszczenie.

Konfigurację która wystarczy większości osób do obróbki zdjęć, można mieć znacznie taniej. Będzie to cztero-rdzeniowe i5 3,2 GHz Skylake (Turbo Boost 3,6GHz), 16GB RAM, karta Quadro M620 i SSD M.2 256 GB. Z biegiem czasu można mu wymienić części na jeszcze lepsze.

Kliknij tutaj żeby zobaczyć aktualne ceny w porównywarce

Ta konfiguracja nie ma w zestawie systemu operacyjnego, więc dochodzi jeszcze koszt Windows 10.

Z tego co mi wiadomo, nie istnieje alternatywa dla tego komputera. Wydajniejsze komputery są zdecydowanie większe, natomiast mniejsze PC są o wiele wolniejsze, szczególnie pod ciągłym obciążeniem gdy chłodzenie przestaje wyrabiać. Wolniejszy jest też Mac Mini i to nawet w najbardziej rozbudowanej wersji. Mam nadzieję, że Mac Mini następnej generacji będzie właśnie takim komputerem jak HP Z2 Mini – wciąż dość małym by go móc bezproblemowo zabierać czy to do studia, czy przemieszczając się samolotem, ale jednocześnie bardzo wydajnym. 

Laptopy z Windowsem

Dopóki laptop będzie używany podczas obróbki wyłącznie z zewnętrznym monitorem, to sprawa jest w miarę prosta. Wystarczy dobrać konfigurację do swoich potrzeb – upewnić się, że procesor (najlepiej cztero-rdzeniowy), jest nastawiony na wydajność, a nie na ultra mobilność. Minimum 16 GB RAM, wyjście DisplayPort i SSD SATA lub M.2 zależnie od potrzeb.

Ja się skupię na sprzęcie, który z założenia ma służyć także do retuszu na wbudowanym ekranie, ponieważ wtedy sprawa się niesamowicie komplikuje. Nie ma laptopa z Windowsem, z ekranem porównywalnym do Applowskiej Retiny. Mimo to bez przerwy słyszy się, że „ten notebook ma świetny ekran IPS 4K, Adobe RGB 99%” i inne sformułowania niewiele mówiące o jakości, ale dobrze wyglądające w specyfikacjach technicznych. Niestety wiele osób się na to nabiera. Zresztą sam zaledwie kilka dni temu odbyłem taką rozmowę:

-Nowe XPS Della mają 99% AdobeRGB color accuracy (wierność kolorów), a MBP dużo mniej
– Color accuracy czy gamut?
-yyyy… no… gamut… chyba…

Całkowity brak wiedzy na temat wyświetlaczy, tego co jest w nich istotne i jak to się przekłada na ich jakość, zupełnie nie przeszkadzał w powtarzaniu głupot. Ale marketing robi swoje, a opowieści idą w świat. Wszystko co miałem do napisania o ekranach, umieściłem we wpisie dot. monitorów dla fotografów. Jest to ponad 30 stron maszynopisu i nie ma sensu żebym to kopiował tutaj – jeśli cię to interesuje , to przeczytaj wspomniany artykuł.

Tak więc kupując laptopa innego niż Macbook Pro z Retiną, trzeba pogodzić się ze znacznie gorszym ekranem. Czy to znaczy że zdjęcia będą na nim wyglądały ładniej niż na innych laptopach? Oczywiście że nie. Możliwe że będzie wręcz przeciwnie. Będą bliższe ich rzeczywistemu wyglądowi, bo zadaniem ekranu fotograficznego jest pokazywanie faktycznego wyglądu zdjęć, a nie jak najładniejszego.

Jeśli wykonanie komputera ma być na podobnym poziomie jak Macbooka, to w grę wchodzą tylko topowe serie, często biznesowe, więc cenowo zbliżone do MBPr. Dlatego będę się upierał przy tym, że nawet jeśli ktoś potrzebuje Windowsa, to najlepiej go zainstalować na MacBooku Pro. Niekoniecznie z najnowszego rocznika – dużo taniej można kupić nowy egzemplarz, ale z 2015 r. Będzie wolniejszy od najnowszego, ale znacznie tańszy. Można też kupować używane egzemplarze, ale wtedy w razie awarii będzie duży problem. 

Wróćmy do konstrukcji typowo Windowsowych. Z pewnością unikałbym laptopów gamingowych, stworzonych do grania. Co prawda mają świetne parametry, ale ekrany do gier i do grafiki to właściwie przeciwieństwa. Tam gdzie potrzebne są jak najszybsze czasy reakcji, całkowity brak smużenia, podwyższone odświeżanie itd, w technologii LCD nie ma co liczyć na niskie delty, równomierny obraz i dobrze odwzorowaną kolorystykę. Poza tym często takie notebooki mają HDMI zamiast DisplayPort, i mocne karty graficzne zamiast szybkich dysków. Dlatego jak ktoś się upiera przy Windowsowym laptopie, to jednak szuka wśród modeli robionych dla biznesowych zastosowań, a nie do gier. 

Dell XPS i Precision w wersji z matrycą UHD

Z wszystkich laptopów poza MBPr, wydaje mi się, że Dell XPS ma najwięcej sensu do retuszu. Ma gorszy ekran (w wersji FHD kiepski, w UHD w miarę znośny), ale nie tak zły jak równie wydajna konkurencja. Jest tańszy niż 15″ MacBook Pro z Touchbarem. Wielki plus za możliwość wzięcia wersji z 32 GB RAM.

Do video i tworzenia grafiki 3D Precision byłby lepszy, ale w obróbce zdjęć jego zalety są mało istotne (m.in. karta Quadro zamiast GeForce, konfiguracje z Xenonami).

XPS 15″ i7 2,8 GHz (3,8 GHz Turbo Boost), 16 GB RAM, SSD M.2 512 GB:
Kliknij tutaj żeby zobaczyć aktualne ceny w porównywarce

 

Lenovo ThinkPad P50

Gdy zobaczyłem Lenovo P50 mające absolutnie rewelacyjną konfigurację (i7 HQ lub mobilny Xenon, 64GB Ram, Quadro z 4GB, SSD M.2, DisplayPort-y, TB itd), to spodziewałem się komputera który zmiecie Macbooka Pro, tym bardziej, że to Lenovo było droższe (nawet porównując niemal te same konfiguracje, wychodzi bardzo podobnie lub drożej). Tymczasem ekran (co prawda IPS), nie nadawał się do niczego. Wyświetlacze większości telefonów to przy nim absolutnie doskonałe urządzenia, a zobaczenie wyników kalibracji cisnęło na usta jedynie „WTF!?”.  Unikać jak ognia.

Microfost Sufrace


Niestety nawet Surface Book w najwydajniejszej wersji ma procesor i7-6600U. Podobnie Surface Pro 4 (i7-6650U). To zupełnie inna wydajność niż procesory z MacBooków Pro. Takich konfiguracji nie kupuje się tam, gdzie szybkość jest ważna, tylko tam gdzie priorytetem jest mobilność, a cała reszta schodzi na drugi plan, bo taki też cel przyświecał projektantom tego urządzenia. Ekran jest dobry jak na laptopa, jednak na niskim podświetleniu użytkownicy Surface Pro 4 zgłaszają problem z falowaniem obrazu. Piąta rewizja Surface Pro ma jeszcze lepszy wyświetlacz.

Apple Mac – co warto kupić, a czego nie?

MacBook Pro (Retina) z Touchbarem

Macbook Pro Retina to świetna konstrukcja, znacznie częściej aktualizowana od stacjonarnego Maca Mini i Pro. Niestety to drogie laptopy. Po wprowadzeniu ostatniej generacji (wyposażonej w touchbar zamiast klawiszy funkcyjnych), cena poprzedniego modelu nie zmalała, zamiast tego podniesiono koszt nowego. Myślę że warto od razu rozwiać mit, mówiący o tym, że Macbooki Pro z Retiną od zawsze były drogie w stosunku do konkurencji. Ich konkurencją nie są po taniości składane laptopy, tylko solidne modele biznesowe, oparte o bardzo szybkie dyski, procesory w bardzo wydajnej wersji HQ, z najlepszym ekranem jaki istnieje w laptopach i z wytrzymałą obudową. Np. w przypadku Lenovo nie ma sensu porównywać z MBPr niczego poniżej ThinkPada P50, a o jego cenie już wspominałem… Natomiast zgadzam się z tym, że od czasu zmiany cen w 2016 roku, są one za wysokie.

Macbooki Pro są niesamowicie popularne wśród fotografów, m.in. ze względu na najlepszy wyświetlacz jaki montuje się w laptopach. Ekran w nim jest zaskakująco liniowy i równomierny, o przestrzeni barwnej bardzo bliskiej sRGB. Z powodu niewielkich odchyłów fabrycznych, daje się sensownie skalibrować programowo (np. za pomocą i1 Display Pro). W laptopach z Windowsem nie ma żadnego bezpośredniego konkurenta.

MBPr Kalibracja

Mój pierwszy Macbook Pro Retina 15″ late 2013 po kalibracji

Sam korzystałem z ekranu w MBPr przez długi czas i mimo, że używam topowych monitorów graficznych, to twierdzę że w obróbce typowo internetowej ekran MBPr sprawdzał się zaskakująco dobrze, szczególnie jak na laptopa. Co więcej, moim zdaniem, wyświetlacz MBPr jest znacznie lepszy od monitorów Della, Samsunga itp, a nawet od biurowych Eizo (EV), a pod niektórymi względami nawet od biurowych Neców (EA244 i niższych modeli). Jednak wynika to w dużej mierze z bardzo małego ekranu (maksymalnie 15″), który po prostu znacznie łatwiej jest równomiernie podświetlić niż 24″, nie ma absolutnie żadnych problemów z wyciekającą czernią, srebrzeniem itd. Oczywiście poszczególne egzemplarze mogą się od siebie różnić – druga matryca na jaką trafiłem była o wiele gorsza. Od tamtego czasu Apple dopracowało ekrany jeszcze bardziej, ale najmocniej to widać po powłokach antyrefleksyjnych i poszerzonym gamucie.

Wydajnościowo w 15″ Macbookach Pro też jest na prawdę dobrze. Jedyne do czego mogę się przyczepić, to że maksymalnie da się mieć 16 GB RAMu. Mam wielką nadzieję, że w kolejnej generacji będzie można wziąć 32 GB. Wszystko na to wskazuje, ponieważ w kolejnej genracji procesorów ma być możliwe użycie 32GB RAM w wersji niskonapięciowej, a póki co tego się zrobić nie dało. Użycie zwykłych pamięci miałoby gigantyczny wpływ na czas pracy na baterii.

Obecnie są dwie podstawowe konfiguracje wersji 15″, różniące się przede wszystkim wielkością dysku, ale też procesorem i grafiką. 

15″ z Touchbarem w wersji podstawowej:
Kliknij tutaj żeby zobaczyć aktualne ceny w porównywarce

Można dopłacić dodatkowe 480 zł do jeszcze lepszej karty graficznej (Radeon 560 z 4GB zamiast 2GB). Nie ma to sensu, jeśli nie planujesz podpinać ekranów o bardzo wysokiej rozdzielczości. Ale jeśli ma to być komputer na długo, to warto dopłacić, tym bardziej że to niewielki procent ceny całości. Jednak wtedy zdecydowanie lepiej od razu wziąć poniższą konfigurację, zamiast dopakowywać podstawową. Jest droższa, ale nie będzie ciągłęgo zastanawiania się co usunąć z dysku żeby miejsca nie zabrakło.

15″ z Touchbarem z większym dyskiem i lepszą kartą graficzną:
Kliknij tutaj żeby zobaczyć aktualne ceny w porównywarce

Te modele zostały odświeżone w czerwcu 2017. Wcześniejsze (late 2016) miały procesory starszej generacji (Skylake zamiast Kaby Lake), karty graficzne starszej generacji i wolniejsze dyski.

13″ z Touchbarem


Niestety 13″ Macbooki Pro są mniej wydajne od 15″. Apple wychodzi z założenia, że w mniejszych komputerach to mobilność jest priorytetem, a nie szybkość. W związku z tym w 13″ dostępne są tylko 2-procesory w wersji U zamiast HQ, a więc m.in. 2 rdzenie zamiast 4. Aczkolwiek są one znacznie wydajniejsze niż te z Macbooka Air. Także ostatecznie nie ma źle, ale mogło być lepiej. RAM trzeba obowiązkowo rozszerzyć za dopłatą do 16 GB. Karta graficzna jest tylko zintegrowana, nie ma lepszej nawet w opcji CTO. Chcąc zatrzeć różnice wydajnościowe pomiędzy 13″ a 15″, trzeba sporo dopłacić, więc przemyślałbym czy nie lepiej wziąć jednak 15″.

Skoro procesory są wyłącznie dwurdzeniowe, to warto wziąć wersję z i7 3,5 GHz (4 GHz z Turbo Boost). Wtedy komputer w wielu zastosowaniach okaże się szybszy od czterordzeniowego MBPr z 2015 roku (który wciąż jest w sprzedaży), ale wolniejszy od najtańszej wersji 15″ z Touchpadem.

13″ z Touchbarem i7 3,5 GHz (4,5 GHz Turbo Boost), 16 GB RAM, SSD 512:
Kliknij tutaj żeby zobaczyć aktualne ceny w porównywarce

Macbook Pro 13″ (Retina) bez touchbara

Wciąż jest w sprzedaży MBPr z normalnymi klawiszami funkcyjnymi (potocznie nazywany „Macbook ESC edition” lub „Macbook Air Pro”). Niestety jego procesor jest wolniejszy niż w wersji Touchbarem. Ma też nieco mniej wydajną kartą graficzną. Teoretycznie czas pracy na baterii powinien być w nim doskonały – znacznie poprawiony względem wersji wydanej pół roku wcześniej (TDP procesora jest o połowę niższe, przy zachowaniu wydajności). Jednak muszę to potwierdzić w praktyce. Oczywiście koniecznie trzeba brać wersję z 16 GB RAM i najlepiej z i7.

Kliknij tutaj żeby zobaczyć aktualne ceny w porównywarce

Macbook Pro Retina 15″ – (model z roku 2015)

W ofercie wciąż jest model sprzed paru lat. Nie jest to odświeżona wersja, jak w przypadku 13″ bez touchbara! Model 2015 opiera się o procesory starszej generacji (czwartej zamiast siódmej), starszą kartę graficzną, mniejszy gładzik, mniej nowoczesny ekran itd. Mimo wszystko to wciąż dobry laptop i jeśli chce się mieć 15″ z porządną matrycą, nie wydając aż tak dużo pieniędzy jak na wyżej wymienione modele, to nie widzę alternatywy. Laptopy z dużo gorszymi ekranami nią nie są. Tutaj co prawda matryca pokrywa przestrzeń sRGB, a nie Display-P3 jak w najnowszych Macbookach, ale w zdjęciach pod Internet nie robi to żadnej różnicy (przynajmniej przez najbliższe kilka lat, w przeciwieństwie do zastosowań typu Color Grading filmów kinowych, ale tego nikt nie będzie robił na ekranie z MacBooka). W obróbce zdjęć już większą różnicę od gamutu, będzie stanowiła nieco gorsza warstwa antyrefleksyjna.

Dopłata do lepszego procesora nie daje aż tyle co w przypadku 13″, a skoro chce się zaoszczędzić, to najlepiej będzie wziąć podstawowy model. Tym bardziej, że resellerzy oferują go w znacznie lepszych cenach niż widnieje na stronie Apple. 

15″ i7 2,2 GHz, 16GB, SSD 256 GB, zintegrowana karta graficzna:
Kliknij tutaj żeby zobaczyć aktualne ceny w porównywarce Ceneo

Macbook 12″

Uważam że jest to absolutnie rewelacyjny komputer, niestety nie do zastosowań, których dotyczy jest ten artykuł. Nawet w najbardziej dopakowanej wersji CTO ma za małą wydajność, żeby warto było go rozważać jako sprzęt do retuszu. Są tam montowane procesory, których głównym zadaniem jest nieugotowanie komputera bez wentylatorów i bardzo długa praca na baterii. Z i7 montowanym w MacBookach Pro ma wspólną tylko nazwę.

MacBook Air

To że komputer z tak słabą matrycą jest wciąż produkowany, to totalne nieporozumienie. Nie kupować! Nawet jeśli ma być podpinany do zewnętrznego monitora – już samo maksymalne 8 GB RAMu dyskwalifikuje tego laptopa. Zresztą nawet jeśli chcesz maszynę do pisania, to nie bierz MacBooka Air, bo jego wyświetlacz to naprawdę kpina. Nie dość że ma niską rozdzielczość, to jest na matrycy TN.

Mac Mini

Niestety tak jak wspomniałem na początku, Apple nie ma już fajnego Maca Mini, który dobrze sprawdzał by się podczas obróbki zdjęć. Obecny Mini powinien być znacznie tańszy biorąc pod uwagę wydajność jaką oferuje. O ile w 2011 i 2012 roku jego kupno miało ogromny sens, a od 2014 już mocno wątpliwy, to obecnie zakup ten warto przemyśleć kilka… naście razy.

Są plotki o tym, że kolejny Mac Mini (który pewnie wyjdzie po październiku 2017) będzie większy od obecnego. Jeśli tak się stanie, to doskonale, bo jedynym powodem takiego stanu rzeczy może być drastyczne zwiększenie wydajności przez umieszczenie znacznie lepszych procesorów i dodanie dedykowanej karty graficznej. Niestety nie ma żadnych potwierdzonych informacji na ten temat.

Jeśli mimo wszystko zdecydujesz się na obecnego Maca Mini do obróbki zdjęć, to musisz wiedzieć kilka rzeczy: Od roku 2014 RAM jest wlutowany na płytę główną. Nici z samodzielnej wymiany – obowiązkowo należy od razu zamówić opcję rozszerzoną do 16 GB, więcej się nie da. Zabrakło też gniazda do podłączenia drugiego dysku twardego, więc HDD mogą być tylko zewnętrzne. Ten który jest montowany standardowo można wymienić (właściwie trzeba), ale by tego dokonać nie wystarczy już wymontować anteny wifi i wentylatora jak w roczniku 2011 i 2012, tylko trzeba wyciągnąć płytę główną (wcześniej też wiele osób to robiło, ale niepotrzebnie – sam wielokrotnie zmieniałem tam dysk bez rozkręcania całości). Aby to wszystko zrobić w Mini 2014, potrzeba też bardziej specjalistycznego wkrętaka (Torx T6 Security).

Mini z 2014 ma lepszą kartę Wi-Fi (niż w 2012r), obsługującą AC, oraz lepszą karta graficzną – Intel Iris.

Do wyboru są 3 wersje Maca Mini. Najtańsza jest bardzo słaba, zupełnie odpada. Warto skupić się na środkowej, z procesorem 2,6GHz. Najdroższa wersja zdecydowanie nie podnosi wydajności adekwatnie do dopłaty – w obu przypadkach procesor będzie w wersji U, zbliżonej do tych z Macbooków Pro 13″, aczkolwiek z niższym taktowaniem. Brak desktopowych procesorów, czy nawet HQ, to niestety duża wada Maców Mini.

A teraz podliczmy koszty za znośny model 2014 wg. cennika ze strony Apple: Mac mini i5 2,6 GHz (3299 zł) + rozbudowa pamięci do 16 GB (960 zł) + SSD 256 GB (960 zł) = 5219 zł. Do tego klawiatura Apple Wireless keyboard i Apple Magic Trackpad (pierwszej generacji, za drugą trzeba dać jeszcze więcej, chociaż w przypadku trackpada moim zdaniem warto) i robi nam się ponad 5700 zł. Także finansowo wypada to fatalnie w stosunku do wydajności. Można jedynie zaoszczędzić na SSD i wymienić go samodzielnie. Aby mieć laptopa Macbooka Pro z Retiną (13″) z 16 GB RAM i 256 GB SSD trzeba wydać ok. 2500 zł więcej, przy czym wyprzedza on wydajnościowo Maca Mini (nowsza generacja procesorów, wyższe taktowanie pamięci/szyny danych, szybszy dysk). No i z MacBookiem ma się ekran, nowszy Thunderbolt i baterię robiącą za zasilacz awaryjny.

Wadą wszystkich Maców Mini jest brak możliwości podpięcia więcej niż dwóch monitorów (chyba że przez kartę graficzną USB, ale nauczony własnym doświadczeniem, nie polecam takiego rozwiązania, a te na Thunderbolt są bardzo drogie). Dla niektórych minusem jest zintegrowana karta graficzna, ale przy samej obróbce zdjęć nie ma to dużego znaczenia.

Konfiguracja która wg. mnie, jako fabryczna, jest najlepszym wyborem (chociaż i tak słabym), to zdecydowanie Mac Mini MGEN2MP/A/R1/D2. Nie ma sensu inwestować więcej w Maca Mini, tym bardziej że wzrost wydajności jest zupełnie nieadekwatny do wzrostu ceny.

Natomiast jeśli samodzielna wymiana dysku nie jest problemem, to wtedy MGEN2MP/A/R1 plus samodzielny montaż np. 500 GB SSD na SATA3 (wymaga także kupna specjalnej taśmy dedykowanej do Maców Mini).

iMac 4K/5K

Ten komputer do zastosowań fotograficznych może być nawet szybszy od obecnego Maca Pro. Jednak w iMacu monitor i komputer są połączone w jedną całość, co w naszym przypadku jest ogromnym minusem (a dla „normalnego” użytkownika często wielką zaletą). To dlatego, że niestety nie jest to ekran klasy fotograficznej. Ma wysoką rozdzielczość (w wersji 4 i 5K), jednak na tym jego zalety się kończą. Zapomnijcie w ekranie iMaca o kalibracji sprzętowej, równomiernym podświetleniu, niskich deltach i takich samych parametrach obrazu w każdym punkcie ekranu. Zapomnijcie też o wyświetlaczu przypominającym wydruk (iMac bardziej przypomina lustro), czy nawet o pracy w pionie. Nie zobaczycie na nim też przestrzeni AdobeRGB, Nie ma do niego dedykowanego kaptura, a nawet chińskie, uniwersalne, nie pasują ze względu na kształt obudowy.

Jest to zwykły ekran biurowy, tyle że o bardzo wysokiej rozdzielczości. W związku z tym chcąc myśleć o fotografii na poważnie i tak trzeba mieć osobny monitor, a tego z iMaca ew. używać jako pomocniczego. Tylko biorąc pod uwagę wspomniane lustro, ciężko mi sobie wyobrazić, żebym był się w stanie do niego przyzwyczaić, mając zaraz obok monitor o kilka klas lepszy, którego powierzchnia jest satynowa, a nie błyszcząca.

Pomijając ekran, iMaki mają bardzo dobry sprzęt, który regularnie jest aktualizowany. Dużą zaletą jest desktopowy procesor, zamiast mobilnego. Gdyby ktoś się jednak zdecydował na iMaca, to warto wiedzieć że…

27″ 5K
Są 3 wersje, różniące się głównie kartą graficzną. Ponadto najtańszego iMaca 5k nie można rozbudować za dopłatą o szybszy procesor. Dlatego wziąć model środkowy lub najdroższy i radziłbym dopłacić do procesora i7 4,2 GHz (4,5 GHz Turbo Boost). Niezależnie od wersji warto wziąć SSD zamiast Fusion Drive, jednak przy większych od 256GB trzeba sporo dopłacić. Można wymienić go samodzielnie, ale wymaga to zdemontowania ekranu i nie jest tak proste jak w Macu Mini. Prawdopodobnie wiele serwisów wymieni dysk za niewielką opłatą. RAM jest łatwiej dołożyć, nie trzeba ściągać ekranu.

21,5″ 4K
Trzeba by dopłacić do 16 GB RAM, SSD i szybszego procesora. Wyjdzie niecałe 11 000 zł, co ciężko to nazwać dobrym wyborem. Zresztą kto w 2017 roku chciałby kupować tak mały ekran?

iMac 21,5″ (bez Retiny)
Komputer mający wszystkie wady ekranu jak w iMaku 4k/5k, ale posiadający rozdzielczość 1920 x 1080 px. Ten model występuje w 2 wersjach, ale tylko ta szybsza nadaje się do pracy. Mimo wszystko karta graficzna będzie jedynie zintegrowana, a procesor maksymalnie 2-rdzeniowy i5 2,3 GHz. W podobnej cenie można mieć chociażby Maca Mini i 10 razy lepszy monitor niż ten z iMaca (np. NEC EA245Wmi lub Eizo CS230), ale kosztem mniejszej wydajności procesora – ten w Macu mini jest wolniejszy. Wersji 27″ bez Retiny już nie ma w ogóle.

Mac Pro


Ten komputer od dnia premiery, przez ponad 3 lata nie był aktualizowany, mimo to jego cena nie zmalała. Brzmi jak żart, ale taka jest prawda. Dopiero w kwietniu 2017 doczekał się bardzo niewielkich zmian – wciąż nie posiada portów Thunderbolt 3 ani USB C, tylko starsze, a jego rozbudowa jest mocno ograniczona. Przez zastosowane chłodzenie, karty graficzne palą się regularnie gdy nie są obciążane równomiernie.

Najwcześniej w roku 2018 pojawi się zupełnie nowy Mac Pro, ale póki co bardzo niewiele o nim wiadomo. Będzie miał modułową budowę, jednak nie wiadomo co dokładnie Apple przez to rozumie.

Poza tym Mac Pro jest stacją roboczą, więc płaci się za rzeczy, które przy samym retuszu nie będą wykorzystywane (serwerowe pamięci i procesory nie dadzą żadnego zysku podczas obróbki zdęć). To sprzęt, którego przewagę widać w obróbce filmów, a nie zdjęć. Mam cichą nadzieję że nowy Mac Pro wyjdzie też w wersji z desktopowym procesorem w znacznie niższej cenie, ale wątpię żeby tak się stało. Większe szanse są na Maca Mini w odpowiedniej konfiguracji.

Hackintosh

Czyli PC z zainstalowanym systemem macOs. To temat tak obszerny, że można by o nim napisać zupełnie osobny artykuł, a nawet książkę i na pewno nie ma ku temu kwalifikacji. Minęło już sporo czasu od kiedy sam miałem Hacka. Żeby można było zainstalować makowy system na PC, trzeba spełnić szereg wymagań dot. konfiguracji. W poniższym poruszam kilka kwestii z tym związanych:

Podsumowanie

Nie da się teraz kupić stacjonarnego komputera Apple, który można by nazwać dobrym wyborem. Dla normalnego użytkownika iMac 5K jest świetny, ale w fotografii jego ekran jest wadą, a nie zaletą. W przypadku laptopów jest znacznie lepiej. Zupełnie odwrotnie jak w komputerach z Windowsem, gdzie stacjonarne są doskonałe sprzętowo i na każdą kieszeń da się coś znaleźć, a laptopy niezależnie od ceny nie dorównują ekranom z MacBooków.

W październiku wiele powinno się zmienić – wtedy jest duża szansa na nowy komputer stacjonarny od Apple, a w Windowsie na poprawione skalowanie obrazu (aczkolwiek w kwestii zarządzania barwą raczej zostanie jak dotychczas).

Swojego komputera póki co nie będę zmieniał (siedzę na MBPr late 2013 w wersji 16 GB i 512 GB SSD). Chciałbym mocny komputer stacjonarny, niestety przesiadka na Windowsa bardzo by mnie ograniczała. Już nawet pomijając problemy tego systemu dot. pracy na kilku ekranach – po prostu część oprogramowania, którego używam, nie istnieje na Windowsa, a dla wielu aplikacji musiałbym kupić kolejną licencję, także finansowo nie ma to sensu.  Do tego codziennie po kilka godzin korzystam z  iPada Pro (do pisania, czytania magazynów, przeglądania internetu itd). Gdyby nie retusz zdjęć, to prędzej bym zrezygnował z komputera niż z iPada. Na Macu wszystko mi się z nim natywnie synchronizuje, a handoff sprawia, że natychmiastowo mogę kontynuować to co zacząłem, na innym urządzeniu. Bardzo ciężko byłoby z tego wszystkie zrezygnować, więc poczekam na to co Apple pokaże w październiku.

Natomiast gdybym miał kupować laptopa, to mimo wysokiej ceny, ponownie wybrałbym MacBooka Pro 15″. Obecny po ponad 3 latach wciąż ma się świetnie (aczkolwiek trafił raz do serwisu) i gdyby nie niedawny koniec gwarancji, to jeszcze bardzo długo nie myślałbym o wymianie. Po prostu obecnie ma ona sporo sensu, bo gdybym sprzedał swój komputer w Polsce, to odzyskałbym 2/3 kwoty jaką dałem za nowego 3,5 roku temu. Jednak to w bardzo dużej mierze zasługa kupna za granicą, po wyjątkowo korzystnym kursie – normalnie nawet Maki aż tak dobrze ceny nie trzymają.

Siedziałem nad tym artykułem strasznie długo – przed publikacją okazało się, że na WWDC prawdopodobnie zostaną odświeżone komputery Apple, w związku z czym nie było sensu publikować tego wpisu przed konferencją. Godziny analizowania konfiguracji i masa stron tekstu poszły do kosza, a mi pozostało przeanalizować i napisać to od nowa. Co więcej, w międzyczasie platforma AMD Ryzen stała się świetną alternatywą dla Intela – gdy zaczynałem pisać ten artykuł, to płyty główne mimo że teoretycznie były, to w praktyce przez długi czas nie dało się ich kupić w Polsce. W październiku poświęcę AMD znacznie więcej uwagi.

No to do zobaczenia w październiku.


Kiedy następny wpis?

Chcesz być na bieżąco z tym co się dzieje na moim blogu? Otrzymuj powiadomienia o nowych wpisach na maila:

Tags: , , , , , , , , , ,
autor
Od kilku lat robię zdjęcia beauty i fashion, a efekty pokazuję na tym blogu. Razem z opisami sesji publikuję schematy oświetlenia, zdjęcia zza kulis i wszystko to, co istotne podczas fotografowania. Mieszkam w Azji, ale czasami zdarza mi się wpaść do Polski.
Related Posts