Aktualizacja: 26.07.2018.

Od kilku lat odświeżam mój artykuł o komputerach do obróbki zdjęć. W tym czasie poza standardowymi aktualizacjami, napisałem go trzykrotnie całkowicie od zera, a teraz przyszła pora na kolejną bardzo dużą aktualizację. 

W komputerach do obróbki zdjęć liczą się inne parametry niż chociażby w konfiguracjach pod gry czy robienie filmów. Liczba rdzeni jest mniej istotna od taktowania, dopłacanie do lepszej karty graficznej ma sens głównie korzystając z monitorów UHD. Co prawda programy graficzne w końcu zaczynają bardziej wykorzystywać GPU, jednak wciąż są bardzo daleko za oprogramowaniem do video. Wyjścia DVI to wielka zaleta w stosunku do HDMI starszego niż 2.0, a DisplayPort to obecnie zdecydowanie najbardziej pożądany port, bo to z nim są kompatybilne wszystkie sensowne monitory. Coraz częściej będzie też używane USB-C jako port video. 

Niestety wybór komputera nie jest taki prosty jak dawniej – Apple nie ma już komputera stacjonarnego idealnego do tego typu zastosowań, a Windows wciąż nie pozbył się problemów związanych ze skalowaniem obrazu i kolorystyką na szeroko gamutowych monitorach. Jak zwykle, poświęcę temu tematowi jeden z rozdziałów. Dla zwykłego użytkownika te sprawy nie mają znaczenia – taka osoba nawet nie zauważy, że coś jest nie tak. Stąd też tyle komentarzy w sieci, na temat braku różnic w działaniu obu systemów. Problem pojawia się głównie wtedy, gdy użytkownik jest grafikiem, fotografem lub zajmuje się color gradingiem i używa do tego kilku ekranów.

Do artykułu wstawiłem porównywarki cenowe działające w programie afiliacyjnym Ceneo i Convertiser, więc można błyskawicznie sprawdzić aktualny koszt opisywanego sprzętu.

Spis treści

Wprowadzenie

Kilka lat temu komputery Apple stały się w branży fotograficznej jeszcze popularniejsze niż dawniej, m.in. ze względu na niesamowicie udane (jak na laptopa) ekrany montowane w Macbookach Pro z Retiną oraz wyjątkowo przystępnego cenowo Maca Mini. W 2011 roku zrobiono z niego bardzo fajny komputer, który w fabrycznej konfiguracji był fatalny, ale po samodzielnej rozbudowie, doskonale nadawał się do obróbki zdjęć. Miał wystarczającą moc do retuszu zdjęć z ówczesnych pełnych klatek i niesamowitą mobilność jak na komputer stacjonarny – był mniejszy i lżejszy od produkowanych wtedy laptopów. Zabieranie komputera stacjonarnego do studia, na sesje zdjęciowe, w końcu miało sens.

Apple nie ma już w ofercie takiego komputera. Obecny Mac mini (pochodzący z roku 2014, bo wtedy powstała aktualnie dostępna wersja), pod niektórymi względami jest gorszy niż edycja 2012. Zresztą po tylu latach ta konstrukcja zrobiła się strasznie przestarzała. W tej chwili kupowanie Maca Mini to nieporozumienie. Znacznie lepiej wygląda temat laptopów, ale rozpiszę się o tym w dalszej części artykułu. Teraz chcąc kupić sprzęt stacjonarny o porządnej konfiguracji, trzeba spojrzeć w kierunku PC z Windowsem, albo iść na duże kompromisy kupując komputer od Apple.

Dlaczego komputer, który kilka lat temu działał świetnie, dzisiaj już niekoniecznie da radę? U wielu osób z pewnością wciąż sprawdzi się doskonale. Tylko że kiedy wyszedł pierwszy fajny Mac Mini, to większość z nas obrabiała zdjęcia 12-16 Mpix, niektórzy 24 i większe. Co prawda dało się na tym retuszować pliki o wyższej rozdzielczości, ale wtedy było odczuwalne, że pracuje się na dużym pliku. Mając zdjęcia ze średniego formatu czy po prostu wielkie skany, scalanie warstw było konieczne co chwilę. Ogromne zmiany dotknęły też monitory do fotografii – przyzwoite szerokogamutowe ekrany można mieć znacznie taniej niż dawniej, więc zagościły u fotografów na dobre. Co za tym idzie obróbka w 16 bitach/kanał stała się znacznie częstsza, a to obciąża komputer o wiele bardziej niż retusz plików w 8 bitach/kanał. Poza tym nikt wówczas nie miał monitorów UHD/4K, które są bardziej wymagające (szczególnie z włączonym skalowaniem obrazu). Co gorsza karta graficzna, która była stosowana w Macach Mini sprzed roku 2014, już dawno nie jest wspierana przez oprogramowanie Adobe i działa teraz bez akceleracji.

W międzyczasie duży postęp zaszedł w dyskach twardych – SSD M.2/PCI-E są o wiele szybsze od tych na SATA3, a NVMe daje jeszcze większego kopa. Procesory i RAM również przyspieszyły. W PC bez problemu można dobrać konfigurację doskonałą sprzętowo. W grę wchodzą zarówno składaki, jak i firmowe komputery. W tych drugich czasami dostaje się też znacznie lepszą gwarancję – door 2 door na cały zestaw, z błyskawiczną naprawą, sprzętem zastępczym itd. Niestety u Apple i w składakach tak dobrze nie ma.

Jeśli znasz na wylot sposób działania zarządzania barwą w Windowsie, lub jesteś zdecydowany na Maca, to możesz od razu przejść do rozdziału „Na jakie parametry komputera zwracać uwagę?„. W przeciwnym wypadku koniecznie przeczytaj całość.

W świecie PC jest wiele świetnych technicznie konstrukcji, których na próżno szukać u Apple. Chociażby HP Z2 G3 Workstation, który przy rozmiarze zaledwie 2 razy większym (na wysokość) od Maca Mini, jest prawie pełnoprawną stacją roboczą, z  32 GB RAMu i stacjonarną wersją procesora, zamiast mniej wydajnej – mobilnej.

Do tego z Windowsem ma się nieskończony wybór komputerów o „normalnych” gabarytach, w dowolnym przedziale cenowym. Z laptopami jest o wiele gorzej, ze względu na jakość ekranów, które się w nich montuje i przez to, że te na prawdę solidnie plasują się w zupełnie innych kategoriach cenowych niż wskazywałyby na to same podzespoły.

Kiedy wymiana starego komputera może jeszcze zaczekać?
Dopóki komputer reaguje natychmiastowo na polecenia, nie denerwuje cię czas wykonywania operacji wsadowych i filtrów, uruchamiania wtyczek itd, to nie ma sensu wymieniać. Chyba że planujesz dokupić monitor o bardzo wysokiej rozdzielczości i używać skalowania, bo wówczas wydajność może spać. Jeśli nie zamierzasz zmieniać ekranu, wciąż obrabiasz zdjęcia do 12 Mpix i robisz to w 8 bitach/kanał, to nawet komputer sprzed ponad 5 lat, z dwurdzeniowym i5 ok 2,2 GHz i 8GB RAM, wciąż będzie sobie radził całkiem dobrze. Jednak na pewno warto mu zamontować SSD jeśli jeszcze go nie ma – responsywność wzrośnie niesamowicie. Nawet jeśli to będzie tanie SSD na SATA 3 lub nawet 2, to zostawi dysk twardy daleko w tyle pod względem szybkości uruchamiania aplikacji itd. Gorzej jeśli to nie retusz pojedynczych zdjęć, tylko robisz wsadową obróbkę – wtedy starsze komputery mocno odstają od obecnych.Podobnie jak w przypadku pracy na dużych plikach. Zresztą jeśli komputer chodzi powoli, to użytkownik świetnie będzie sobie zdawał z tego sprawę, więc trudno żebym się na ten temat rozpisywał.

Jak temat obróbki w głębi 8 i 16-bitowej/k nic ci nie mówi, to omawiam to na poniższym filmie (od 11:35 min. do końca):

Jeśli komputer jest stary i korzysta ze zintegrowanej karty graficznej, to zdecydowanie warto dokupić dodatkową kartę (jeśli to PC), żeby przywrócić działającą akcelerację graficzną w oprogramowaniu Adobe. Wystarczy używana karta za kilkadziesiąt złotych, najlepiej wydana po roku 2014, ponieważ niektóre starsze nie są już wspierane w Lightroomie i Photoshopie. Więcej o tym piszę w akapicie dot. kart graficznych.

MAC vs. PC | macOS vs. Windows.

Decydując się na komputer Windowsem, trzeba robić to bardzo świadomie, szczególnie praca na kilku monitorach może być utrudniona (zwłaszcza jeśli są to ekrany szerokogamutowe). Większość osób myśli, że po kalibracji wszystko będzie działać należycie, a tak nie jest. W systemie Microsoftu nie ma w pełni sprawnego systemu zarządzania barwą. Nie ma też natywnego skalowania obrazu we wszystkich programach – zależy ono od aplikacji. W dodatku jeśli ma się kilka ekranów i ustawione na nich różne skalowanie, to skalowanie przestaje działać należycie i elementy są renderowane inaczej nawet w aplikacjach, które powinny działać idealnie. W zasadzie można wtedy zapomnieć o obrazie porównywalnym do macOS.

Zarządzanie barwą (ogólnie)
Ekrany w laptopach często nie pokazują nawet w pełni przestrzeni sRGB, podobnie jak monitory biurowe. Czyli nie potrafią wyświetlić tak nasyconych barw, jakie mogą być na wydrukach (Adobe RGB) lub w kinie (DCI-P3). Wówczas system zarządzania barwą nie ma wielkiego znaczenia, bo skoro monitor sam „wycina” mocno nasycone kolory, to nie widać, że system tego nie robi, gdy powinien. Tym sposobem zwykły użytkownik w ogóle nie zauważy, że coś jest nie tak. I słusznie – nie ma sensu, żeby zawracał sobie tym głowę.

Tylko że monitory do grafiki i fotografii mają znacznie szerszy gamut od zwykłych ekranów – pokazują niemal całe Adobe RGB. Wtedy system operacyjny musi zadbać o to, żeby elementy interfejsu nie miały przesyconych kolorów (okna programów, ikony, paski narzędzi, czy nawet tapeta na pulpicie). Dobrze też żeby wszystkie nieoprofilowane grafiki i zdjęcia były wyświetlane jako sRGB. Natomiast grafiki i zdjęcia z przypisanymi profilami kolorystycznymi, muszą być wyświetlane zgodnie z nimi. Niestety w Windowsie jest niemal normą, że tak się nie dzieje (w przeglądarce internetowej zazwyczaj jest OK, ale nie w pozostałych elementach systemu). Na szczęście problem z oglądaniem zdjęć w niepoprawnej kolorystyce można łatwo obejść, używając do ich oglądania aplikacji zarządzających barwą (np. ACDSee), zamiast programów dostarczonych z systemem. W Photoshopie, Capture One i w Lightroomie kolory będą poprawne, a to najważniejsze. Jednak z jaskrawym interfejsem trzeba się pogodzić, lub ograniczyć gamut monitora.

Jeśli powyżej widzisz kwadraty zamiast prostokątów, to Twój monitor nie jest w stanie wyświetlić kolorów spoza sRGB, lub masz zepsute zarządzanie barwą w przeglądarce internetowej i wszystko jest wyświetlane w pełnej przestrzeni monitora, zamiast wg. profilu ICC zaszytego w pliku graficznym. W tym artykule rozwijam temat. 

Zarządzanie barwą na kilku monitorach
Większym ograniczeniem Windowsa jest to, że nie potrafi zmieniać na żywo profilu monitora, jaki jest brany pod uwagę przez program. Czyli przeciągając aplikację z otwartym zdjęciem na inny monitor, kolory nie będą wyświetlane zgodnie z profilem kolorystycznym ekranu na jakim się znajdują. Jeśli oba monitory masz podobne (tym bardziej gdy nie są szerokogamutowe), to możesz nie zwrócić uwagi, że coś się zepsuło i uznać, że po prostu oba monitory wyświetlają obraz nieco inaczej (co będzie prawdą, ale nie jedynym powodem takiej sytuacji). Dopiero po ponownym włączeniu programu jest szansa na prawidłową kolorystykę. Często wprowadza to w błąd użytkowników, bo standardem jest, że ktoś próbuje porównywać obraz obu monitorów, przenosząc zdjęcie z jednego ekranu na drugi, natychmiastowo obserwując zmiany w wyświetlanym obrazie. Właściwie to robił tak chyba każdy z nas.

Z tego wszystkiego wynika duża komplikacja, bo bo jeśli będę chciał mieć jeden program na dwóch monitorach na raz?

Photoshop uruchomiony na 2 monitorach jednocześnie

Przy takiej konfiguracji Windows wyświetli poprawną kolorystykę tylko na jednym ekranie. macOS jest pod tym względem zupełnie inny – tam można przeskakiwać pomiędzy ekranami i wyświetlać okna jednej aplikacji na kilku monitorach na raz, a kolorystyka po chwili będzie prawidłowa (po ok. sekundzie widać jak profil przeskakuje). Sytuacje gdy to się przydaje można mnożyć, np. wyświetlanie miniatur w Lightroomie i całego zdjęcia na osobnych ekranach. 

Załóżmy, że kolorystyka drugiego ekranu nie ma dla nas znaczenia, bo są tam tylko palety. Ze względu na w/w problemy w Windowsie, lepiej się upewnić czy Photoshop na pewno uznał jako ekran główny ten, na którym jest wyświetlane zdjęcie, a nie monitor z samymi paletami.

Powyżej widać, że PS jako ekran podstawowy widzi ten sam monitor, który został wskazany w systemie jako główny (podświetlony profil). Na Macu nie ma to dużego znaczenia, bo po przeniesieniu Photoshopa na drugi monitor i tak w moment kolorystyka wraca do prawidłowej, ale na Windowsie to nie nastąpi. Uśpienie całego systemu macOS też nie sprawia problemów – komputer wybudza się razem z monitorem i natychmiast jest gotowy do pracy, z odpowiednim profilem – bez restartu aplikacji.

Stworzyłem osobny artykuł, w którym można przetestować zarządzanie barwą zarówno każdej przeglądarki internetowej, jak i dodatkowego oprogramowania zainstalowanego w systemie – link. Opisałem tam też szerzej jak wygląda zarządzanie barwą w różnych systemach i przeglądarkach (także na telefonach i tabletach).

Skalowanie obrazu
Obsługa skalowania jest zupełnie inna na Windowsie niż na macOS Nie ma to żadnego znaczenia gdy masz monitor o standardowej rozdzielczości (chyba że masz bardzo słaby wzrok), ale jest niesamowicie ważne, jeśli korzystasz z ekranu UHD/4K itd.

Osobiście skalowania nie używam. Dzięki przekątnej 31,5″ interfejs w rozdzielczości 3840 x 2160 px, jest dość duży by był czytelny (prawie identyczny jak po ustawieniu 1920 x 1080 px na 15″), a jednocześnie mieści się na nim niesamowicie dużo, bo tyle, co na 4 monitorach 24″ 1920 x 1080 px

macOS -powyżej widać ekran jednego monitora UHD (bez skalowania).

Gdybym jednak skalowanie włączył (a na mniejszych ekranach to raczej konieczność, bo interfejs robi jest zbyt mały), to wówczas każda aplikacja dalej będzie wyglądała doskonale. Nie ważne czy programista przewidział używanie jej na ekranach UHD, czy nie.

macOS – jeden monitor UHD ze skalowaniem

W Windows to jak aplikacja będzie się prezentowała, zależy od developera. Dlatego część oprogramowania będzie wyglądać idealnie, a z innego ledwo się będzie dało korzystać. Do tego dochodzi problem, który już opisywałem wcześniej – Windows nie renderuje poprawnie okien gdy na wszystkich ekranach nie ma identycznego skalowania. Z tego powodu nie byłbym w stanie polecić nikomu kupna monitora o bardzo wysokiej rozdzielczości, jeśli korzysta z Windowsa i kilku ekranów. Chyba że będzie to ponad 30″, a użytkownik ma wystarczająco dobry wzrok. Wtedy skalowanie jest zbędne. Tylko ceny takich monitorów UHD/4K, nadających się do profesjonalnej obróbki zdjęć, są wciąż bardzo wysokie (od 14 000 zł),  a znacznie tańsze 24″ i 27″ mają o wiele mniejszą plamkę, więc skalowanie na nich będzie obowiązkowe u (prawie?) każdego. O monitorach do fotografii pisałem w tym artykule.

To te problemy Windowsa, które moim zdaniem są najistotniejsze z punktu widzenia osoby pracującej nad zdjęciami, ale nie każdego muszą dotyczyć – w kolejnym rozdziale rozwijam ten temat. 

Wydajność
To że Photoshop i inne aplikacje działają na Macach szybciej, jest od dawna nieprawdą. Niektóre funkcje PS będą działały trochę szybciej na Windowsie, inne na macOS, a większość identycznie na obu systemach. Są wyjątki, np. program Final Cut (do montażu filmów) potrafi działać o wiele wydajniej niż Adobe Premiere, ale to już porównanie dwóch różnych aplikacji, tyle że jednej z nich nie ma na Widnows, a druga jest na oba systemy. Poza tym Premiere na Macach wciąż jest bardzo popularny i raczej się to nie zmieni – wiele osób woli go od Final Cuta.

Oprogramowanie – czy na Maca jest ten sam soft, co na Windowsa?
I tak, i nie – wiele programów występuje w wersji na macOS, ale nie wszystkie. Wiele z nich ma swoje odpowiedniki o podobnej funkcjonalności. Jednak zdecydowanie uważam, że w tej chwili na to na Windowsie brakuje wielu równie dobrych aplikacji z Maca, a nie odwrotnie. Bardzo dużo moich programów nie ma na Windowsa, a ich odpowiedniki są gorsze. Wspomnę tylko kilka aplikacji, których używam cały czas: iA Writter, MindNode, TweetBot, ScreenFlow, Ecamm, Hindenburg Journalist, – to wszystko programy bardzo mocno odstające jakością, od ich odpowiedników na Windowsa. Nie zawsze chodzi o możliwości, czasem o prostotę obsługi jak w przypadku Hindenburga. Do tego wiele aplikacji natywnie instalowanych z systemem lub dodanych przez Apple za darmo do komputera, używam cały czas: FaceTime, Wiadomości, Notatki, Pages, a do tego oczywiście Spotlight i całe wyszukiwanie które się z tym łączy, inteligentne katalogi itd.

Wyjątkiem są bardzo specjalistyczne programy (np. inżynieryjne) – te czasem są wyłącznie na Windowsa, jednak w ostateczności można z ich powodu zainstalować system Microsoftu i uruchamiać go niezależnie, albo na maszynie wirtualnej, dzięki czemu podczas korzystania z macOS będą działały programy stworzone na Windowsa. 

W przypadku fotografii na Macach jest wszystko czego potrzeba – nie ma programu powszechnie używanego do grafiki i foto, który byłby na Windowsa ale nie na Maca. Odwrotnie owszem. Jeśli posiadasz Photoshopa/Lightrooma w wersji CC, to licencja nie jest przypisana do konkretnego systemu operacyjnego – możesz nawet w tym samym czasie zainstalować wersję na Windowsa i macOS (licencja CS to uniemożliwiała).

Kiedy Windows jest dobrym pomysłem?

Windows to nie zawsze problemy z zarządzaniem barwą, a dokładniej – niekoniecznie muszą one być widoczne i uciążliwe. Nie widzę przeciwwskazań w używaniu Windowsa, gdy jego użytkownik ma PC z tylko jednym monitorem. Miałby on standardową rodzielczość (nie UHD), ew. UHD/4K ale w rozmiarze najlepiej 31,5″, bo wtedy u wielu osób skalowanie będzie całkowicie zbędne. Gamut monitora musiałby być ograniczony do sRGB (natywnie lub za sprawą kalibracji sprzętowej).

Gdy wszystkie powyższe warunki są spełnione, to możliwość wystąpienia problemów z kolorami, nawet w aplikacjach natywnych, jest zminimalizowana najbardziej jak to tylko możliwe. Teoretycznie wszystko powinno być w porządku. W przypadku podpięcia monitora przez HDMI (zamiast DisplayPort lub DVI), należy dodatkowo sprawdzić w sterowniku karty graficznej, czy na pewno jest podawany sygnał w pełnym zakresie, a nie w ograniczonym i też będzie OK (pod warunkiem, że monitor ma rozdzielczość nie większą od 1920 x 1200 px).

Jednak to są ogromne ograniczenia, które u ludzi związanych z fotografią zawodowo, mogą okazać się dyskwalifikujące. Osoba z monitorem sRGB zapewne nie obrabia zdjęć pod druk, jedynie do Internetu – wówczas szeroki gamut w monitorze nie jest potrzebny (w przyszłości pewnie się to zmieni). Możliwe też, że robi odbitki, zamiast wydruków, wtedy sRGB zazwyczaj wystarczy. Jednak bądźmy szczerzy – kupowanie coraz lepszych obiektywów, jednocześnie przeogromnie ograniczając sobie finalne efekt finalny przestrzenią sRGB, ma niewielki sens poza Internetem.

Mając monitor szerokogamutowy można się poratować kalibrując ekran do dodatkowego targetu o przestrzeni sRGB i przełączać się na niego, gdy robi się cokolwiek innego od obróbki zdjęć. Wtedy nie będzie przejaskrawionej kolorystyki, tam gdzie jej być nie powinno. Po prostu wybiera się odpowiedni profil, ew. restartuje przeglądarkę internetową/program do obróbki zdjęć i gotowe.

Często też w menu monitora jest odpowiednia opcja, ale wtedy gorzej z odzwierciedleniem kolorów (brak kalibracji) i prawidłową gammą.

Jeśli komputer będzie przeznaczony wyłącznie do retuszu, a nie także do wszystkiego innego, to jest prościej. Nie ma wtedy znaczenia jak się zachowują pozostałe aplikacje. Wówczas można nie odczuwać żadnych problemów, mimo posiadania monitora szeroko-gamutowego, o rozdzielczości UHD lub większej. W Photoshopie i programach graficznych zarządzających barwą wszystko będzie w porządku. PS CC od pierwszej wersji skaluje się prawidłowo w systemie Microsoftu. Starsze (CS6 i wcześniejsze) niestety nie, ale można spróbować tego sposobu.

W przypadku dwóch monitorów jest gorzej – wtedy trzeba się pogodzić z tym, że nie będą równie użyteczne jak na macOS. Należy się też upewnić czy program na pewno korzysta z profilu monitora, na którym został wyświetlony (oczywiście dotyczy to też ekranów wbudowanych w laptopa, z podłączonym zewnętrznym monitorem). Zazwyczaj działa to jak należy, ale u niektórych miesza monitory i generalnie ciężko przewidzieć zachowanie systemu pod tym względem.

Jako ogromną zaletę standardowych PC z Windowsem, uważam możliwość bardzo dużego podkręcania sprzętu, tym bardziej, że obecnie overclocking jest bardzo mocno zautomatyzowany, a co więcej, całkiem nieźle daje radę nawet na chłodzeniu powietrznym.

Na jakie parametry komputera zwracać uwagę?

Pora przejść do meritum i skupić się na samym sprzęcie – niezależnie od tego czy systemem będzie Windows czy macOS, ta kwestia wygląda tak samo. Aczkolwiek dużo zależy od tego, do jakiego typu obróbki będzie służył komputer.

Moja dziedzina to retusz modelek, a dokładniej tzw. high end retouching, czyli zaawansowana i dokładna obróbka pojedynczych plików w Photoshopie. To praca na detalu, dużo metody dodge&burn, warstwy korekcyjne, do tego wtyczka Viveza, Silver Efex, czasami tworzenie obiektów inteligentnych. Zazwyczaj są to zdjęcia z dużych matryc (24 Mpix to obecnie najmniejsze pliki jakie do mnie trafiają, a te które ja robię są znacznie większe), a podczas pracy powstają dziesiątki warstw. Co ważne, taka obróbka odbywa się w 16 bitach na kanał, a to jest o wiele bardziej wymagające sprzętowo niż 8 bitów/kanał. Taki retusz bardzo mocno różni się od pracy nad zdjęciami ślubnymi, sportowymi itd, ale będę się odnosił też do innych dziedzin obróbki.

RAM

Absolutnie nie należy kupować komputera, który ma mniej niż 16 GB RAM!!! Pamięć operacyjna jest niesamowicie istotna. Gdy jej zabraknie, to wydajność spadnie tak bardzo, że może się całkowicie odechcieć pracy. Dla mnie 32 GB byłoby w sam raz i jednocześnie stanowiłoby zapas na przyszłość. 64 GB w takich zastosowaniach nie dałoby mi żadnej przewagi, ale oczywiście nadmiar nie zaszkodzi, a kiedyś na pewno się przyda. Natomiast 16 GB w miarę wystarcza, ale wówczas przy dużych plikach muszę regularnie scalać nieużywane już warstwy, żeby nie zajmowały pamięci. Aczkolwiek obecnie jest dużo lepiej niż kiedyś. Nawet gdy testowo doprowadziłem do poniższego stanu, to komputer wciąż pracował niewiarygodnie dobrze:

Dawniej pojawienie się tam nawet 12G/11,6G, oznaczałoby katastrofę dla wydajności, a bardzo łatwo było do tego doprowadzić poprawiając kadrowanie.

Procesor

Kolejna ważna sprawa to procesor, przy czym liczba rdzeni ma drugorzędne znaczenie – Photoshop wciąż sobie nie radzi z wykorzystywaniem ich wszystkich na raz. Adobe pod tym względem ulepsza poszczególne filtry, ale program jako całość od lat działa podobnie. Nie znaczy to, że nie warto mieć 4 lub 6 rdzeni, ale że nie warto brać stacji roboczej z 12 rdzeniami, jeśli alternatywą jest komputer z 4 rdzeniami o wyższym taktowaniu.

Mimo że rdzenie nie są bardzo istotne, to 2 uważam za bardzo mocno ograniczające. Szczególnie do wsadowej obróbki – wówczas więcej się przydaje. A nawet jeśli program natywnie wykorzystuje tylko 2 rdzienie, to można uruchomić równolegle np. dwa lub 3 zapisy plików i w ten sposób wykorzysta się cały procesor.

Więcej rdzeni to też ogromna zaleta, gdy poza retuszem robi się coś jeszcze. Nie mam na myśli wyłącznie obróbki filmów, grania itd. U mnie było to np. retuszowanie i jednoczesne udostępnianie obrazu przez Skype, potrafiące zabrać cały rdzeń dla siebie. Robienie screencastów, czyli nagrań tego co się dzieje na ekranie, także powoduje dodatkowe obciążenie, podobnie jak transmisje live, w których pokazuję retusz na żywo. Zapisywanie plików w tle to kolejna rzecz, która spowolni komputer, a to bardzo przydatna funkcja Photoshopa CS6 oraz CC i szkoda byłoby ją wyłączać.

Do samego taktowania szybszego o 100 czy 200 MHz nie ma sensu dopłacać. Tym warto się zająć dopiero kiedy pomimo odpowiedniej  pamięci i wystarczającego dysku, wciąż są wolne fundusze. Tylko trzeba pamiętać, że i3/i5/i7/i9 to jedynie nazwy marketingowe i kryją się pod nimi najróżniejsze procesory, szczególnie po zmianach z roku 2017. Dlatego i7 z Macbooka Air (mający na końcu oznaczenia literę „U”) będzie bardzo powolny w porównaniu do i7 w wersji „HQ” montowanej w Macbookach Pro i innych laptopach, w których wydajność jest priorytetem, a nie ultra mobilność. Zazwyczaj „U” oznacza wersję do komputerów, w których priorytetem jest mała ilość wydzielanego ciepła i długi czas pracy na baterii. Takich laptopów nie kupuje się, gdy podstawowym zadaniem jest obróbka zdjęć. Aczkolwiek istnieją też też znacznie wydajniejsza wersje „U”, przez co ciężko się w nich połapać, patrząc tylko na oznaczenie. Trzeba też sprawdzać inne parametry na stronie ark.intel.com – kiedyś TDP bardzo dużo mówiło o wydajności, ale od Kaby Lake już nawet ta wartość o niczym nie przesądza. Dlatego finalnie i tak trzeba spojrzeć w benchmarki, zamiast w samą specyfikację. 

Jedno się nie zmieniło – wersje „HQ oznaczają najwydajniejsze procesory mobilne. Co prawda największy potencjał ujawniają przy długim, mocnym obciążeniu, ale w przypadku wsadowej obróbki zdjęć właśnie taka praca ma miejsce. 

Później mamy jeszcze wydajniejszy model bez dodatkowej literki (a więc np. i7 6700), który jest przeznaczony do komputerów stacjonarnych, a następnie droższą wersję K (i7 6700K). Są jeszcze Extreme (X) oraz Xeony – te w najtańszej opcji są wydajnościowo właściwie tym samym co i7. Do tego jeszcze parę innych oznaczeń, których z czasem pewnie będzie tylko przybywało.

SSD | dysk twardy

Komputer musi być wyposażony w SSD, najlepiej SSD NVME. Zapomnijcie o HDD jako dysku systemowym lub na plik wymiany Photoshopa oraz na programy i zdjęcia, nad którymi aktualnie pracujecie. Prawdę mówiąc byłem w szoku gdy przejrzałem jakie PC się obecnie sprzedaje i jak wiele z nich wciąż nie ma SSD, jedynie zwykły dysk twardy. Hybrydowe dyski do obróbki zdjęć to też kiepski pomysł, SSD stanowi w nich tylko niewielką ich część, zbyt małą na pomieszczenie zarówno systemu operacyjnego z oprogramowaniem, jak i RAWów z ostatnich sesji.

Różnice pomiędzy poszczególnymi modelami SSD też są gigantyczne. Modele na SATA mają znacznie niższą szybkość od M.2, a NVME daje jeszcze dodatkowego kopa. W tego typu obróbce jak moja, przydaje się to głównie wtedy, gdy RAMu zabraknie. Więc teoretycznie gdybym miał komputer z wystarczającą pamięcią RAM, to nawet SSD na SATA3 byłoby jak najbardziej akceptowalne w ramach oszczędności. Co prawda chociażby po zgraniu RAWów znacznie dłużej czekałbym chociażby na przetworzenie ich przez program i wygenerowanie podglądów, ale sama praca w Photoshopie byłaby już odpowiednio szybka. Jednak krótko po uruchomieniu oprogramowania do obróbki filmów pożałowałbym oszczędności. Podobnie jak przy wsadowej obróbce wielu plików na raz, czy to w Lightroomie czy w Capture One (czyli np. obrabianie lookbooków, ślubów i generalnie zdjęć reportażowych). Tam się operuje na wielu zdjęciach jednocześnie, zapisuje na raz sporo fotografii, czy chociażby generuje miniatury do dopiero co zgranych RAWów, których często jest dziesiątki razy więcej niż u mnie po sesji z modelką.

Dla SSD bardzo duże znaczenie ma pojemność – duże dyski są znacznie bardziej żywotne, bo dane nie są wciąż zapisywane w tych samych sektorach. Mogą być też różnice w szybkości – najmniej pojemne dyski potrafią być znacznie wolniejsze, a gdy dysk jest zapełniony niemal w całości to też zwalnia. Dlatego kupowanie ok. 120 GB to bardzo słaby pomysł nie tylko ze względu na samą niewielką pojemność, ale właśnie przez wydajność i żywotność. Sam w 2011 roku miałem SSD 120 GB, w swoim pierwszym Macu. Ledwo się na nim mieściłem, a teraz w ogóle nie byłoby na to szans. 500 GB to dla mnie obecnie poziom poniżej którego ciężko byłoby zejść (plus kilka TB dodatkowych dysków). 1TB-2TB byłoby dla mnie idealne. Problem w tym, że to właśnie pojemność SSD ma bardzo duży wpływ na cenę, szczególnie w komputerach Apple. W każdym razie 250 GB to absolutne  minimum właściwie dla każdego, nawet jeśli o tym nie wie.

Karta graficzna

Karta graficzna nie ma wpływu na jakość wyświetlanego obrazu (kalibrację, odwzorowanie barw itd). Ważne jest żeby miała złącze DisplayPort, bo to najlepszy sposób na podłączenie monitorów i jedyny, który umożliwia korzystanie z ekranów o wysokiej rozdzielczości bez ograniczeń (i jeszcze USB-C, ale to wciąż nowość w monitorach). W przypadku laptopów złącze Thunderbolt też będzie okay, ponieważ ma w sobie DisplayPort (najwyżej będzie potrzebna przejściówka). Kupowanie karty z samym HDMI to pomyłka, szczególnie gdy mowa o laptopie, bo wtedy można zapomnieć o taniej rozbudowie. DVI Dual Link od biedy ujdzie, ale jest to mało przyszłościowe złącze, ze względu na brak obsługi UHD/4K. Natomiast HDMI 2.0 teoretycznie sobie z tym radzi, ale częśto montuje się starszą wersję tego złącza, która nie daje rady nawet z ekranami 27″, o UHD nie wspominając. A nawet jeśli komputer będzie mieć 2.0, to monitor niekoniecznie. Podpinanie wyświetlacza kilkoma kablami to tez nie rozwiązanie, bo wtedy odświeżanie jest ograniczone do 30Hz zamiast standardowych 60 (nikomu bym nie życzył pracy w ten sposób – już sam kursor skacze tak, że ma się wrażenie, że komputer jest potwornie powolny, nawet jeśli to demon szybkości). W dodatku system wykrywa wtedy 2 monitory połączone w jeden obraz. Czyli wracamy do tego, że musi być DisplayPort. O tym też więcej pisałem we wpisie o monitorach.

Ilość pamięci w karcie graficznej (VRAM) ma wpływ na płynność działania, gdy używa się ekranów o bardzo dużych rozdzielczościach (UHD – 4K i więcej). Przede wszystkim jest to ważne kiedy ma się pootwieranych bardzo dużo okien i pracuje się z włączonym skalowaniem obrazu. Jeśli komputer będzie służył tylko do wyświetlania Photoshopa, to dopłacanie do większej liczby VRAM nie przyniesie korzyści, ale z pewnością nie zaszkodzi a będzie bardziej przyszłościowe. Adobe obecnie zaleca karty graficzne z 2 GB VRAM. Niektóre modele nie są już wspierane i używanie ich ma bardzo duży wpływ nie tyle na szybkość, co na komfort pracy – np. nie można wtedy płynnie zoomować obrazu (jednak na szybkość też wpływa, np w filtrze Liquify/Formowanie/Skraplanie). Wszystkie modele wydane w roku 2014 lub później, powinny działać bez tych problemów. Karty które nie są już wspierane to: AMD/ATI z serii: 100, 200, 3000, and 4000 | GeForce z serii: 7000, 8000, 9000, 100, 200, 300 | Intel HD4000 i starsze (dlatego Maki Mini z 2012 roku działają tak topornie od czasu wydania Adobe Camera RAW w wersji 9.1).

Zintegrowana karta graficzna spokojnie wystarczy jeśli masz 1 lub 2 monitory o standardowej rozdzielczości. To jak wydajna jest karta graficzna ma niemal zerowe znaczenie podczas retuszu, ale ogromne przy pracy nad filmami i w aplikacjach do robienia grafiki 3D. Ma też coraz większe znaczenie podczas wywoływania zdjęć – Lightroom z każdą wersją coraz bardziej wykorzystuje GPU w module Develop. 

Gdybym wciąż pracował na monitorze typu Eizo CS2420 (1920 x 1200 px), to do samego Photoshopa w ogóle bym sobie kartą graficzną nie zawracał głowy i używał zintegrowanej. Gdy pracuję na laptopie (2880 x x1800 px) bez zewnętrznego monitora i przełączę kartę graficzną na zintegrowaną, to podczas pracy w retuszu w PS nie odczuwam żadnej różnicy w stosunku do dedykowanego GeForce – integra spisuje się doskonale, retusz idzie tak płynnie jak to tylko możliwe. Sytuacja zmienia się po podpięciu drugiego ekranu UHD, szczególnie z włączonym skalowaniem – wówczas warto mieć zapas mocy w karcie graficznej.

Karty dla profesjonalistów jak nVidia Quadro, w obróbce zdjęć nie dają przewagi, istotniejsze będzie 4 GB pamięci w zwykłej karcie, niż 2 GB, które będzie w Quadro o porównywalnej cenie. Quadro ma sens chcąc podłączyć wiele monitorów przez DisplayPort, ale wtedy pewnie są to ekrany UHD, więc przyda się karta z wyższej serii, a ona będzie droga. Gdyby doszły jeszcze jakieś nieco poważniejsze zastosowania video (długie godziny renderowania każdego dnia), wtedy bałbym najwyższy model GeForce na jaki budżet pozwoli, ale do samego retuszu karta ze średniej półki będzie OK. Nie uwzględniam tutaj kart AMD, bo Adobe sobie upodobało GeForce, ale prawda taka, że każdy Radeon obecnej generacji poradzi sobie świetnie w retuszu, więc nie trzeba się ograniczać do nVidii.

Oczywiście zostaje jeszcze odwieczna kwestia, uruchomienia 10 bitowego koloru, ale jest to tak bardzo bezcelowe w fotografii, że po prostu temat pominę. Jeśli kogoś bardzo interesuje, to tutaj o tym wspominam, a także omawiam na tym video.

Dodatkowe wyjścia/wejścia
Poza wyjściem DisplayPort wielu osobom przyda się  złącze Thunderbolt 3, szczególnie w laptopach – istnieją mobilne dyski, a nawet bardzo małe NASy, które można podpinać w ten sposób, zachowując maksymalną wydajność. W przyszłości można dołożyć zewnętrzną kartę graficzną jeśli zajdzie taka potrzeba. Niestety wbrew temu co mówi marketing, do pełnej prędkości PCI-E Thunderboltowi jest jeszcze bardzo daleko, ale będzie to miało znaczenie głównie przy całkowicie topowych kartach. Osobiście pewnie wykorzystam ten port chociażby do podpięcia karty, służącej do przechwytywania sygnału video. 

Na czym oszczędzać w pierwszej kolejności? 

Poniższą listę ułożyłem zaczynając od rzeczy najbardziej zbędnych, zakładając, że komputer służy konkretnie do obróbki zdjęć. Gdy ktoś chce też grać, to wiadomo, że wtedy karta graficzna będzie miała ogromne znaczenie, natomiast dysk twardy mniejsze.

Karta graficzna – jeśli nie masz i nie planujesz mieć monitora UHD, to w pierwszej kolejności zrezygnuj z dodatkowej karty graficznej. Do samego retuszu spokojnie wystarczy zintegrowana z procesorem, z wyjściem DVI dual link (single link sprawdzi się na max 1920x1200px @60Hz). HDMI to ostateczność i sprawdza się tylko przy max 24″. Czasami da się wyciągnąć rozdzielczości używane na większej przekątnej, ale trzeba kombinować. Natomiast mając monitor UHD, a tym bardziej używając na nim skalowania, do karty graficznej wręcz lepiej dopłacić, niż na niej oszczędzać. 

SSD SATA3, zamiast M.2 to też oszczędności, aczkolwiek mniejsze niż dawniej. Różnica w szybkości działania nie u wszystkich użytkowników będzie mocno widoczna w codziennej pracy. Jeśli obrabiasz zdjęcia wsadowo lub zajmujesz się też obróbką video, to na dysku nie oszczędzaj. Można też zrezygnować z pojemności, ale mniej od 256 GB to bardzo zły pomysł, zarówno ze względu na pojemność, jak i zmniejszoną żywotność oraz potencjalny spadek szybkości. 

Procesor można wziąć o nieco niższym taktowaniu, bo czasami za dodatkowe 200 MHz dopłaca się bardzo dużo. Tylko trzebauważać  w laptopach, by nie okazało się, że ten niżej taktowany procesor, to wersja U zamiast HQ, bo wtedy różnica w wydajności będzie o wiele większa, niż wynika z taktowania. Może mieć też znacznie niższe TDP lub mniej cache. W kom

Oszczędzając można kupić i5, zamiast i7. To wciąż bardzo dobre procesory, które większości osób spokojnie wystarczą. Właściwie obecnie i5 oraz i7 z tych samych serii różnią się zazwyczaj tylko taktowaniem i cache. Wersja 2 rdzeniowa będzie jeszcze tańsza od 4 lub 6 rdzeniowej, ale to już mocno zmniejsza uniwersalność sprzętu i ja na pewno nie szedłbym w tym kierunku. 

Inna opcja to pójście w procesory AMD Ryzen, które są równie wydajne w zastosowaniach profesjonalnych, a kosztują mniej. Gdybym składał PC od zera, to na pewno bym wziął taką opcję pod uwagę.

RAM to ostatnia rzecz na jakiej bym oszczędzał. Przy 8GB komputer będzie często zwalniał, szczególnie podczas pracy na dużych plikach. Uznajmy że kupowanie mniej niż 16 GB to pomyłka. Zresztą już 8 lat temu było fatalnym pomysłem, a co dopiero teraz. Masa ludzi ma zdecydowanie za mało pamięci, ale po prostu o tym nie wie, bo spadek szybkości komputera to dopiero ostatni skutek. Warto czasami zerknąć na statystyki RAMu w systemie. 

Zbyt mała ilość RAMu wpływa negatywnie na żywotność SSD bo gdzieś te dane muszą się podziać, a SSD ma ograniczoną liczbę zapisów. Na szczęście obecnie to już marginalny problem, bo zaszedł pod tym względem ogromny postęp.

Pomijam tutaj kwestie takie jak zasilacz w PC (koniecznie porządny) czy płyta główna (również żadnych budżetowych wynalazków), bo te komponenty dobiera się patrząc na całą konfigurację i ciężko je rozpatrywać, nie znając każdego komponentu komputera.

Co warto kupić (i czego nie warto) w świecie Windowsa

Postanowiłem wrzucić tutaj to, co wg. mnie jest wyjątkowo ciekawe, albo budzi zainteresowanie, chociaż kompletnie nie powinno. W nawiasach podaję cenę najtańszej wystarczająco wydajnej konfiguracji, a nie najtańszej w ogóle. 

HP Z2 G3  Mini Workstation (od 4250 zł)

Komputerów o rozmiarze trochę większym od HP Z2 Mini jest sporo, ale wszystkie są z założenia do gier albo innych celów, więc stawia się w nich na inne parametry – gamingowe karty graficzne, wolniejsze dyski, mniej wyjść DisplayPort lub ich zupełny brak itd. Cenowo też są mniej korzystne. Istnieją jeszcze mini-komputery na podzespołach mobilnych, ale to całkiem inna kategoria wydajnościowa (mimo podobnych, na pierwszy rzut oka, parametrów). Najwięcej jest oczywiście zestawów w ogromnych obudowach typu midi-tower. Natomiast HP Z2 Mini to unikat – nie dość, że jest wyjątkowo mały, to przy okazji skrojony na potrzeby grafików i fotografów. 


Ten model to dla mnie swego rodzaju fenomen i gdybym miał kupować dzisiaj PC, to są bardzo duże szanse, że padłoby właśnie na HP Z2 Mini, aczkolwiek nie byłoby to aż tak oczywiste jak w poprzednich latach. To dlatego, że Z2 Mini wciąż nie doczekały się procesorów najnowszej generacji.

Mimo bardzo małej obudowy (wielkości i wagi ok. dwóch Maców Mini), są tam montowane desktopowe procesory, a więc te o wyższej wydajności niż w najwydajniejszych laptopach i w niemal wszystkich małych PC. Z tego co mi wiadomo, nie ma problemów z przegrzewaniem, więc wydajność nie spada po chwili mocniejszego obciążenia. Dobra gwarancja z możliwością rozszerzenia nawet do 5 lat, to kolejna zaleta.

Z2 Mini da się kupić m.in. w całkiem fajnej konfiguracji: i7 E6700, 32 GB RAM, SSD M.2 512 GB lub 1TB, karta graficzna Quadro, karta sieciowa z wifi AC i Windows 10. Koszt nie będzie niski, bo ok. 8000 zł. Rok temu przy tych podzespołach nawet robiąc składaka cena wychodziła tylko niewiele niższa (szczególnie podnosi ją RAM, dysk SSD M.2, a sam procesor też tani nie jest). Jednak obecnie już tak nie jest – wyszły nowsze procesory dające spory przyrost wydajności, przez co Z2 Mini z i7 6 i 7 generacji przestał być tak atrakcyjny jak dawniej.

Największą wadą jest brak możliwości rozbudowy do 64 GB RAM, co w pełnowymiarowej płycie głównej byłoby możliwe. Jednak przy zdjęciach 32 GB zupełnie wystarcza, a i 16 GB dla zdecydowanej większości osób jest w zupełności OK. Nie da się też zmienić karty graficznej na pełnowymiarową, ale to może być problem dla filmowców, dla fotografów niekoniecznie. Ostatnią wadą może być brak możliwości solidnego podkręcenia, ale to tylko moje przypuszczenie.

Konfigurację która wystarczy większości osób do obróbki zdjęć, można mieć znacznie taniej. Będzie to cztero-rdzeniowe i5 3,2 GHz Skylake (Turbo Boost 3,6GHz), 16GB RAM, karta Quadro M620 i SSD M.2 256 GB. Z biegiem czasu można mu wymienić części na jeszcze lepsze.

Kliknij tutaj żeby zobaczyć aktualne ceny w porównywarce

Ta konfiguracja nie ma w zestawie systemu operacyjnego, więc dochodzi jeszcze koszt Windows 10.

Z tego co mi wiadomo, nie istnieje alternatywa dla tego komputera. Wydajniejsze komputery są zdecydowanie większe, natomiast mniejsze PC są o wiele wolniejsze, szczególnie pod dłuższym obciążeniem gdy chłodzenie przestaje wyrabiać. Znacznie wolniejszy jest też Mac Mini i to nawet w najbardziej rozbudowanej wersji. Mam nadzieję, że Mac Mini następnej generacji będzie właśnie takim komputerem jak HP Z2 Mini – wciąż dość małym by go móc bezproblemowo zabierać czy to do studia, czy przemieszczając się samolotem, ale jednocześnie bardzo wydajnym. 

Laptopy z Windowsem

Dopóki laptop będzie używany podczas obróbki wyłącznie z zewnętrznym monitorem, to sprawa jest w miarę prosta. Wystarczy dobrać konfigurację do swoich potrzeb – upewnić się, że procesor (najlepiej cztero-rdzeniowy), jest nastawiony na wydajność, a nie na ultra mobilność, a chłodzenie wyrabia. Do tego minimum 16 GB RAM, wyjście DisplayPort i SSD M.2, najlepiej NVME.

Ja się skupię na sprzęcie, który z założenia ma służyć także do retuszu na wbudowanym ekranie, ponieważ wtedy sprawa się niesamowicie komplikuje. Bardzo ciężko o laptopa z Windowsem, z ekranem porównywalnym do Applowskiej Retiny. Mimo to bez przerwy słyszy się, że „ten notebook ma świetny ekran IPS 4K, Adobe RGB 99%” i inne sformułowania niewiele mówiące o jakości, ale dobrze wyglądające w specyfikacjach technicznych. Niestety wiele osób się na to nabiera, bo marketing robi swoje. Wszystko co miałem do napisania o ekranach, umieściłem we wpisie dot. monitorów dla fotografów. Jest to ponad 30 stron maszynopisu i nie ma sensu żebym to kopiował tutaj – jeśli cię to interesuje , to przeczytaj wspomniany artykuł.

Tak więc kupując laptopa innego niż Macbook Pro z Retiną, zazwyczaj trzeba pogodzić się ze znacznie gorszym ekranem. Czy to znaczy że na Macbooku zdjęcia będą na nim wyglądały ładniej niż na innych laptopach? Oczywiście że nie. Możliwe że będzie wręcz przeciwnie. Będą bliższe ich rzeczywistemu wyglądowi, bo zadaniem ekranu fotograficznego jest pokazywanie faktycznego wyglądu zdjęć, a nie jak najładniejszego.

Jeśli wykonanie komputera ma być na podobnym poziomie jak Macbooka, to w grę wchodzą tylko topowe serie, często biznesowe, więc cenowo zbliżone do MBPr. Dlatego przez lata gdy ktoś potrzebował Windowsa, to najlepiej było go zainstalować na MacBooku Pro. Aczkolwiek od 2016 roku to stwierdzenie bardzo mocno zaczęło tracić na aktualności

Wróćmy do konstrukcji typowo Windowsowych. Z pewnością unikałbym laptopów gamingowych, stworzonych do grania. Co prawda mają świetne parametry, ale ekrany do gier i do grafiki to właściwie przeciwieństwa. Tam gdzie potrzebne są jak najszybsze czasy reakcji, całkowity brak smużenia, podwyższone odświeżanie itd, w technologii LCD nie ma co liczyć na niskie delty, równomierny obraz i dobrze odwzorowaną kolorystykę. To dlaczego monitory graficzne są tak dobre, to tylko w niewielkiej części zasługa wyświetlaczy – ogromne znaczenie ma elektronika, która jest w monitorze i przetwarza obraz zanim zostanie wyświetlony. To zajmuje czas i tworzy dodatkowe, duże opóźnienia. One w gamingowych konstrukcjach są uznawane za wadę numer 1. W dodatku najmniejsze opóźnienia mają matryce TN, które Marcin Kałuża nie bezpodstawnie tłumaczy jako „Twoje Nieszczęście”. Takich matryc w zastosowaniach graficznych się nie używa w ogóle, w grach – niemal zawsze.

Poza tym często notebooki gamingowe mają HDMI zamiast DisplayPort, i mocne karty graficzne, ale niezbyt szybkie dyski. Dlatego jak ktoś się upiera przy Windowsowym laptopie, to jednak szuka wśród modeli robionych dla biznesowych zastosowań, a nie do gier. 

Dell XPS i Precision w wersji z 15″ matrycą UHD


Z wszystkich laptopów poza MBPr, Dell XPS 15″ od zawsze miał najwięcej sensu do obróbki zdjęć. XPS ma nieco gorszy ekran od macowej Retiny – w wersji FHD jest bardzo kiepski, ale UHD wypada całkiem dobrze (bo nie tylko rozdzielczością się różni, ale cały jest na zupełnie innym poziomie). W każdym razie ekran UHD w Dellu XPS jest znacznie lepszy jak te montowane w porównywalnej wydajnościowo konkurencji. Ważne jest to, że Dell wychodzi taniej niż 15″ MacBook Pro z Touchbarem (i również ma możliwość wzięcia wersji z 32 GB RAM). W roku 2018 wprowadzono procesory najnowszej generacji, a więc 6-rdzeniowe i7 oraz i9, a dysk SSD NVMe może mieć maksymalnie 2TB. Doszedł też port Thunderbolt wykorzystujący pełną prędkość oraz USB 3.1 drugiej generacji. 

Do video i tworzenia grafiki 3D Precision byłby lepszy, ale w obróbce zdjęć jego zalety są mało istotne (m.in. karta Quadro zamiast GeForce i konfiguracje z Xeonami). Gdybym ja miał sobie kupować laptopa z Windowsem, to są ogromne szanse, że byłby to właśnie Dell XPS 15″.

XPS 15″ i7 2,2 GHz -4GHz z Turbo Boost (16 GB RAM, SSD 512 GB, GeForce GTX 1050Ti):
Kliknij tutaj żeby zobaczyć aktualne ceny w porównywarce

Są też XPS 13„, ale podobnie jak w Apple, mniejszy rozmiar to komponenty bardziej nastawione na mobilność, niż na wydajność. Dlatego w 13” nie ma równie szybkich procesorów, RAMu może być maksymalnie 16 GB, a karta graficzna jest zintegrowana.

Microfost Sufrace Book 2

Surface zawsze miały bardzo dobre ekrany, ale wydajność nieadekwatną do ceny – były nastawione wyłącznie na mobilność, a nie szybkość. W związku z tym zawsze je odradzałem. Surface Book 2 to ogromny krok na przód pod – jest znacznie szybszy od poprzedników, jednak za odpowiednio wysoką cenę. Jeśli szukasz komputera do obróbki zdjęć, który jednocześnie będzie mógł służyć jako laptop, to Surface Book 2 warto rozważyć. Aczkolwiek do tej pory obsługa piórka w tym modelu (i wszystkich wcześniejszych), strasznie kulała – nijak się to miało do używania piórka na iPadzie Pro czy nawet na Wacomie Cintiq. Niestety nie mam jak sprawdzić, czy w końcu jest OK. Szkoda też, że nie ma wyjść thunderbolt, a nawet USB-C nie jest najnowszej generacji. Jako laptop do retuszu Dell XPS wciąż wydaje się lepszy, a odpowiedników najmocniejszych konfiguracji Surface w ogóle nie ma. Mimo wszystko Surface Book 2 to ciekawa opcja, ze względu na odpinany ekran który można używać jako tablet z całkiem fajnym ekranem. Standardowo wersja 15″ jest lepsza od 13″.

Surface Book 2 i7 1,9 GHz – 4,2 GHz z Turbo Boost (16 GB RAM, SSD 512 GB, geForce GTX 1060 6GB)
Kliknij tutaj żeby zobaczyć aktualne ceny w porównywarce

Lenovo ThinkPad P50

Gdy zobaczyłem Lenovo P50 mające absolutnie rewelacyjną konfigurację (i7 HQ lub mobilny Xeon, 64GB Ram, Quadro z 4GB, SSD M.2, DisplayPort-y, TB itd), to spodziewałem się komputera który zmiecie Macbooka Pro, i będzie alternatywą dla najbardziej rozbudowanego Della XPS, tym bardziej, że to Lenovo było droższe od sprzętu Apple, nawet porównując niemal te same konfiguracje. Tymczasem ekran (co prawda IPS), nie nadawał się do niczego. Wyświetlacze większości telefonów to przy nim absolutnie doskonałe urządzenia, a zobaczenie wyników kalibracji cisnęło na usta jedynie „WTF!?”.  Unikać jak ognia.

Apple Mac – co warto kupić, a czego nie?

MacBook Pro z Touchbarem (rok 2018)

Macbook Pro z touchbarem to świetna konstrukcja, znacznie częściej aktualizowana od stacjonarnego Maca Mini i Pro. Touchbar jest bardzo ważny, bo wersja bez niego to zupełnie inny komputer – znacznie wolniejszy.

Niestety cena jest wysoka. Po wprowadzeniu wersji z roku 2016, koszt poprzedniego modelu nie zmalał, zamiast tego podniesiono cenę nowego i w kolejnych odsłonach tak już pozostało. Aczkolwiek myślę że warto tutaj rozwiać mit, mówiący o tym, że Macbooki Pro z Retiną od zawsze były drogie w stosunku do konkurencji. Ich konkurencją nie są po taniości składane laptopy z dyskami SSD na SATA3 i ultramobilnymi procesorami, tylko solidne modele biznesowe, oparte o bardzo szybkie dyski, procesory w bardzo wydajnej wersji HQ, z najlepszym ekranem jaki istnieje w laptopach i z niesamowicie wytrzymałą obudową. Np. w przypadku Lenovo nie ma sensu porównywać z MBPr niczego poniżej ThinkPada P50, którego ekran i tak się do niczego nie nada, a o jego cenie już wspominałem… Delle XPS miały ceny bardzo podobne do Macbooków i  dopiero modele z Touchbarem stały się wyraźnie droższe. Aczkolwiek zgadzam się z tym, że od czasu zmiany cen w 2016 roku, laptopy Apple są drogie, niestety chcąc mieć macOS nie ma się wyboru, dlatego dla wielu osób to właśnie MacBook Pro będzie oczywistym wyborem. Na szczęście w roku 2018 jeden z tańszych modeli Macbooka Pro, który wcześniej odradzałem, zyskał tak dużą wydajność, że bez obaw można go kupić, otrzymując tym samym taką wydajność, za jaką rok wcześniej trzeba było zapłacić znacznie więcej. Także próg wejścia w Macbooki do zastosowań graficznych bardzo mocno zmalał.

Modele z roku 2018 poza mocno zwiększoną wydajnością mają też poprawione klawiatury, które powinny zyskać większą żywotność i dodano w nich układ T2, odpowiedzialny za bezpieczeństwo. Dzięki niemu m.in. nie da się zdalnie przejąć kontroli nad kamerą, a dane są szyfrowane bez jakiekolwiek obciążania głównego procesora.

Macbooki Pro są niesamowicie popularne wśród fotografów, m.in. ze względu na znakomity wyświetlacz jak na laptopa. Ekran w nim jest zaskakująco liniowy i równomierny, o przestrzeni barwnej niemal idealnie pokrywającej sRGB i wychodzącej poza nią (Display P3). Z powodu niewielkich odchyłów fabrycznych, daje się bardzo dobrze skalibrować programowo (np. za pomocą i1 Display Pro). W laptopach z Windowsem Surface mogłyby z nim konkurować, XPS trochę też ale już nie jak równy z równym. Jednak z Macbookiem dostajemy także znakomite zarządzanie barwą, czego w Windowsie się nie uświadczy jeszcze przez bardzo długie lata.

MBPr Kalibracja

Mój pierwszy Macbook Pro Retina 15″ late 2013 po kalibracji

Sam korzystałem z ekranu w MBPr przez długi czas i mimo, że używam topowych monitorów graficznych, to twierdzę, że w obróbce typowo internetowej ekran MBPr sprawdzał się zaskakująco dobrze, szczególnie jak na laptopa. Co więcej, moim zdaniem, wyświetlacz MBPr jest znacznie lepszy od stacjonarnych monitorów Della, Samsunga itp, a nawet od biurowych Eizo (EV), a pod niektórymi względami nawet od biurowych Neców (EA244 i niższych modeli). Jednak wynika to w dużej mierze z bardzo małego ekranu (maksymalnie 15″), który po prostu znacznie łatwiej jest równomiernie podświetlić niż 24″, nie ma absolutnie żadnych problemów z wyciekającą czernią, srebrzeniem itd. Oczywiście poszczególne egzemplarze mogą się od siebie różnić – druga matryca na jaką trafiłem była o wiele gorsza od pierwszej. Od tamtego czasu Apple dopracowało ekrany jeszcze bardziej, ale najmocniej to widać po powłokach antyrefleksyjnych i poszerzonym gamucie Display P3, który odpowiada temu stosowanemu w filmach kinowych (jednak gamma jest standardowa dla komputerów, czyli 2,2).

Dla wielu osób to nie nowe procesory są najważniejszą zmianą, ale opcja wzięcia 32GB RAM w modelu 15″, zamiast dotychczasowych 16 GB. To ogromna zaleta w zastosowaniach profesjonalnych.

15″ i7 2,2 GHz do 4,1 GHz z Turbo Boost (256 GB, 16 GB RAM, Radeon Pro 555X 4 GB):
Kliknij tutaj żeby zobaczyć aktualne ceny w porównywarce

Jeśli komuś wystarczy taka pojemność pamięci masowej i RAMu, to już ta konfiguracja jest na prawdę dobra do obróbki. Jeśli dysk jest za mały, to nie ma najmniejszego sensu dopłacać do większego, tylko należy wziąć model wyższy, bo dopłata jest niemal identyczna, a poza dyskiem dostanie się też lepsze pozostałe podzespoły.

15″ i7 2,6 GHz do 4,3 GHz z Turbo Boost (512 GB, 16 GB RAM, Radeon Pro 560X 4 GB):
Kliknij tutaj żeby zobaczyć aktualne ceny w porównywarce

Większy dysk, szybsza karta graficzna i wydajniejszy procesor – głównie na bazowej prędkości, ale w turbo booście też. Sam bym wybrał ten model już ze względu na sam dysk. Niestety musiałbym go rozbudować do 32 GB RAMu – tutaj możesz sprawdzić końcową cenę

Nie wiem czy bym dokładał dojeszcze szybszego procesora i9. Pewnie nie, bo wydajność standardowego przez długi czas na pewno mi wystarczy. Na szczęście Apple rozwiązało problem fatalnej wydajności i9, która była chwilę po premierze, ale np. w GeekBenchu wciąż jest gorzej niż być powinno. 

13″ z Touchbarem

13″ Macbook Pro jest mniej wydajny niż większa wersja, na szczęście w roku 2018 ich wydajność wystrzeliła w kosmos i teraz jest to na prawdę dobry komputer, wydajnościowo podobny do ubiegłorocznych 15″. Co za tym idzie najniższa cena modelu na prawdę dającego radę w retuszu, to wg. strony Apple już nie prawie 12 000 zł jakie do tej pory trzeba było dać za 15″, a 9959 zł, bo tyle kosztuje 13″ po dołożeniu RAMu. Także pierwszy raz w historii mogę z czystym sumieniem polecić fotografom 13″, o ile oczywiście ten rozmiar ekranu nie będzie za mały. A niestety różnica w komforcie pracy jest bardzo duża, bo na 15″ można sobie komfortowo używać rozdzielczości 1920 x 1200 px, natomiast na 13″ raczej nie, więc straci się mnóstwo przestrzeni roboczej. Ten problem oczywiście przestaje istnieć w domu, gdzie laptopa podpina się do zewnętrznego monitora.

Nowe trzynastki mają 4-rdzeniowe procesory i5 oraz i7 najnowszej generacji. RAM trzeba obowiązkowo rozszerzyć za dopłatą do 16 GB. Karta graficzna jest tylko zintegrowana, nie ma lepszej nawet w opcji CTO, ale można dokupić zewnętrzną kartę z 8GB pamięci, podpinaną przez Thunderbolt. Myślę że do retuszu nikomu to potrzebne nie będzie, ale filmowcy na pewno docenią. W końcu też wszystkie porty Thunderbolt lecą z pełną prędkością.

13″ z Touchbarem i5 2,3 GHz (3,8 GHz Turbo Boost), 16 GB RAM, SSD 256 GB:
Kliknij tutaj żeby zobaczyć aktualne ceny w porównywarce.

Macbook Pro 13″ bez Touchbara

Wciąż jest w sprzedaży MBPr z normalnymi klawiszami funkcyjnymi zamiast touchbara (potocznie nazywany „Macbook ESC edition” lub „Macbook Air Pro”). Niestety nie jest to „prawdziwy” MacBook Pro. Jego wydajność jest na zupełnie innym poziomie niż modelu z Touchbarem. Procesor jest o kilka klas gorszy, karta graficzna również ma niższą wydajność. Nie chodzi tylko o różnice wynikające z najnowszej generacji sprzętu. Po prostu podzespoły użyte w tym modelu od samego początku były nastawione na bardzo długi czas pracy na baterii, a nie na wydajność. Obecnie nie byłbym w stanie nikomu polecić tego komputera do zastosowań graficznych, nawet jeśli mowa o najbardziej dopakowanej opcji. Dużo lepszym wyborem jest dopłata do wersji z Touchbarem.

Kliknij tutaj żeby zobaczyć aktualne ceny w porównywarce

Macbook 12″

Uważam że jest to absolutnie rewelacyjny komputer, niestety nie do zastosowań, których dotyczy jest ten artykuł. Nawet w najbardziej dopakowanej wersji CTO ma za małą wydajność, żeby warto było go rozważać jako sprzęt do retuszu. Są tam montowane procesory, których głównym zadaniem jest nieugotowanie komputera bez wentylatorów i bardzo długa praca na baterii. Z i7 montowanym w MacBookach Pro ma wspólną tylko nazwę. 

MacBook Air

To że komputer z tak słabą matrycą jest wciąż produkowany, to totalne nieporozumienie. Nie kupować! Nawet jeśli ma być podpinany do zewnętrznego monitora – już samo maksymalne 8 GB RAMu dyskwalifikuje tego laptopa. Zresztą nawet jeśli chcesz maszynę do pisania, to nie bierz MacBooka Air, bo jego wyświetlacz to naprawdę kpina. Nie dość że ma niską rozdzielczość, to jest na matrycy TN. Natomiast gdyby można było mieć w nim 16 GB RAMu, to można by go uznać jako alternatywę do Maca Mini.

Mac Mini

Niestety tak jak wspomniałem na początku, Apple nie ma już fajnego Maca Mini, który dobrze sprawdzał by się podczas obróbki zdjęć. Obecny Mini powinien być znacznie tańszy biorąc pod uwagę wydajność jaką oferuje. O ile w 2011 i 2012 roku jego kupno miało ogromny sens, a od 2014 już mocno wątpliwy, to obecnie zakup ten warto przemyśleć kilka… naście razy.

Są plotki o tym, że kolejny Mac Mini (który może wyjdzie po październiku 2018, a może znacznie później) będzie większy od obecnego. Jeśli tak się stanie, to doskonale, bo jedynym powodem takiego stanu rzeczy może być drastyczne zwiększenie wydajności przez umieszczenie znacznie lepszych procesorów i dodanie dedykowanej karty graficznej. Niestety nie ma żadnych potwierdzonych informacji na ten temat.

Jeśli mimo wszystko zdecydujesz się na obecnego Maca Mini do obróbki zdjęć, to musisz wiedzieć kilka rzeczy: Od roku 2014 RAM jest wlutowany na płytę główną. Nici z samodzielnej wymiany – obowiązkowo należy od razu zamówić opcję rozszerzoną do 16 GB, więcej się nie da. Zabrakło też gniazda do podłączenia drugiego dysku twardego, więc HDD mogą być tylko zewnętrzne. Ten który jest montowany standardowo można wymienić (właściwie trzeba), ale by tego dokonać nie wystarczy już wymontować anteny wifi i wentylatora jak w roczniku 2011 i 2012, tylko trzeba wyciągnąć płytę główną (wcześniej też wiele osób to robiło, ale niepotrzebnie – sam wielokrotnie zmieniałem tam dysk bez rozkręcania całości). Aby to wszystko zrobić w Mini 2014, potrzeba też bardziej specjalistycznego wkrętaka (Torx T6 Security).

Mini z 2014 ma lepszą kartę Wi-Fi (niż w 2012r), obsługującą AC, oraz lepszą karta graficzną – Intel Iris.

Do wyboru są 3 wersje Maca Mini. Najtańsza jest bardzo słaba, zupełnie odpada. Warto skupić się na środkowej, z procesorem 2,6GHz. Najdroższa wersja zdecydowanie nie podnosi wydajności adekwatnie do dopłaty – w obu przypadkach procesor będzie w wersji U, zbliżonej do tych z kilkuletnich Macbooków Pro 13″, aczkolwiek z niższym taktowaniem. Brak desktopowych procesorów, czy nawet HQ, to niestety duża wada Maców Mini.

A teraz podliczmy koszty za znośny model 2014 wg. cennika ze strony Apple: Mac mini i5 2,6 GHz (3299 zł) + rozbudowa pamięci do 16 GB (960 zł) + SSD 256 GB (960 zł) = 5219 zł. Do tego klawiatura Apple Wireless keyboard i Apple Magic Trackpad (pierwszej generacji, za drugą trzeba dać jeszcze więcej, chociaż w przypadku trackpada moim zdaniem warto) i robi nam się ponad 5700 zł. Także finansowo wypada to fatalnie w stosunku do wydajności. Można jedynie zaoszczędzić na SSD i wymienić go samodzielnie. Aby mieć laptopa Macbooka Pro z Retiną (13″), ale bez touchbara, z 16 GB RAM i 256 GB SSD trzeba wydać nieco ponad 2000 zł więcej, przy czym wyprzedza on wydajnościowo Maca Mini (nowsza generacja procesorów, wyższe taktowanie pamięci/szyny danych, szybszy dysk). No i z MacBookiem ma się ekran, nowszy Thunderbolt i baterię robiącą za zasilacz awaryjny. W zasadzie to nawet MacBook Air byłby teraz lepszy od Mini, gdyby można go odpowiednio rozbudować, niestety się nie da.

Wadą wszystkich Maców Mini jest brak możliwości podpięcia więcej niż dwóch monitorów (chyba że przez kartę graficzną USB, ale nauczony własnym doświadczeniem, nie polecam takiego rozwiązania, a te na Thunderbolt są bardzo drogie). Dla niektórych minusem będzie też stara i zintegrowana karta graficzna.

Konfiguracja która wg. mnie, jako fabryczna, jest najlepszym wyborem (chociaż i tak bardzo słabym), to zdecydowanie Mac Mini MGEN2MP/A/R1/D2. Nie ma sensu inwestować więcej w Maca Mini, tym bardziej że wzrost wydajności jest zupełnie nieadekwatny do wzrostu ceny.

Natomiast jeśli samodzielna wymiana dysku nie jest problemem, to wtedy MGEN2MP/A/R1 plus samodzielny montaż np. 500 GB SSD na SATA3 (wymaga także kupna specjalnej taśmy dedykowanej do Maców Mini).

iMac 4K/5K

Ten komputer do zastosowań fotograficznych może być nawet szybszy od obecnego Maca Pro. iMaki mają bardzo dobry sprzęt, który regularnie jest aktualizowany. Bardzo ważne jest, że pamięć RAM można mocno rozbudować – nawet do 64 GB. Jednak w iMacu monitor i komputer są połączone w jedną całość, co w naszym przypadku jest ogromnym minusem (a dla „normalnego” użytkownika często wielką zaletą). To dlatego, że niestety nie jest to ekran klasy fotograficznej. Ma wysoką rozdzielczość, jednak na tym jego zalety się kończą. Zapomnijcie w ekranie iMaca o kalibracji sprzętowej, równomiernym podświetleniu, niskich deltach i takich samych parametrach obrazu w każdym punkcie ekranu. Zapomnijcie też o wyświetlaczu przypominającym wydruk (iMac bardziej przypomina lustro), czy nawet o pracy w pionie. Nie zobaczycie na nim też przestrzeni AdobeRGB. Nie ma do niego dedykowanego kaptura, a nawet chińskie, uniwersalne, nie pasują ze względu na kształt obudowy.

Jest to zwykły ekran biurowy, tyle że o bardzo wysokiej rozdzielczości. W związku z tym chcąc myśleć o fotografii na poważnie i tak trzeba mieć osobny monitor, a tego z iMaca ew. używać jako pomocniczego. Tylko biorąc pod uwagę wspomniane lustro, ciężko mi sobie wyobrazić, żebym był się w stanie do niego przyzwyczaić, mając zaraz obok o niebo lepszy monitor, którego powierzchnia jest satynowa, a nie błyszcząca.

Gdyby ktoś się jednak zdecydował na iMaca, mimo mojego odradzania, to warto wiedzieć że…

iMac 27″ 5K

Są 3 wersje, różniące się głównie kartą graficzną. Ponadto najtańszego iMaca 5k nie można rozbudować za dopłatą o szybszy procesor. Dlatego lepiej wziąć model środkowy lub najdroższy i radziłbym dopłacić do procesora i7 4,2 GHz (4,5 GHz Turbo Boost). Niezależnie od wersji warto wziąć SSD zamiast Fusion Drive, jednak przy większych od 256GB trzeba sporo dopłacić. RAM zdecydowani bardziej opłaca się dołożyć samemu, zamiast płacić za niego Apple. Wymiana jest bardzo prosta – otwiera się specjalną zaślepkę i gotowe.

iMac 21,5″ 4K
Nie kupować. Trzeba dopłacić do 16 GB RAM, SSD i szybszego procesora. Wyjdzie niecałe 11 000 zł, co ciężko to nazwać dobrym wyborem. Zresztą kto w 2017 roku chciałby kupować tak mały ekran? Nie będę się rozpisywał na temat tego modelu, bo ciężko go polecić.

iMac 21,5″ (bez Retiny)

Nie kupować. Komputer mający wszystkie wady ekranu jak w iMaku 4k/5k, ale posiadający rozdzielczość 1920 x 1080 px. Karta graficzna jest jedynie zintegrowana, a procesor to 2-rdzeniowy i5 2,3 GHz. W podobnej cenie można mieć chociażby Maca Mini i 10 razy lepszy monitor niż ten z iMaca (np. NEC EA245Wmi lub Eizo CS230), ale kosztem mniejszej wydajności procesora – ten w Macu mini jest wolniejszy. Wersji 27″ bez Retiny już nie ma w ogóle.

iMac Pro

iMac pro do obróbki zdjęćiMac Pro to znakomity komputer np. dla developerów, ale w retuszu nie sprawdzi się z tych samych powodów co zwykły iMac 5K – obok niego trzeba by postawić drugi ekran, tym razem znacznie lepszy, który poza wysoką rozdzielczością, będzie miał też świetne pozostałe parametry. Natomiast zysku z serwerowych procesorów, ich ogromnej liczby rdzeni oraz z rejestrowanych pamięci ECC (max 128 GB!), w fotografii się w ogóle nie odczuje. Co innego w video – tam iMac Pro pokazuje pełnię swoich możliwości. Obecnie najtańszy iMac Pro kosztuje 23 999 zł, a wersja dopakowana 63 559 zł.

Mac Pro

W skrócie: nie kupować! Ten komputer od dnia premiery, przez ponad 3 lata nie był aktualizowany, mimo to jego cena nie zmalała. Brzmi jak żart, ale taka jest prawda. Dopiero w kwietniu 2017 doczekał się bardzo niewielkich zmian – wciąż nie posiada portów Thunderbolt 3 ani USB C, tylko starsze, a jego rozbudowa jest mocno ograniczona. Przez zastosowane chłodzenie, karty graficzne palą się regularnie gdy nie są obciążane równomiernie, bo chłodzenie wtedy nie jest w stanie odprowadzić ciepła.

Dopiero w roku 2019 pojawi się zupełnie nowy Mac Pro, ale póki co bardzo niewiele o nim wiadomo. Będzie miał modułową budowę, jednak nie wiadomo co dokładnie Apple przez to rozumie.

Poza tym Mac Pro jest stacją roboczą, więc płaci się za rzeczy, które przy samym retuszu nie będą wykorzystywane (serwerowe pamięci i procesory nie dadzą żadnego zysku podczas obróbki zdęć). To sprzęt, którego przewagę widać w obróbce filmów, a nie zdjęć. Mam cichą nadzieję że nowy Mac Pro wyjdzie też w wersji z desktopowym procesorem, w znacznie niższej cenie, ale wątpię żeby tak się stało. Większe szanse są na Maca Mini w odpowiedniej konfiguracji, chociaż też minimalne.

Hackintosh

Czyli PC z zainstalowanym systemem macOS. To temat tak obszerny, że można by o nim napisać zupełnie osobny artykuł, a nawet książkę i na pewno nie mam ku temu kwalifikacji. Minęło już sporo czasu od kiedy sam miałem Hacka. Żeby można było zainstalować makowy system na PC, trzeba spełnić szereg wymagań dot. konfiguracji. W poniższym filmie poruszam kilka kwestii z tym związanych:

Natomiast tutaj rozmawiam na Wojtkiem Pietrusiewiczem z iMagazine na różne tematy, m.in. właśnie o hackintoshach. To nagranie jest z lipca 2018r.

Podsumowanie

Nie da się teraz kupić stacjonarnego komputera Apple, który można by nazwać dobrym wyborem dla fotografa lub retuszera. Dla normalnego użytkownika iMac 5K jest świetny, ale w fotografii jego ekran jest wadą, a nie zaletą – nijak się ma do monitorów profesjonalnych. W przypadku laptopów jest znacznie lepiej, szczególnie od tego roku, bo 13″ Macbooki Pro przyspieszyły jak nigdy wcześniej i są znakomite.natomiast w komputerach z Windowsem to te stacjonarne są doskonałe sprzętowo i na każdą kieszeń da się coś znaleźć, ale wśród laptopów wybór jest minimalny.

Swojego komputera póki co nie będę zmieniał (siedzę na stareńkim MBPr late 2013 w wersji z dedykowaną grafiką, 16 GB RAMu i 512 GB SSD). Chciałbym mocny komputer stacjonarny, niestety przesiadka na Windowsa bardzo by mnie ograniczała. Już nawet pomijając problemy tego systemu dot. pracy na kilku ekranach – po prostu duża część oprogramowania, którego używam, nie istnieje na Windowsa, a dla wielu aplikacji musiałbym kupić kolejną licencję, więc finansowo nie ma to sensu. Do tego codziennie po kilka godzin korzystam z  iPada Pro (do pisania, czytania magazynów, przeglądania internetu i właściwie do wszystkiego poza retuszem). Gdyby nie obróbka, to prędzej bym zrezygnował z komputera niż z iPada. Na Macu wszystko mi się z nim natywnie synchronizuje, a handoff sprawia, że natychmiastowo mogę kontynuować to co zacząłem, na innym urządzeniu. Bardzo ciężko byłoby z tego wszystkie zrezygnować, właściwie wydaje się to niemożliwe. Dlatego poczekam na to co Apple pokaże w ciągu najbliższego roku, a w ostateczności złożę hackintosha.

Natomiast gdybym miał kupować laptopa, to mimo wysokiej ceny, ponownie wybrałbym MacBooka Pro. Obecny po ponad 5 latach wciąż ma się zaskakująco dobrze – nigdy by mi do głowy nie przyszło, że po tylu latach laptop może sobie wciąż tak dobrze radzić. Chociaż od jakiegoś czasu wyraźnie nie wyrabia, gdy ma jednocześnie obsłużyć ekran UHD plus retinę z włączonym skalowaniem. Obecnie wymiana go na nowy komputer miała by sporo sensu, bo gdybym sprzedał swojego Macbooka w Polsce, to odzyskałbym minimum połowę kwoty jaką dałem za nowego 5 lat temu. Jednak to w bardzo dużej mierze zasługa kupna za granicą po wyjątkowo korzystnym kursie – normalnie nawet Maki aż tak dobrze ceny nie trzymają.

Proponowane posty
0