Na czym trzymam zdjęcia, jak je archiwizuję i dlaczego w ten sposób – o tym za chwilę się rozpiszę, razem z radami dla osób, które dopiero zaczynają ten temat. Już kilka lat temu to wszystko opisałem, ale od tamtej pory wiele się zmieniło – m.in doszedł porządny back up w chmurze, a moje główne dane nie są już na dyskach sieciowych, ponieważ powodowało to ograniczenia, z których początkowo nie zdawałem sobie sprawy. Tak więc przyszła pora, by jeszcze raz zająć się tematem kopii zapasowych.

Spis treści:

  • Wstęp
  • Przydatność kopii zapasowych w praktyce
  • Czym jest NAS
  • Mój aktualny setup kopii zapasowych
  • Back up w chmurze
  • Co jeszcze? Dodatkowe kopie
  • Szyfrowanie danych

Temat robienia back upu danych dotyczy każdego – bez żadnego wyjątku. Jeśli ktoś nie robi kopii zapasowych swoich zdjęć i pozostałych danych, to wszystkie je straci. Pozostaje tylko kwestia tego, czy stanie się to jeszcze dzisiaj, czy dopiero za kilka lat. Dawniej pliki zazwyczaj dało się odzyskać, najwyżej cena usługi powodowała omdlenie. Teraz odzyskiwanie danych wciąż jest możliwe, ale na SSD mocno utrudnione. Jednak w tym artykule piszę o tym co zrobiłem, żeby nigdy nie musieć się tym przejmować. Warto tutaj przypomnieć, że wszelkie usługi synchronizujące dane jak chociażby iCloud, nie działają jak rasowy back up.

Bardzo dawno temu, miałem kilka dysków twardych, zamontowanych bezpośrednio w komputerze. Gdy przesiadłem się na pierwszego Maca, to zacząłem używać także zewnętrznych HDD.

To było kiepskie rozwiązanie i wiedziałem, że jest tylko tymczasowe. Każdy z moich ówczesnych dysków miał 2TB. Jeden był przeznaczony na dane, a dwa pozostałe na kopie zapasowe. Jak wiadomo, ludzie dzielą się na tych co robią back up-y i na tych, którzy będą je robić. Aczkolwiek jedna kopia to zdecydowanie za mało.

Przydatność kopii zapasowych w praktyce

Do pisania nowej wersji tego artykułu usiadłem po tym, jak padł mi jeden z dysków twardych z kopią zapasową wszystkich danych. Co więcej w trakcie pisania umarł też główny SSD zamontowany bezpośrednio w moim laptopie, czyli dwie awarie na przestrzeni zaledwie kilku dni. Łatwo sobie wyobrazić co by było, gdybym uznał, że jedna kopia danych wystarczy. Wcześniej przez lata nic się nie zepsuło – nigdy nie wiadomo kiedy dysk postanowi wyzionąć ducha. Prawie nigdy, bo wiem że lada moment jeszcze jeden dysk dokona żywota… Otóż HDD z kopią zapasową (ten który umarł) działał razem z drugim dyskiem, kupionym w tym samym miejscu, w tym samym czasie i z tej samej serii. Tak więc jego dni są policzone – dyski z danej serii umierają w zbliżonym terminie, dlatego zawsze odradza się kupowanie ich jednocześnie. Mam jedynie nadzieję, że ten HDD dożyje powrotu poprzedniego dysku z wymiany gwarancyjnej. Jednak nawet jeśli nie wytrzyma tak długo to trudno – mam dane zabezpieczone na tyle, by nie musieć się tym stresować.

Na sesjach robię niewiele zdjęć, a przez większość czasu miałem aparat generujący małe pliki, więc nawet 2 TB wystarczało mi w zupełności i wciąż miałem dużo wolnego miejsca – do tej pory nie zapełniam tej przestrzeni w całości. To dlatego, że reportaży zawierających tysiące zdjęć nie wykonuję w ogóle. Poza tym od czasu do czasu usuwam RAW-y, których już na 100% nie będę wywoływał. Tak więc problem zdjęć zajmujących dziesiątki terabajtów u mnie nie występuje. A nawet gdyby, to dzisiaj nie jest to szczególnie dokuczliwe, bo ceny HDD nie są bardzo wysokie.

Wcześniej napisałem że same dyski USB były kiepskim rozwiązaniem. To m.in. dlatego, że standardowe HDD nie są stworzone do pracy non stop, dostęp do nich z urządzeń mobilnych oraz z większej odległości jest niemożliwy, a huby do których się je podpinało musiały być aktywne. No i przy podpinaniu dysków USB do routerów, zawsze miałem jakieś problemy, więc ostatecznie nie używałem ich w ten sposób.

W każdym razie zawsze zdjęcia i video nad którymi pracowałem, trzymałem na szybkim SSD podłączonym do komputera. Dopiero po skończonej obróbce, jeśli na głównym dysku zaczynało brakować miejsca, to przenosiłem je w inne miejsce.

Czym jest NAS (Network Attached Storage)

W ostatnich latach dyski USB stanowią u mnie już tylko część większej całości. M.in. dlatego, że w 2016 roku zainwestowałem w NAS. Jednak moje doświadczenia pokazują, że osoby które nie interesują się technologią, nie mają zielonego pojęcia o istnieniu takich urządzeń, ani o tym do czego służą. Więc skoro to nie blog technologiczny, to zanim przejdę dalej, wyjaśnię tę kwestię najprościej jak potrafię. Jeśli wiesz czym jest NAS, to spokojnie możesz przeskoczyć do kolejnego rozdziału.

NAS to taka skrzynka, w którą wkłada się dyski i łączy z nimi kablowo lub przez wi-fi (a następnie można się łączyć także przez Internet).

nas qnap ts-541+

Dzięki temu dostęp do danych jest możliwy z każdego urządzenia – mogę się dostać do plików tam trzymanych za pośrednictwem telefonu i tabletu, niezależnie od miejsca w jakim jestem – najwyżej zamiast przez sieć lokalną, odbędzie się to wolniejszym Internetem. Wystarczy uruchomić dedykowaną aplikację i gotowe. W przypadku NASów Synology i QNAP (w wielu innych pewnie też, ale to są dwie najbardzije liczące się marki w branży) można również skorzystać z natywnej aplikacji „Files” na urządzeniach z iOS i w ten sposób korzystać z danych, aczkolwiek wtedy w nieco ograniczony sposób. Tym sposobem będąc na wakacjach w Polsce, dostawałem się do plików trzymanych w mieszkaniu oddalonym o pół świata.

Wielofunkcyjność NAS ma też wiele innych funkcji – może służyć jako centrum multimedialne serwujące filmy na TV. Może być miejscem do błyskawicznego udostępniania plików klientom, trzymania nagrań z kamer IP. Może też służyć jako prywatna chmura itd. NASy są także bardzo popularne tam gdzie trzeba jak najszybciej wysyłać i natychmiast odbierać dużo ciężkich plików, bo wystarczy udostępnić dany materiał wybranej osobie, by od razu mogła rozpocząć ściąganie. Normalnie najpierw trzeba by te pliki wysłać na serwer i dopiero później ktoś mógłby je zacząć ściągać, a jeśli udostępniło by się je z komputera to ten musiałby pozostać włączony – NAS takie rzeczy bardzo ułatwia i działa 24h/dobę, biorąc przy okazji znacznie mniej prądu niż normalny komputer.

Tak naprawdę od strony technicznej NAS jest właśnie komputerem – poza dyskami ma więc m.in. normalny procesor, RAM, zainstalowany system operacyjny przystosowany do jego obsługi itd. obsługuje się go z innych urządzeń za pomocą przeglądarki internetowej. Także jest to maksymalnie uproszczone, a możliwości są przeogromne – kwestia tylko mocy obliczeniowej, zainstalowania na nim odpowiednich aplikacji i ich konfiguracji.

Używam tylko jednego komputera, ale dostęp do danych z wielu urządzeń i tak był dla mnie bardzo istotny. Nie chodzi tylko o zdjęcia – po prostu przestaję używać komputera do czegokolwiek innego niż Photoshop i Final Cut. Niemal wszystko inne wolę robić na iPadzie z podpiętą klawiaturą. Dawniej największym minusem używania iPada, był brak dostępu do wszystkich danych. Część rzeczy miałem w chmurze, ale nie wszystko. Z NAS-em ten problem przestał istnieć.

Dawniej wydawało mi się, że NASy są wielkie, ciężkie i strasznie drogie. Tymczasem gdy zdecydowałem się na zakup, to okazało się że NAS (firmy Synology lub QNAP) na dwa dyski można mieć już za 500 zł. Są też jeszcze tańsze rozwiązania. Ten model, który ostatecznie kupiłem w 2016r. (QNAP TS-451+) był kilkakrotnie droższy, ale obsługuje 4 dyski i ma znacznie mocniejszą specyfikację od ówczesnych podstawowych modeli, co przydaje się do pozostałych zastosowań, bo jak wspomniałem – tych jest znacznie więcej niż samo trzymanie danych. Natomiast do back upu tak naprawdę wystarczy byle co.

NASy nie są już ani bardzo duże ani strasznie ciężkie (a może nigdy nie były?). Zabranie do bagażu podręcznego w samolocie nie powinno stanowić problemu. A przynajmniej jeśli mowa o podstawowych modelach stworzonych do domu, bo te korporacyjne potrafią być wielkie. Istnieją też prostsze opcje, takie jak podwójne dyski WD z wbudowaną łącznością bezprzewodową, Thunderboltem i obsługą RAID. Ich możliwości są mniejsze niż rasowych NAS-ów, ale jeśli ma to służyć wyłącznie trzymaniu zdjęć, to sprawdzi się bardzo dobrze i jest bardziej mobilne.

Mój NAS ma już kilka lat. Gdybym teraz wybierał model dla siebie i zamierzał tak jak kiedyś – trzymać na nim swoje podstawowe pliki, a nie tylko kopie zapasowe, to wybrałbym model z Thunderboltem i dodatkowym miejscem ma dyski SSD (najlepiej NVMe). Aczkolwiek byłaby to droga zabawa. Taki wydatek na pewno miałby duży sens u osób potrzebujących ogromnej przestrzeni dyskowej – wtedy tworzy się ją dyskami twardymi i przyspiesza za pomocą pamięci podręcznej w postaci SSD. W efekcie ma to sens także od strony ekonomicznej. Natomiast gdy ja obecnie  bez problemu mieszczę się na 2TB, to lepiej jest mi kupić po prostu szybki SSD i bezpośrednio na nim trzymać dane. Jeśli kiedyś to się zmieni i będę potrzebował dużo większej przestrzeni, to temat szybkiego NASa pewnie powróci. Aczkolwiek trzymanie głównych danych na dyskach sieciowych ma swoje ograniczenia, o których jeszcze wspomnę.

Mój aktualny setup kopii zapasowych

Tak wygląda moja konfiguracja:

back up zdjęćZdecydowałem się na zrezygnowanie z NASa jako urządzenia, na którym trzymam swoje główne dane. Obecnie mam na nim kopie zapasowe tych plików, natomiast oryginały znajdują się na dysku wpiętym bezpośrednio do komputera, a nie przez sieć. Są ku temu bardzo istotne powody:

  1. macOS umożliwia błyskawiczne wyszukiwanie plików za pomocą Spotlighta – razem z przeszukiwaniem ich metadanych itd. Jednak nie działa to na dyskach sieciowych, ponieważ te nie są indexowane przez system (co ma swoje solidne podstawy – mogłoby zapchać całą sieć, szczególnie gdy nie jest bardzo szybka i ma podpiętych wiele komputerów, tak jak to bywa w zastosowaniach biznesowych). U mnie tylko jeden komputer łączył się z dyskami sieciowymi, więc chciałem by były indeksowane i obchodziłem to pomocą ogromnych kombinacji w terminalu i specjalnego indeksowania robionego na samym NASie. Tutaj to opisywałem. To wszystko go potwornie obciążało, w dodatku nigdy nie działało bezproblemowo.
  2. Obecnie muszę mieć wszystkie dane wpięte bezpośrednio do komputera (nie przez sieć), ze względu na internetowy back up, którego kilka lat temu nie miałem. Mając dysk podłączony bezpośrednio, zamiast przez sieć, mogę używać znakomitej cenowo usługi do robienia internetowych kopii zapasowych komputera, zamiast znacznie droższego rozwiązania, które jest potrzebne do kopiowania danych z NASa. Wyjaśnię to dokładnie w jednym z kolejnych rozdziałów.
  3. Wiedziałem że zmieniając komputer, zainwestuję w SSD tak duży, by pomieścił wszystkie moje dane. Chciałem mieć bardzo szybki dostęp nie tylko do projektów, nad którymi aktualnie pracuję, ale także do tych starszych, ponieważ zdarza mi się do nich wracać. W dodatku ostatnio niektóre rzeczy związane z video zajmują mi bardzo dużo miejsca i przerzucanie ich co chwilę z HDD na SSD i odwrotnie jest kłopotliwe. SSD są o wiele szybsze niż to co jestem w stanie wyciągnąć ze swojego kilkuletniego NASa. Pisząc te słowa, dopiero co kupiłem SSD 2 TB zamiast 2 TB HDD, jednak na przybycie nowego dysku wszystko było przygotowane już od wielu miesięcy, właśnie ze względu na dwa wcześniejsze punkty.

Dlatego obecnie trzymam oryginały wszystkich danych na dysku wpiętym bezpośrednio do komputera, a nie przez sieć. Dzięki temu nie ma komplikacji ze Spotlightem i mogę korzystać z taniego back upu w chmurze, a z racji zmiany HDD na SSD w grę wchodzą dużo większe prędkości i po prostu przyjemniejsza praca. Do tego dawniej nie używałem Lightrooma, a ostatnio zacząłem i z tego co kojarzę, to on nie lubi katalogów sieciowych, jednak nigdy tego w praktyce nie sprawdziłem.

Time Machine
Bezpośrednio do komputera mam podłączony jeszcze jeden dysk przez USB. Tym razem znacznie wolniejszy – jest to mój stary HDD WD My Passport 2,5” 2TB USB 3.0, który został skonfigurowany jako Time Machine. Służy głównie temu, żeby w razie potrzeby móc przywrócić system operacyjny. Szybkość tego dysku nie ma dla mnie znaczenia – ważne jest tylko żeby nie hałasował. Time Machine to natywny sposób robienia kopii zapasowych przez macOS, aczkolwiek nigdy bym mu nie zaufał w 100%. Niestety zdarzało się, że komputer wymagał usunięcia takiej kopii i stworzenia jej od nowa. Mimo to zdecydowanie warto mieć Time Machine, ponieważ w razie potrzeby można dotworzyć system operacyjny, przywrócić starszą wersję pliku nad jakim się pracowało itd. Jest to też do zrobienia innymi metodami, ale tutaj mamy najprostsze rozwiązanie.

Dyski sieciowe
Najważniejszy back up znajduje się na moim NASie. Najważniejszy ponieważ to z niego w razie potrzeby mogę odzyskać najszybciej nawet bardzo dużo danych. Kopiowanie plików na różne dyski od lat ogarnia mi program Carbon Copy Cloner. Jest płatny, ale zdecydowanie wart swojej ceny. CCC jest dedykowany właśnie robieniu kopii zapasowych – można w nim ustawić jakie dyski lub katalogi mają być archiwizowane, w jakich miejscach i o jakich porach. Opcji jest dużo i co najważniejsze – jest to aplikacja ze świetną reputacją, rozwijana od bardzo dawna. Ja sam używałem jej jeszcze gdy miałem hackintosha, czyli prawie dekadę temu. Pamiętam że już wtedy CCC mnie uratował, pozwalając stworzyć bootowalną kopię zapasową.

Dysk w NASie jest spięty w RAID1 z drugim HDD. Oba to WD RED 3 TB. RAID1 to ten, w którym na wszystkich dyskach są identyczne dane, a odczyt plików teoretycznie może być tyle razy szybszy, ile dysków zostało ze sobą połączonych. Jeśli jeden HDD ma max odczyt 150 MB/s, to ściągając po połowie danych z 2 dysków na raz, teoretycznie będzie można osiągnąć 300 MB/s. W praktyce nie wiem jaki jest zysk, bo i tak ogranicza mnie szybkość karty sieciowej, a przy samym back upie ma to marginalne znaczenie. Dla mnie liczy się to, że wszystko co wyląduje na tym dysku od razu ma też drugą kopię na drugim HDD.

3 TB mi wystarczają od lat bez problemu – tak jak wspomniałem, nie produkuję mnóstwa danych i mój podstawowy dysk na dane jest jeszcze mniejszy. Jednak jak ktoś robi więcej zdjęć i filmów, to na pewno musi pomyśleć o znacznie większych dyskach. Szczególnie że dobrze jest mieć dodatkową przestrzeń na migawki, dzięki którym nie tylko można przywrócić usunięty plik, ale też jego wersje z różnych etapów edycji.

Dzięki stosowaniu RAID1 zawsze mam dodatkową kopię zapasową. Jednak obie są w jednym urządzeniu, więc jest to zabezpieczenie tylko przed potencjalną awarią dysku, która z pewnością kiedyś nastąpi (w moim przypadku dopiero co nastąpiła). Nie chroni to moich danych np. przed rozwaleniem wszystkiego jakimś przepięciem w sieci energetycznej, ani przed pożarem itd. Wtedy straciłbym wszystko co jest na komputerze i na wszystkich dyskach do niego podpiętych, a także wszystko z NASa. Dlatego dawniej dodatkowy back up trzymałem w zupełnie innym miejscu, ale on był rzadko kiedy aktualny. Od kiedy mam znośny internet, kopię wszystkich rzeczy trzymam też w chmurze.

Backup w chmurze – Backblaze

Nie należy mylić usług dedykowanych robieniu kopii zapasowych w chmurze, z dyskami w chmurze typu Dropbox, One Drive itd. To zupełnie różne rzeczy! Dyski mają ograniczone miejsce i często dysponują licznymi funkcjami, zupełnie nie związanymi z archiwizacją.

Backblaze to jedno z najpopularniejszych i najlepszych rozwiązań, które służą wyłącznie robieniu internetowych kopii zapasowych. Za ok. 50 dolarów rocznie otrzymuje się nieograniczone miejsce na back up jednego komputera, niezależnie ile ma dysków twardych i o jakiej pojemności. Na komputerze wystarczy zainstalować aplikację, która następnie działa w tle i wysyła zaszyfrowane pliki na serwery Backblaze. Można ustawić, które katalogi mają być pomijane, jakie dyski USB powinny być kopiowane, a jakie nie. Można też wybrać jak mocno łącze internetowe może być wykorzystywane.

Ograniczenia
To nie jest tak, że jeśli ktoś ma 40 dysków USB, to każdy z nich sobie wrzuci do Backblaze i zapomni o ich istnieniu. Z tego co pamiętam każdy dysk musi zostać podpięty do komputera minimum raz w miesiącu – w ten sposób zapobiega się nadużywaniu tej usługi (w końcu dostajemy nieograniczone miejsce). Ja tego w ogóle nie odczuwam, bo mam dane na stałe podpięte do komputera. Jednak jeśli ktoś dysponuje całą szafą dysków do zarchiwizowania, to niekoniecznie będzie to dla niego dobra opcja. Natomiast nie ma żadnego problemu jeśli np. zmieni się nazwa dysku w systemie – Backblaze to rozpoznaje po danych i wówczas po prostu zmienia się także nazwa na serwerach – pliki nie muszą być wysyłane od nowa.

Drugie ograniczenie to brak możliwości robienia kopii zapasowych z dysków sieciowych, a więc m.in. tych znajdujących się w NASie. W razie potrzeby tę opcję można dokupić, jednak będzie się wtedy rozliczanym z liczby wysłanych oraz pobranych gigabajtów. To na pewno świetna opcja dla firm, które główne dane mają na NASie i korzytsają z nich liczni pracownicy korzystający z wielu komputerów. Jednak u mnie to zwiększyłoby koszty archiwizacji kilkukrotnie.

Jeśli ktoś ma niewielki NAS na własny użytek i to na nim trzyma swoje główne dane (a nie tylko kopie zapasowe), a nie chce płacić za przesłane gigabajty, to jest prowizoryczny sposób by to zrobić. Trzeba wtedy robić dodatkową kopię dysków z NASa na dysk USB podpięty do komputera. Z tego dysku pliki skopiują się do Backblaze bez potrzeby ponoszenia jakichkolwiek dodatkowych opłat. Przy jednym komputerze korzystającym z NASa można mieć w ten sposób wszystko stale aktualne, jednak trzeba pilnować, czy ten pośredni dysk działa prawidłowo. Jak on nawali, to kopia w chmurze też może okazać się niepełna. Będzie to też problematyczne gdy dane zajmują bardzo dużo miejsca.

Usunięte pliki są trzymane w Backblaze przez 30 dni. Można wstrzymać odliczanie do usunięcia danych po prostu pauzując wysyłanie plików na serwery Backblaze. Jednak wtedy nie będzie się miało aktualnej kopii. Backblaze należy traktować jako rozwiązanie potrzebne w krytycznych sytuacjach, gdy lokalne zabezpieczenia zawiodą, a nie jako podstawową kopię, z której będzie można przywracać pliki kilka lat wstecz. Jeden back up poza domem koniecznie trzeba mieć, wydaje mi się że to jest najbardziej bezobsługowa i najtańsza opcja jeśli brać pod uwagę długotrwałe używanie.

Odzyskiwanie danych
Gdy dane z Backblaze będzie trzeba odzyskać, to można to zrobić standardowo – ściągając je przez Internet. Da się wykorzystać dedykowaną aplikację, albo użyć przeglądarki internetowej i ja zdecydowanie polecam tę pierwszą opcję.

Można też zamówić wybrane pliki na pendrive lub na dysku (max 4TB na jednym), co się może przydać gdy w grę wchodzą grube terabajty, albo jak ktoś ma słabe łącze. Wtedy trzeba wpłacić kaucję za nośnik, którą odzyskuje się po jego odesłaniu z powrotem do Backblaze.

Ja póki co odzyskiwałem pliki z tej usługi tylko raz – było to zaledwie ok. 20 GB, więc przez Internet poszło sprawnie.

Łącze internetowe
Do takiego back upu raczej trzeba mieć w miarę przyzwoite łącze. Chciałem używać Backblaze już dawno, ale kilka lat temu miałem Internet 10 ściągania i 1 Mb/s wysyłu – na nim nie wyobrażałem sobie przerzucać cały czas danych.

Jednak myślę, że Internet mający już kilka Mb/s się do tego nada. Ja wciąż nie mam super szybkiego łącza, bo obecnie zazwyczaj leci 50/25 Mb/s, co wielkim osiągnięciem nie jest, ale mimo to Backblaze działa na tyle dobrze, że przy nieco wolniejszym necie też na pewno bym się na to zdecydował.

Natomiast zrobienie pierwszej kopii (ok. 1,3 TB) trwało u mnie strasznie długo, bo niecały miesiąc. Nie wiem dlaczego aż tyle – wszystko szło sprawnie do pewnego momentu – nagle dostało czkawki (pewnie przy jakichś bardzo małych plikach) i dopiero po jakimś czasie transfery wróciły do normy. Być może miałem pecha. W każdym razie usługi jestem zadowolony i gdy na mój dysk trafiają nowe dane, to nie zdarza się by Blackbaze ich nie kopiował przez długi czas – ciągle mam wszystko aktualne.

Bezpłatny Trial
Backblaze można przetestować za darmo.

Co jeszcze?

W NASie poza RAIDem z dwóch dysków, mam jeszcze trzeci HDD – mój bardzo stary Hitachi 2TB. Kiedyś skonfigurowałem go by działał jako sieciowe Time Machine, jednak z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że sprawdzało się to słabo. Co jakiś czas komputer wyrzucał komunikat, że czas usunąć kopię TM i stworzyć nową całkowicie do zera. To się zdarzało też czasem na Time Machine podpiętym do komputera przez USB, ale w żadnym wypadku nie tak często jak przez sieć. Z tego co udało mi się znaleźć w sieci, nie byłem odosobniony w tym problemie.

Obecnie mam tam różne mało istotne pliki, niewymagające posiadania kopii zapasowych. Tego dysku nie mogę dołączyć do RAID1, bo to inny model i mniejsza pojemność. Poza tym nie jest jest przeznaczony do NASów (dedykowane dyski różnią się nieco, szczególnie od strony firmware dostosowanego pod używanie w macierzach. Czym więcej dysków ma macierz, tym ważniejsze są te parametry. Jednak 2–3 dyski to niewiele, więc zwykłe modele w ostateczności pewnie też by sobie poradziły).

Teoretycznie nie powinienem mieć tego dysku w ogóle w NASie, ponieważ chcąc zachować maksymalną żywotność, powinno się używać identycznych modeli, nawet jeśli nie tworzą RAIDu. Chodzi o drgania jakie się przenoszą na obudowę i kolejne dyski. Żywotność HDD jest niezwykle mocno uzależniona od panujących warunków i do tego chyba nie trzeba nikogo przekonywać, jednak można się zdziwić jak duże ma to znaczenie. Zresztą wystarczy krzyknąć na dysk twardy, żeby głowica nie trafiła w dane i musiała robić do nich kolejne podejście (można to łatwo samemu sprawdzić chociażby podczas testowania prędkości). Także skoro Time Machine już w NASie nie mam, to nie wiem czy ostatecznie z tego dysku nie zrezygnuję całkowicie lub w ostateczności kupię na jego miejsce jeszcze jeden WD RED.

Dodatkowe backupy

Backup zdjęć podczas sesji
Być może od tego akapitu powinienem zacząć cały wpis. W aparacie mam dwie karty pamięci. Zdjęcia zapisują się na obie, więc jest natychmiastowy backup. Gdybym miał aparat bez opcji robienia kopii na drugiej karcie i robił zdjęcia poza studio, to kupiłbym bank danych. To takie urządzenie wielkości dysku, do którego wkłada się kartę pamięci i zostaje automatycznie skopiowana na wbudowany dysk. Dużo wygodniejsze rozwiązanie niż kopiowanie plików na laptopa.

Kiedy aparat mam podpięty do komputera, to zdjęcia zapisują się z pominięciem kart pamięci (jeśli używam Lightroma do tetheringu, to niestety tak się dzieje). Wówczas lądują od razu na tym dysku, który jest kopiowany przez Time Machine. Jeśli sesja odbywa się u mnie w mieszkaniu, to zdjęcia szybko wylądują też na NASie, a gdy jest dostęp do Internetu (niezależnie od fizycznej lokalizacji), to fotki zostaną od razu zassane do chmury Backblaze.

Back up zdjęć z iCloud
Mam też trochę zdjęć robionych telefonem, które dobrze gdyby przetrwały, ale jeśli zginą to najwyżej trudno. One są w iCloud i żeby mieć ich kopię, to wysyłam je na darmową wersję Google Photos. Co prawda ona ma ograniczenia i kompresuje zdjęcia, ale w przypadku tych fotek nie ma to dla mnie znaczenia. Zresztą po kompresji i tak wyglądają bardzo dobrze. W razie potrzeby można wykupić płatny pakiet, który zachowuje oryginalne pliki.

Szyfrowanie danych

Szyfrowanie danych powinno być standardową praktyką, nawet jeśli komuś nie zależy by dostępu do plików nie miał nikt inny. Skoro dane są zaszyfrowane, to znaczy, że nie zaszyfruje ich ktoś inny, a robią to liczne wirusy, żądając później okupu za odszyfrowanie.

Podsumowując

Mój back up nie jest zbyt wymyślny – dane kopiowane na dodatkowy dysk i na cokolwiek do Internetu, to dzisiaj niemal standard, a pod względem rozsądku na pewno absolutne minimum. To że dzięki RAIDowi i dodatkowemu dyskowi mam więcej kopii, uważam za rozwiązanie dość bezpieczne, ale daleko mi do tego co niektórzy stosują. Teoretycznie mógłbym sobie podpiąć więcej dysków, nawet mam takie, które można by wykorzystać. Jednak do póki mowa o trzymaniu ich w jednym miejscu, to nie widzę w tym większego sensu. Już prędzej wróciłbym do tego co robiłem kiedyś, czyli do zrzucania danych na dodatkowy dysk, który jest w innym miejscu i aktualizowania go co jakiś czas. Jednak i bez tego uważam, że dane są optymalnie zabezpieczone.

Jeśli są tu osoby nie robiących backupów, to może ten wpis ich trochę zmobilizuje do przemyślenia sprawy, inaczej wszystkie dane prędzej czy później zostaną stracone. Co prawda w czasach trzymania plików w chmurach takich jak Dropbox czy iCloud wszystko jest dużo bezpieczniejsze niż dawniej, jednak wciąż trzeba to jakoś dodatkowo zabezpieczyć. Jakakolwiek forma NASa to bardzo dobry wybór – czy rasowa i mocna maszyna, zarządzająca przy okazji multimediami w całym domu, czy niewielka obudowa z dwoma dyskami spiętymi w RAID1. Zresztą nawet pojedynczy dysk, na który ręcznie się będzie kopiowało pliki, jest dużo lepszy niż nic.

Recent Posts

KURS PRO RETUSZU

15 października wystartowała

pierwsza od 16 miesięcy promocja,

z której każdy może skorzystać!

 

Wersja Premium tańsza o 400 zł!

PROMOCJA

KURS PRO RETUSZU

15 października wystartowała

pierwsza od 16 miesięcy promocja,

z której każdy może skorzystać!

 

Wersja Premium tańsza o 400 zł!

PROMOCJA

KURS PRO RETUSZU

15 października wystartowała

pierwsza od 16 miesięcy promocja,

z której każdy może skorzystać!

 

Wersja Premium tańsza o 400 zł!

PROMOCJA

KURS PRO RETUSZU

15 października wystartowała

pierwsza od 16 miesięcy promocja,

z której każdy może skorzystać!

 

Wersja Premium tańsza o 400 zł!

PROMOCJA