• Wstęp
  • Chudnięcie przy komputerze
  • Bieżnia do chodzenia – czym się różni od zwykłej, modele itd.
  • Ustawienia bieżni Xiaomi Walkingpad R1 Pro
  • Wady używania komputera w taki sposób
  • Ile miejsca na to potrzeba
  • Na jakiej wysokości trzeba mieć biurko
  • F.A.Q.
  • Jak poprawnie liczyć kroki na iPhonie/Apple Watchu
  • Podsumowanie

Wstęp

Dwa lata temu opublikowałem wpis o pracy na stojąco, a właściwie o korzystaniu z komputera na przemian siedząc i stojąc, przy elektrycznie podnoszonym biurku. Sprawdzało mi się to na tyle dobrze, że nigdy bym już nie wrócił do samego siedzenia. Jednak w trakcie pandemii ruchu miałem coraz mniej, a kilogramów coraz więcej i postanowiłem z tym coś zrobić – najlepiej nie wkładając to żadnego wysiłku i nie poświęcając na to w ogóle czasu, a przy takim założeniu tylko jeden sposób przychodził mi do głowy – chodzenie podczas korzystania z komputera… Oczywiście w takim tempie, które w niczym by mi nie przeszkadzało, nie męczyło i było komfortowe. Już teraz zdradzę, że chodzenie okazało się wygodniejsze od samego stania przy podniesionym biurku i od roku nie korzystam już z komputera na przemian siedząc i stojąc, tylko na przemian siedząc i chodząc.

Tylko w kompakcie miałem dość szeroki kąt, żeby zrobić jakiekolwiek zdjęcie na bieżni w tak małym home office

Nawet przed pandemią robiłem ledwo ponad 5000 kroków dziennie, więc wciąż o wiele za mało, by móc jeść wszystko, na co miałem ochotę. Był to również wynik daleki od tego, dającego duże benefity zdrowotne, bo warto chodzić ok. 12 000 kroków dziennie lub nawet więcej [1] (badania i opracowania linkuję na końcu tego wpisu). Chodzenie to też jeden z najlepszych sposobów na chudnięcie – niemal nie wymaga wysiłku, nie podwyższa kortyzolu jak np. bieganie i na spokojnych spacerach organizm nie potrzebuje spalać zapasów glikogenu. W rezultacie nie trzeba walczyć z głodem, bo nie zwiększa się gwałtownie, jak podczas spalenia tylu samo kalorii biegając. Jeśli nie jest się na poziomie atlety, to na godzinnym spacerze spali się więcej kalorii, niż podczas godziny treningu polegającego na wyciskaniu ciężarów. Dla osób siedzących w temacie treningów siłowych wydaje się to oczywistą oczywistością, ale mnie zaskoczyło. Oczywiście chodząc, nie zbuduje się mięśni, które później będą potrzebować mnóstwa kalorii. Niestety urządzenia takie jak Apple Watch, mimo bardzo dokładnego pomiaru tętna, pokazują straszne głupoty, szacując spalane kalorie [3].

Czyli chodzenie to bardzo dużo zalet, ale też ogromna wada – jest zbyt czasochłonne, żeby był sens tracić w ten sposób życie. Trzeba poświęcić dużo więcej czasu niż na bieganie, jeśli chce się osiągać znakomite rezultaty. Za nic w świecie nie wychodziłbym codziennie na bardzo długie spacery, nawet jeśli przekładałoby się to na świetną kondycję i polepszenie zdrowia. Po prostu mam dużo ciekawsze zajęcia, niż chodzenie. Jednak skoro używając komputera i tak od trzech lat jestem regularnie na nogach, to mógłbym nimi wówczas trochę poruszać…

Chudnięcie przy komputerze

Kupiłem więc bieżnię dedykowaną do chodzenia, a nie biegania (chociaż w moim modelu można też biegać, ale max 10 km/h), by używać jej wyłącznie w trakcie korzystania z peceta. Czyli większość dnia siedzę, ale gdy przychodzi moment zmiany pozycji na stojącą, to robię to tak jak wcześniej, tyle że zamiast stać na podłodze, to przebieram nogami na bieżni (i rzeczywiście chodzenie jest wygodniejsze niż samo stanie – po kilkunastu minutach stania nieruchomo, więcej mi się nie chce, tzn. zaczynam się wiercić, przerzucać ciężar z jednej nogi na drugą itd, więc po prostu stoję do 20 minut, po czym siadam. Chodzić mogę wielokrotnie dłużej, nie czując żadnego dyskomfortu. Nie biegam, robię zwykły spacer. Na zewnątrz mój standardowy chód to ok. 4,5-5 km/h, natomiast przy komputerze chodzę wolniej – ok. 3,5-4 km/h to bardzo komfortowa prędkość (a zaczynałem od 2,5-3 km).

Pas na zdjęciu wyszedł dużo jaśniejszy niż w rzeczywistości. Cały czas jest znacznie ciemniejszy od obudowy bieżni i bliżej mu do czarnego koloru, niż szarego.

Po 8 miesiącach chodzenia przy komputerze miałem 25 cm mniej w obwodzie brzucha i dużo mniej kilogramów, ale jadłem też mniej kaloryczne jedzenie.

Natomiast po schudnięciu zacząłem ograniczać czas spędzany na bieżni, bo nie żywiąc się pizzami i słodyczami, ciężko by mi było jeść wystarczająco dużo, by zwiększyć masę, zamiast ją zmniejszać (po schudnięciu zacząłem poprawić sylwetkę siłownią, czyli zamiast być na deficycie kalorycznym, przydałby się mały nadmiar kalorii). Okazało się, że będąc przyzwyczajonym do ruchu, zejście z 25 000 kroków do 15 000 kroków było bardzo proste. Jednak późniejsze ograniczenie do 12 000 kroków i mniej wymagało zmiany nawyków. W ostatnich tygodniach celowałem w 7 km dziennie, co przy moim wzroście i 4km/h przekłada się na ok. 9000 kroków. I chociaż teraz wydaje mi się to marnym wynikiem (wymaga ograniczania się w chodzeniu, więc już wracam do nieco wyższych liczb), to bez bieżni byłaby to najlepsza średnia mojego życia – normalnie takie rezultaty miałem jedynie w pojedynczych miesiącach, bo nie mam pracy ani hobby, wymagających chodzenia. Natomiast chcąc robić 7 km, musiałem kontrolować licznik kroków, bo chodząc tyle ile mi pasuje najbardziej, wychodzi dziennie kilka kilometrów więcej.

Natomiast na etapie odchudzania się, robiłem znacznie większe przebiegi: 12-17,5km dziennie. Nawykiem, który pozwalał mi bardzo łatwo zwiększyć liczbę kroków, była rezygnacja z przeglądania Internetu zaraz po przebudzeniu i robienie tego przy komputerze – na bieżni, jeszcze przed śniadaniem. Dawałem sobie wtedy godzinę na nadrobienie social mediów, czytanie artykułów i na YouTube, po czym zaczynałem normalny dzień, mając nabite 6000 kroków. Później w trakcie standardowego korzystania z komputera, wpadało kolejne 12 000-19 000 i tak każdego dnia.

Jednak dodam, że początki z bieżnią były trochę bolesne. Od razu zacząłem robić dużo kroków (ale na mniejszej prędkości niż teraz, więc w kilometrach nie były to aż takie duże liczby, jak po kilku miesiącach). Niestety z jakiegoś powodu, zamiast chodzić w najwygodniejszych butach jakie miałem, wziąłem te, których nie używałem i oddelegowałem je do chodzenia tylko na bieżni. Były mniej wygodne niż te, jakich używałem na zewnątrz, co w połączeniu z tym, że nogi nie były przyzwyczajone do takiej aktywności, porobiło mi pęcherze i chodzenie stało się bolesne. Po kilkunastu dniach zacząłem używać tych samych butów co na co dzień, a po miesiącu kupiłem takie, w których chodzę tylko na bieżni i jest mi w nich bardzo wygodnie.

Teoretycznie buty na podeszwach biegowych wymienia się po ok. 500 km. Ja nie biegałem, więc powinny wytrzymać dłużej. Obecnie mają niecałe 5 000 km i mam wrażenie, że amortyzacja im zmalała, ale nie na tyle, by chodzenie było niewygodne (wciąż amortyzują dużo lepiej niż standardowe obuwie). Natomiast po 3000 km byłem przekonany, że dalej są jak nowe (oczywiście nie poszedłem do sklepu, by to zweryfikować z nową parą, bo pewnie wyprowadziło by mnie to z błędu i zachciałoby mi się wymiany). Jakbym robił znowu po 17 km dziennie, to bym je zmienił na nową parę, dla maksymalnego komfortu, ale przy 7-12 km nie czuję takiej potrzeby – po prostu mocna amortyzacja robi mi różnicę głowie, kiedy już danego dnia dużo przeszedłem, a okolice 10 km to teraz „tyle co nic”.

Bieżnia do chodzenia – czym się różni od zwykłej, modele itd.

W przeciwieństwie do normalnych bieżni, taka do chodzenia jest o wiele niższa, lżejsza i cichsza. Nieużywana składa się w pół i niektóre modele można przechowywać pionowo, więc zajmują niewiele miejsca. Ta której używam, jest jedną z większych przeznaczonych głównie do chodzenia (aczkolwiek ma opcję niezbyt szybkiego biegania), a i tak pozostaje bardzo kompaktowa:

R1 Pro to jeden z większych modeli (szczególnie na szerokość), bo jest przystosowany też do niezbyt szybkiego biegania

Modele wyłącznie do chodzenia są mniejsze i w wielu nie ma uchwytu, lub tak jak w mojej – podczas chodzenia nie trzeba go wyciągać. To ogromna zaleta, bo przeszkadzałby pod biurkiem i wydłużał czas rozkładania bieżni.

Aczkolwiek gdy ten uchwyt jest rozsunięty, ale wciąż ułożony wzdłuż bieżni, to bardzo wygodnie mi się ją przestawia. Więc nie chowam uchwytu, gdy bieżnia jest nieużywana, ale też nie dźwigam go do chodzenia. Po prostu jest ciągle w tej postaci:

W moim domowym biurze, rozłożenie modelu R1 Pro trwa ok. 15 sekund, a jeśli bym się obijał to pewnie ok. 20 (mniej więcej tyle mi to zajmowało zaraz po zakupie). Mam tutaj na myśli cały proces – przesunięcie krzesła biurowego, przemieszczenie bieżni pod biurko, które w między czasie zmienia wysokość (nieużywaną bieżnię przechowuję bardzo blisko biurka), przechylenie jej z pozycji pionowej do poziomej, rozłożenie i podpięcie kabla zasilającego.

Są różne modele bieżni do chodzenia – ja się zastanawiałem nad zakupem kilka miesięcy i wybrałem Xiaomi Walkingpad R1 Pro. W Polsce sklepy często nazywają ją tylko Walkingpad R1, bez dopisku Xiaomi. Widziałem ją też jako Kingsmith R1 Pro. W rzeczywistości to jest właśnie Kingsmith, którego Xiaomi przebrandowało na Walkingpada. Z kolei dopiskiem Pro nie trzeba się przejmować, bo oznacza on tylko, że jest to wersja przeznaczona do sprzedaży poza Chinami. Wybrałem ten model dlatego, że jest wygodny w rozkładaniu, przechowuje się go w pionie i trafiałem wyłącznie na pozytywne recenzje. Jednak dużo też myślałem o innych modelach Xiaomi, głównie o A1 i A1 Pro, które mają zbliżone parametry, ale są węższe. Jednak nie mieszkam w Polsce i topowy model trafił mi się w tej samej cenie co niższy, więc skorzystałem.

Moi znajomi widząc rezultaty chodzenia przy komputerze, też poczynili zakupy. W ich przypadku padło na modele R1 Pro (czyli ta sama co moja), R2 (to cięższa wersja R1, pozwalająca biegać 12 km/h zamiast 10), S1 (wyraźnie mniejsza, wyłącznie do chodzenia i do przechowywania poziomowego, ale można o coś oprzeć w pionie), HMS Loop 12 Multi (bieżnia max 12 km/h, z wbudowanym niewielkim biurkiem. Niestety trzeba na nim dodatkowo postawić podwyższenie, bo na maksymalnej wysokości jest wciąż nisko). Udało mi się też przekonać sporo osób słuchających mnie w podcaście Nadgryzieni lub śledzących mojego Twittera – oni najczęściej donosili mi o tym samym modelu co mój, czyli R1 Pro. Natomiast zawsze odradzałem model C1 Walkingpada, bo to niskobudżetowa wersja z silnikiem szczotkowym.

W przypadku bieżni do biegania, średnia żywotność wynosi 8 lat. Jaka będzie w przypadku tego, czego używam do chodzenia, nie mam pojęcia, ale nawet jakby była kilka razy mniejsza, to wciąż byłoby warto. Właściwie niezbyt umiem sobie wyobrazić powrót do wcześniejszego życia – zarówno pod względem braku ruchu stojąc przy komputerze, jak i nadmiaru kalorii. Zakładam jednak, że chodząc na bieżni przystosowanej do prędkości znacznie wyższych niż używane przeze mnie, pożyje ona długo. Po pierwszych ok. 5000 km nie widzę żadnych oznak zużycia. Zgodnie z instrukcją, raz na 3 miesiące kapię pod pas 2 krople oleju (był w zestawie), a w czasie kiedy chodziłem bardzo dużo, oliwiłem ją trochę częściej. Dodatkowo regulowałem pas chyba 3 razy (tak jak w każdej bieżni, z tyłu są śrubki, których się używa, gdy pas przesunie się całkowicie do lewej lub do prawej strony oraz kiedy jest zbyt luźny i się ślizga). Jest to proste, bo polega na obróceniu śrubki o 1/4 obrotu i tyle, jedynie kierunek kręcenia się zmienia w zależności jaki ma być efekt.

Ustawienia bieżni Xiaomi Walkingpad R1 Pro

W zestawie jest pilot bezprzewodowy, którym zmienia się prędkość i tryb bieżni. Do tej pory mam w nim fabryczną baterię i trzymam go cały czas na biurku, ale jak ktoś się uprze, to może przymocować do ręki, tak jak na reklamach:

Chodzę w trybie manualnym, czyli ustawiam np. 4 km/h i ta prędkość jest utrzymywana, a pilotem reguluje się co 0.5 km/h. W trybie automatycznym prędkość jest utrzymywana będąc na środku pasa, a gdy się podejdzie do przodu – przyspiesza; chodząc na końcu pasa – zwalnia. U mnie się tryb auto nie sprawdzał i nawet nie próbowałem go konfigurować, bo i tak chcę chodzić ze stałą prędkością.

Jeśli się zejdzie z pasa, to po chwili bieżnia się zatrzymuje, a po 10 minutach wyłącza i wtedy resetuje licznik czasu/kroków/kalorii itd; czyli to co się wyświetla na przednim wyświetlaczu. Po 2 godzinach chodzenia, wyświetla się komunikat REST i trzeba zrobić przerwę 30 albo 60 minut – nie pamiętam, bo zawsze i tak wtedy albo schodziłem, albo odpinałem kabel zasilający, co resetowało przerwę i pozwalało natychmiast kontynuować chodzenie. Ponieważ przerwa jest wymuszana niezależnie od prędkości, jaka była używana, to podejrzewam, że chodząc ponad 2h na prędkości 4 km/h, nie ryzykuję uszkodzeniem sprzętu, ale nie mam pewności, więc nie idźcie w moje ślady.

Wady używania komputera w taki sposób

Kilka lat temu miałem wątpliwości, czy na stojąco będzie się dało komfortowo pracować (bez chodzenia), ale dotyczyły one głównie korzystania z tabletu piórkowego. Okazało się, że stojąc pracuje się równie komfortowo, co siedząc. Praca podczas chodzenia wiele nie różni od samego stania – piszę z taką samą prędkością, a tnąc linie czasowe, nie mam problemu z wycelowaniem dokładnie w wybrane miejsce. Właściwie wszystko robi się równie wygodnie jak stojąc i siedząc, poza jedną rzeczą… Precyzyjne operowanie tabletem piórkowym, np. dorysowywanie rzęs, jest dla mnie niemożliwe przy prędkościach jakie lubię. Po prostu w momencie gdy stawiam krok, ręka robi delikatny ruch, który w każdej innej sytuacji niczego nie zmienia, ale np. rysując w tym momencie prostą linię, miała by ona uskok w chwili kroku. Chodzę tylko część dnia, więc wszelkie tego typu sprawy ogarniam w trakcie siedzenia.

Poza tym do grania w trakcie chodzenia, musiałbym się przyzwyczaić, bo jak kieruję postacią w bok, a jednocześnie przebieram nogami idąc przed siebie, to jest to dziwne uczucie. Ale biorąc pod uwagę, że w VR przywykłem do biegania po ścianach i strzelania robiąc jednocześnie salta, to do grania podczas chodzenia też bym się przyzwyczaił, po prostu nie miałem kiedy. Przez ostatni rok prawie nie grałem na monitorze w gry FPP lub TPP, a do wszelkich innych nie musiałem się w ogóle przyzwyczajać – w Diablo 2 Ressurected, Divinity 2, Baba is you itp. grało mi się na bieżni doskonale.

Ile miejsca na to potrzeba

U mnie bieżnia wystaje 110 cm od biurka, w stronę szafy, którą mam za plecami. Dodatkowo mam 5 cm odstępu między tą szafa, a bieżnią, czyli od biurka do ściany jest 115 cm przestrzeni. W tym 4 cm zajmuje uchwyt na końcu bieżni, który da się przesunąć (ale będzie to wydłużało czas jej rozkładania). Poza tym przez grubo ponad pół roku miałem meble bliżej za sobą i 101 cm, a nie 110, ale wtedy kilka razy w miesiącu zdarzało mi się zahaczyć butem o szafkę będącą tuż za bieżnią i uchwyt musiałem chwytać od wewnętrznej strony, stawiając bieżnię do pionu. Teraz mając dodatkowe kilka centymetrów, chwytam jak chcę i w nic nie kopię, a w momencie kiedy robię krok, za mną zazwyczaj wciąż jest kilkanaście centymetrów pasa. Oczywiście dodatkowo trzeba mieć też gdzie odstawić krzesło, na którym się siedziało.

Natomiast do przechowywania bieżni, miejsca potrzeba tyle co nic. Wrzucałem już wcześniej grafikę z wymiarami po złożeniu modelu R1, który jest dużo większy od tych bardziej kompaktowych. Natomiast jak ktoś ma ograniczoną przestrzeń, to może wybrać jakiś mniejszy model i trzymać go na boku, pod biurkiem.

Na jakiej wysokości trzeba mieć biurko

Bieżnia do chodzenia jest dużo niższa niż normalna, moja ma ok. 7 cm. Biurko mam na wysokości 121 cm przy prawidłowej pozycji, czyli takiej jak siedząc – zgięcie w łokciach ok. 90 stopni i górna krawędź monitora na wysokości wzroku. Oczywiście w zależności od ustawienia monitorów, butów i przede wszystkim od wzrostu, potrzebna będzie inna wysokość, u mnie tak jest przy 187 cm wzrostu, butach na podeszwie ok. 3 cm i ergonomicznej klawiaturze, której wsparcie nadgarstków ma wysokość 2-3 cm. Czyli obecnie w biurku Idasen mam jeszcze 6 centymetrów zapasu, ale słyszałem o osobach, które przy podobnym wzroście, potrzebowały większej wysokości.

Producent reklamuje używanie tej bieżni podczas używania komputera, ale robi to w tak idiotyczny sposób, że jakieś przepisy powinny tego zakazywać (w sumie można by powiedzieć, że reguły BHP to robią). Pozostaje mieć nadzieję, że nikt nie zaczerpnie inspiracji, do podobnego ustawienia stanowiska pracy:

Wzrok wpatrzony w ścianę za monitorem, bo ekran jest tak nisko, że garb byłby gwarantowany, klawiatura tak nisko, że o jakiejkolwiek ergonomii nie ma mowy i po pierwszym dniu używania komputera w ten sposób, pewnie bym stwierdził, że zwracam bieżnię i nigdy więcej o pracy na stojąco nie chcę słyszeć.

F.A.Q.

  1. Czy zgięcie na środku bieżni czuć podczas chodzenia?
    Ja nie czuję go w ogóle chodząc w Ultraboostach, ale sprawdziłem jakby było bez butów i wówczas byłbym w stanie powiedzieć w jakim momencie stopa przekracza zgięcie, ale musiałbym się na tym skupić i nie przeszkadza to w ogóle. Słyszałem że zależy to od modelu i egzemplarza – w niektórych jest bardziej wyczuwalne. Jedna osoba mi zgłosiła, że w jej R1 Pro to zgięcie było ewidentne i bieżnia została zareklamowana z tego powodu. U innych z tego co wiem wszystko było okay.
  2. Czy hałas przeszkadza?
    Przy 4 km/h dźwięk nogi stawianej na bieżni, jest głośniejszy niż dźwięk silnika, więc jeśli odgłosy chodzenia po mieszkaniu nie przeszkadzają, to na bieżni też raczej nie będą.
  3. Czy da się w ten sposób pisać na klawiaturze?
    Moja szybkość pisania na bieżni i bez niej jest identyczna.
  4. Da się chodzić boso?
    Tak, ale nie wyobrażam sobie robić tak duże przebiegi, skoro w butach jest wygodniej i zawsze w nich chodzę.

Jak poprawnie liczyć kroki na iPhonie/Apple Watchu

Teoretycznie można by za każdym razem włączać aplikację KS Fit, która synchronizuje się z bieżnią i wysyła dane do aplikacji Health na iPhonie, niestety Apple fatalnie rozwiązało sposób używania różnych źródeł danych, przez co uważam taką metodę za bezużyteczną. Aplikacji użyłem tylko do skonfigurowania prędkości, z jaką bieżnia ma się standardowo włączać, ustawiłem jakie dane mają być na wyświetlaczu i co jakiś czas aktualizuję swoją wagę.

Używam iPhone i Apple Watcha – korzystając z komputera moje dłonie większość czasu są na biurku, więc zegarek nie jest w stanie poprawnie zliczać kroków. Dlatego w kieszeni mam zawsze telefon, a w opcjach Apple Health, na liście urządzeń zliczających kroki przesunąłem go na samą górę (standardowo zegarek jest pierwszy). Czyli w aplikacji zdrowie wchodzi się na „Kroki”, przewija na sam dół i po kliknięciu w ostatnią opcję (coś w stylu „źródła danych”), pokazuje się to co widać poniżej:

Otóż Apple nie potrafi poprawnie sumować kroków z kilku urządzeń – w aplikacji zdrowie wyświetlą się tylko te z tego co zostało ustawione jako pierwsze na powyższej liście. Wiele programów pobiera dane z Apple Health, (np. MyFitnessPal) i liczy na ich bazie kalorie, więc to ważne by dane były poprawne.

Dodatkowo podczas chodzenia mam na Apple Watchu trening „Indoor walking”, ale nie jest to konieczne – po prostu bez tego aplikacja Apple Fitness miała by dane kompletnie różne od rzeczywistych, bo o ile zdrowie może mieć dane z telefonu, to Fitness ma je zawsze z zegarka. Z włączonym treningiem, wciąż kroki są bardzo zaniżone, ale przynajmniej bliższe rzeczywistości.

Ponieważ mam stworzony na iPhonie skrót o nazwie „Time to walk”, to mogę wypowiedzieć tę frazę do Homepoda i włączy mi się trening na Apple Watchu oraz ustawi o 1°C niższa temperatura w pomieszczeniu, ale przy polskiej pogodzie to raczej zbędne. Jak w końcu podepnę biurko pod Homekit, to skrót będzie też zmieniał wysokość blatu.

A wracając do śledzenia kroków – by znać swoje faktyczne wyniki, używam darmowej aplikacji Pedometer++.

Poza tym, że jest to po prostu najfajniejszy program do pokazywania kroków, bo mierzy ile dni bez przerwy osiągamy swoje cele (standardowo jest to 8000 kroków dziennie) i daje różne dodatkowe wyzwania, to najważniejsze jest, że działa o wiele lepiej niż Apple Health. Otóż Pedometer++ potrafi analizować dane z zegarka i telefonu, a następnie wybrać najbardziej poprawne wyniki. Więc jeśli po domu chodzę bez telefonu w kieszeni, to zamiast braku danych, będą te z zegarka i odwrotnie (trzeba w opcjach tego programu włączyć „Merge Apple Watch Data):

Podsumowanie

Ja już zawsze będę mieć jakąś bieżnię do chodzenia (miejmy nadzieję, że przez najbliższe 7-10 lat tę samą, co w tej chwili), bo to zbyt duży upgrade życia, żeby z niego zrezygnować. Zdarzało mi się też na niej oglądać seriale, ale jednak do tego wolę leżeć rozwalony w fotelu przed dużym ekranem. Natomiast binge-watchując cały sezon, bardzo chętnie w połowie przenoszę się na 1-2 odcinki na bieżnię.

Dużo o chodzeniu na bieżni przy komputerze mówiłem – w 314 odcinku podcastu Nadgryzieni, od 44 minuty (od 56 minuty w wersji wideo) opowiadałem o pierwszych wrażeniach. Było to 2 tygodnie po zakupie, czyli ok. rok i 20 kilogramów temu:

Ostatnio Wojtek Pietrusiewicz aka Moridin, z którym nagrywam Nadgryzionych, też kupił bieżnię do chodzenia przy komputerze, więc znowu dużo o tym rozmawialiśmy (po 22 minucie):

Polecam dodać podcast Nadgryzieni do swoich aplikacji podcastowych, bo nagrywamy co tydzień i gadamy o różnych ciekawych rzeczach, związanych głównie z technologią, chociaż zdarza nam się mocno odpływać z tematami i dyskutować o wszystkim.

Dane

  1. Association of Daily Step Count and Step Intensity With Mortality Among US Adults
  2. Should You Be Taking 12,000 Steps a Day Instead of 10,000?
  3. Accuracy in Wrist-Worn, Sensor-Based Measurements of Heart Rate and Energy Expenditure in a Diverse Cohort
  4. Number of steps per day more important than step intensity
Recent Posts