Jaki obiektyw do beauty i portretu – parametry

Lorem ipsum dolor

Panuje przekonanie, że czym ostrzejszy obiektyw, tym lepszy. I to jest prawda, ale tak nie do końca, bo wychodząc z tego założenia używalibyśmy tylko modeli stworzonch do fotografii Macro.

Obiektyw na który ja się zdecydowałem, kiedy dawno temu przechodziłem na pełną klatę, to Nikkor 135mm 2 D DC; i mówi się o nim, że daje dość miękki obraz. Jednocześnie o tym samym modelu mówi się też, że jest ostry – bez sensu? Niekoniecznie, bo w przypadku obiektywów portretowych miękkie rysowanie odnosi się raczej do bokehu – prążki rozproszenia są bardzo łagodne i rozmycie tła po prostu bardzo ładnie wygląda, a to jedna z najważniejszych cech obiektywów portretowych, której nie sposób opisać w specyfikacji i tabelach z wynikami testów. Dlatego przed kupnem obiektywu koniecznie trzeba obejrzeć jak najwięcej zdjęć z niego, najlepiej RAWów. Ja robię zdjęcia beauty, a nie typowe portrety, więc używam dość dużej głębi ostrości. Z tego powodu bokeh nie jest dla mnie tak istotny jak dla portrecistów. Chociaż kiedy się uczyłem fotografować, to robiłem najróżniejsze zdjęcia, często na maksymalnie otwartej przysłonie i nie wykluczam że w przyszłości ponownie docenię to piękne rozmywanie tła.

W każdym razie ta moja „135”, to obiektyw z połowy lat 90 ubiegłego wieku – ma sporo wad, takich które w wielu typach fotografii by go zdyskwalifikowały. Jego autofocus ciężko porównywać z tymi jakich używa się dzisiaj, nie jest powolny, ale obecnie robi się szybsze, a do tego mocno hałasuje, bo nie ma silnika, tylko korzysta z tego wbudowanego w aparat. Co gorsza nie trafia tam gdzie powinien, bo z prawie każdym aparatem cyfrowym ma front focus, wymagający ustawienia maksymalnej korekty. Do tego w zdjęciach plenerowych aberracje chromatyczne w tym moim obiektywie są w nim niesamowicie mocne, gdy przysłona jest bardzo mocno otwarta. Ale to wszystko jest w zasadzie nieistotne – te rzeczy nie mają znaczenia przy fotografiach, do jakich został stworzony, czyli przy portretach i beauty.

Jeszcze co do autofocusa, to o ile jego szybkość jest dla mnie nieistotna, to celność już jak najbardziej. Nic tak nie irytuje jak to, że najlepsze zdjęcie z sesji okazało się nieostre. Natomiast znam osoby, którym manualne ostrzenie w takich zdjęciach nie przeszkadza i dla nich całkowity brak autofocusa, to żadna wada. Ja sam jego brak bym przeżył, ale raczej w aparacie z elektronicznym wizjerem. Jednak bez dwóch zdań – mając wybór, wolałbym żeby ostrość ustawiała się automatycznie.

A co gdyby fotograf sportowy chciał użyć tego obiektywu? Nie zdziwiłbym się, gdyby kompletnie mu się nie sprawdził. Zresztą kiedyś pożyczyłem ten obiektyw znajomemu fotografowi ślubnemu – uznał że dla niego byłby nieprzydatny, chyba że do pojedynczych ujęć. Oczywiście istnieją obiektywy mocno uniwersalne, ale te typowo portretowe takie nie są już ze względu na samą ogniskową.

Dla mnie liczy się np. brak winietowania na przysłonach jakich używam. Winieta jest, ale powyżej F/2,8 znika. Wydaje mi się że to bardzo ważna cecha w obiektywie do fotografowania twarzy, o wiele istotniejsza niż w pozostałych typach fotografii. To bardzo ważne szczególnie w zdjęciach beauty, w portretach nieco mniej. A fashion tym bardziej schodzi na dalszy plan – tam winieta zazwyczaj przyciemni fragmenty tła, natomiast w zdjęciu beauty wpłynie bezpośrednio na fotografowaną postać, przez co np. o wiele łatwiej zgubić szczegóły w czarnych włosach, a ew. wydobycieich ich będzie trudniejsze i da więcej szumu niż gdyby ten fragment był lepiej naświetlony. Skóra poniżej szyi wyjdzie ciemniejsza i będzie wymagać rozjaśnienia, które może pociągnąć za sobą konieczność korygowania kolorystyki, bo niższa jasność to inne nasycenie. Oczywiście programowa korekta profilem obiektywu część problemów załatwi, ale nie wszystkie. Dlatego kupując obiektyw do zdjęć beauty, na pewno upewniłbym się, że nie winietuje na przysłonach, których używam. Ew. że robi to tylko nieznacznie, bo nie ma co przesadzać – drobna winieta nie jest problemem. Na szczęście na ogól obiektywy typowo portretowe problemu z winietowaniem nie mają, a przynajmniej te, którymi sam się interesowałem.

Kolejna bardzo istotna kwestia, to rozdzielczość optyczna – musi być dość duża, żeby wycisnąć z aparatu jak najwięcej. To ważny parametr, bo przekłada się bardzo mocno na szczegółowość zdjęć oglądanych w pełnym rozmiarze. Co prawda ma to znaczenie głównie przy matrycach mocno upakowanych pixelami, ale tak się składa, że takie są tworzone przede wszystkim właśnie do fotografowania studyjnego, a więc m.in. do tego o czym tutaj mowa. Przy 12MPix które miałem kiedyś, rozdzielczość optyczna była mało istotna. Takie matryce nie były wymagające wobec obiektywów. Czym więcej megapixeli, tym rozdzielczość optyczna ma większe znaczenie, a przy matrycach ponad 30 MPix jest już niesamowicie istotna, o 50 Mpix i więcej nawet nie wspominając. Tylko to nie jest tak, że na obiektywie o niskiej rozdzielczości optycznej, nie będzie różnicy pomiędzy zdjęciem z matrycy 20 a 50 Mpix. Różnica będzie, tylko mniejsza niż mogła by być, gdyby użyć lepszego szkła. Na szczęście topowe obiektywy portretowe są pod względem rozdzielczości naprawdę udane. Mimo wszystko przed zakupem warto się upewnić, sprawdzając testy, bo w specyfikacji ten parametr nie będzie podany.

Następna kwestia – jasność obiektywu. Ona ma znaczenie w typowych portretach, ale nie w zdjęciach beauty. Gdybym zamiast F/2 miał 5,6 to, to nie zrobiło mi to różnicy. Większość moich twarzy jest robionych na przysłonie powyżej 6,3, a chyba nigdy nie zszedłem poniżej F/5,6. Dlatego obiektywy takie jak 80-200 mm ze światłem 4, jak najbardziej by się u mnie sprawdziły. Tyle że były by mniej wygodne w użytkowaniu, bo większe i cięższe od stałki. Oczywiście 70-200 2,8 też będą okay. Tylko wtedy radziłbym mieć statyw na aparat, bo trzymanie tego całą sesję jest męczące, co zresztą wielokrotnie potwierdzili mi właściciele tych modeli. Ale pod względem jakości zdjęć ciężko im coś zarzucić. Oczywiście uogólniam tutaj, bo te tańsze modele mogą odbiegać optyką od drogich systemowych „elek” czy Nikkorów, ale zakładam tutaj, że porównuję dobre stałki z dobrymi zoomami.

Przy czym trzeba pamiętać, że na maksymalnie otwartych przysłonach, obiektywy radzą sobie gorzej niż na nieco przymkniętych. Dlatego jeśli ktoś planuje używać w portrecie ok. F/4,0 to 80-200 ze światłem 4.0 sprawdzi się dobrze, ale 70-200 2,8 prawdopodobnie lepiej. Więc często lepiej będzie kupić jaśniejszy obiektyw i przymknąć go nieco, jeśli zamierza się wycisnąć z niego ile się tylko da. Zresztą bardzo często czym jaśniejszy obiektyw, tym też lepszy pod innymi względami no, ale także droższy. Zoomy o których przed chwilą wspomniałem różnią się ceną dość znacznie. A jeśli robi się portrety, a nie beauty, to jasność obiektywu staje się bardzo istotna. Szczególnie gdy nie są to tylko zbliżenia na twarz, ale szersze ujęcia. Wówczas zoomy nie są w stanie konkurować z jaśniejszymi stałkami.

Ale idźmy dalej… Stabilizacja w obiektywie do zdjęć beauty jest mi kompletnie niepotrzebna. Takie zdjęcia robi się w studio, często z lampami błyskowymi o krótkim błysku. Są nawet lampy, przy których i parkinson nie byłby przeszkodą, mimo braku stabilizacji w obiektywie. Aczkolwiek wśród lamp studyjnych to wyjątki, a wśród reporterskich – standard. Mimo wszystko czas błysku jest zawsze taki, że raczej każdy da radę zrobić nieporuszone zdjęcie. Poza tym zawsze można użyć statywu, co zresztą często robię dla wygody – wtedy stabilizację i tak należałoby wyłączyć. W portrecie stabilizacja będzie znacznie bardziej przydatna, a szczególnie w reporterskim.

W niektórych dziedzinach fotografii istotna jest średnica soczewki, bo od niej zależą koszty filtrów, ale w beauty i portretach nie używa się ich tyle co chociażby w krajobrazach, więc nie ma to takiego znaczenia. Ja ich w beauty nie używam prawie w ogóle. Gdybym robił portrety plenerowe, to wtedy pomyślałbym nad filtrem polaryzacyjnym. Aczkolwiek zawsze w torbie mam filtr szary właśnie na moją portretową „135”, ale to na wypadek gdybym robił coś w plenerze z lampami błyskowymi i słońce byłoby zbyt mocne. W studio nie użyłem go ani razu.

Osobiście nie byłbym w stanie odróżnić czy dane zdjęcie beauty było zrobione 135 mm od Canona, Nikona, Sony, Sigmy… czy jeszcze czymś innym. Czy zoomem czy stałką też nie potrafiłbym powiedzieć – efekt finalny w każdym przypadku byłby świetny i bardzo podobny. Topowe obiektywy dają w miarę zbliżony obrazek. W portretach z rozmytym tłem to już inna sprawa, bo tam bokeh potrafi się mocno różnić w zależności od obiektywu i to jest często główny czynnik decydujący o tym, jaki model się wybierze oraz… dlaczego obiektywy makro często są odradzane portrecistom. Także jak wspomniałem na samym początku – ostrość nie jest priorytetem. Jest ważna, ale najostrzejszy obiektyw nie oznacza że będzie on najlepszy. Dlatego tak istotne jest żeby przed zakupem obiektywu obejrzeć jak najwięcej zdjęć, które były nim zrobione, najlepiej jeśli będą to RAWy. Bo tabelki z wynikami testów nie powiedzą wszystkiego. Poza tym jeśli chce się robić zdjęcia maksymalnie wielkości A4, albo tylko do internetu, to oglądanie w powiększeniu fotek testowych, robionych aparatami z matrycami ponad 40 Mpix naprawdę nie ma żadnego sensu. Tym bardziej że czasami obiektyw może sobie nie radzić w aparatach o mega upakowanych matrycach, ale na 24 Mpix będzie absolutnie doskonały i to wielu osobom w 100% wystarczy. Nie chodzi mi o to , że na 24 Mpix da lepsze zdjęcie, ale że nie będzie zbytnio widać zysku z kolejnych kilkunastu Mpix. Tutaj w grę wchodzi wspomniana wcześniej rozdzielczość optyczna. Wspomniane tabelki oczywiście warto przejrzeć, tylko nie traktować ich jako wyroczni. Natomiast jeśli z takiej tabeli wynika, że obiektyw ma małą rozdzielczość optyczną, a będzie podpinany do aparatu ponad 40 Mpix to od razu wiadomo, że jego zakup nie ma żadnego sensu i trzeba zacząć poszukiwania innego modelu.

Podczas planowania jaki obiektyw się kupi, trzeba pamiętać, że z całego posiadanego sprzętu, to właśnie obiektywy będą służyć najdłużej. Wspomniany przeze mnie Nikkor 135 2D DC jest tego doskonałym przykładem – jak ktoś go kupił w roku 1995, to właściwie do tej pory nie ma go na co wymienić. No chyba że chce nim robić też fotografię sportową.

I ja absolutnie nie uważam, że należy kupować tylko obiektywy systemowe, czyli do Nikona Nikkory, do Canona Canony itd. Np. topowe obiektywy Sigmy mam za rewelacyjne. Zresztą mój obiektyw do zdjęć całych sylwetek jest właśnie od Sigmy i kolejny możliwe, że też będzie tej firmy. 135 tej również mają znakomite, niestety dość ciężkie w porównaniu do konkurencji. No ale coś za coś. Akurat sprawa ciężaru dla jednych może nie mieć żadnego znaczenia, dla innych być bardzo istotna.

Podsumowując, dla mnie najważniejsza jest ogniskowa, o czym nagrałem osobny film; i po prostu jakość samej optyki – rozdzielczość optyczna, brak mocnego winietowania jak najcelniejszy autofocus, ale wcale niekoniecznie szybki.

W przypadku obiektywu do fotografowania całych sylwetek liczą się też inne rzeczy, ale do beauty te cechy są dla mnie ważne. A w portrecie oczywiście jeszcze bokeh i jasność.

Mój KURS FOTOGRAFOWANIA w końcu jest dostępny!
Do zakończenia sprzedaży zostało:

00
Months
00
Days
00
Hours
00
Minutes
00
Seconds

KURS
FOTOGRAFOWANIA

W końcu jest dostępny mój kurs fotograficzny.

 

Do kupienia tylko od 31 marca do 9 kwietnia 2020

PREMIERA