Zmiany w 2022 roku

W ostatnich latach poza Macami, poniżej znajdowała się długa lista PC i laptopów z Windowsem, które warto było rozważyć. Po tym jak Apple zastąpiło procesory Intela, swoimi SoC „M”, pozostało mi jedynie usunąć te wszystkie komputery Windowsowe, bo nie umiałbym już w żaden sposób uzasadnić wybrania ich – zarówno jeśli chodzi o parametry, jak i kulturę pracy oraz absolutnie wszystko. Niemal najniższe konfiguracje komputerów Apple radzą sobie tak dobrze, że konkurencja właściwie nie istnieje. Utknęła w epoce prądożernych, grzejących się na potęgę komponentów, które po chwili obciążenia, muszą ratować się throttlingiem i hałasującym chłodzeniem. Natomiast jeśli chce się zaoszczędzić za wszelką cenę, to wciąż PC jest jedynym wyborem, więc być może w przyszłości znowu pojawi się na mojej liście jakiś PC.

Laptop vs. komputer stacjonarny

Jeśli fundusze są ograniczone, to podstawowa zasada mówi: nie kupuj laptopa! W świecie Windowsa, stacjonarka to niższy koszt i dużo lepsza wydajność. Szczególnie w kartach graficznych – od czasu wyjścia RTX serii 3xxx wersje mobilne potrafią być tak dużo wolniejsze od stacjonarnych, że użytkownicy zaczęli dyskutować, czy oznaczanie ich taką samą numeracją jest w ogóle uczciwe.

W świecie Apple od kilku lat nie trzeba rezygnować z wydajności, ale wciąż taniej jest kupić komputer stacjonarny.

Apple MAC

Nie każdy Mac nadaje się do obróbki zdjęć. Poza systemem operacyjnym, Macbooki swoją popularność zawdzięczają znakomitemu (jak na laptopy) wyświetlaczowi. Od 2012 jest zaskakująco liniowy i równomierny, o przestrzeni barwnej niemal idealnie pokrywającej sRGB i wychodzącej poza nią (Display P3). Z powodu niewielkich odchyłów fabrycznych, daje się je bardzo dobrze skalibrować programowo (np. za pomocą i1 Display Pro). W laptopach z Windowsem Surface mogłyby z nim konkurować, XPS trochę też, ale nie jak równy z równym. Jednak z Macbookiem dostajemy także znakomity antyrefleks oraz działające nawet w interfejsie systemu operacyjnego zarządzanie barwą, czego w Windowsie się nie uświadczy.

Ekrany w Macbookach

Sam korzystałem z ekranu w MBPr przez długi czas i mimo, że używam topowych monitorów graficznych, to twierdzę, że w obróbce typowo internetowej ekran MBPr sprawdzał się zaskakująco dobrze, szczególnie jak na laptopa.

Wyświetlacze Macbooków są znacznie lepszy od stacjonarnych monitorów Della, Samsunga itp, a moim zdaniem nawet od biurowych Eizo (EV), a pod niektórymi względami również od biurowych Neców starszej generacji (nieprodukowanych już EA244 i niższych modeli). Jednak wynika to w dużej mierze z bardzo małego ekranu (maksymalnie 16″), który po prostu znacznie łatwiej jest równomiernie podświetlić niż 24″ i więcej. Do tego Retina nie ma absolutnie żadnych problemów z wyciekającą czernią, srebrzeniem itd. Oczywiście poszczególne egzemplarze mogą się od siebie różnić – druga matryca na jaką trafiłem, była o wiele gorsza od pierwszej, ale wciąż dobra.

Od tamtego czasu Apple dopracowało ekrany jeszcze bardziej, ale najmocniej to widać po powłokach antyrefleksyjnych i poszerzonym gamucie Display P3, który odpowiada temu, stosowanemu w filmach kinowych (jednak gamma jest standardowa dla komputerów, czyli 2,2).

Mój pierwszy Macbook Pro Retina po kalibracji:

O co chodzi z „procesorami” M w nowych Macach?

Maki nie mają już Intelowych procesorów jak komputery z Windowsem. Zamiast tego posiadają SoC M oparty o architekturę ARM. Jest kilka wersji tych applowych SoC i to jakie można wybrać, zależy od modelu komputera. Przy czym do retuszu zdjęć nawet najwolniejszy M1 jest szybszy niż potrzeby większości osób, a jak ktoś obrabia wsadowo absurdalnie dużo fotografii, to wątpię by potrzebował coś ponad M1 Pro. Dopłacanie do większej liczby rdzeni, też nie zrobi dużej różnicy w fotografii.

SoC to nie tylko procesor, ale zintegrowana z nim na jednym chipie pamięć itd.  Obecnie niemal wszystkie programy są w wersji na układy M, a te które nie zostały zaktualizowane i tak działają, po prostu nie tak szybko jakby mogły (a mimo to często szybciej, niż działały natywnie na Intelu). M to też ogromna energooszczędność, co się przekłada na długą pracę na baterii.

Poniżej uszeregowałem SoC Apple od najwolniejszego, do najszybszego (w zastosowaniach wielordzeniowych, bo zupełnie jednordzeniowe już niemal nie istnieją). Przy czym M2 ma szybszy Neural Engine, więc rzeczy wspomagane A.I. mogą być szybsze. SoC różni też przepustowość i minimalna oraz maksymalna liczba pamięci RAM oraz to, że do niektórych można podpiąć tylko jeden monitor, a nie np. 3:

  • M1 50 GBps, 8-16 GB, tylko 1 monitor, 2 w Macu Mini
  • M2 100 GBps, 8-24 GB, tylko 1 monitor
  • M1 Pro 200 GBps, 16-32 GB
  • M1 Max 400 GBps, 32-64 GB
  • M1 Ultra 800 GBps, 64-128 GB

Od przepustowości zależy prędkość komunikacji pomiędzy komponentami. Dla porównania, w świecie komputerów z Windowsem wygląda to tak: 25 GBps (25, nie 250) to szybkość pamięci RAM DDR4, więc realna przepustowość za sprawą dual channel wynosi 50 GBps, a dla DDR5 100 GBps. Natomiast 800 GBps to prędkość VRAMu, w niemal topowych kartach graficznych. Jednak takie pamięci są potwornie drogie.

Aczkolwiek w pracy nad zdjęciami, nie będzie różnicy między 200 a 400 GBps. To ma znaczenie głównie tam, gdzie dużo danych jest potrzebnych układowi graficznemu.

Jak obejść ograniczenie liczby monitorów na M1 oraz M2

Należy kupić stację dokującą, obsługującą DisplayLink. Np. Dell D6000 da możliwość używania kolejnych 2 monitorów, ew. 3 ale wtedy jeden będzie działał tylko w 30 Hz. Można im przypisać różne profile kolorystyczne w systemie, ustawić ich pozycję itd, czyli zachowują się tak jak powinny. Poza tym taki dock może spełniać rolę taką jak zwykły, czyli podpina mu się też inne urządzenia niż monitory, podłącza internet kablem itd. Niestety z monitorami podpiętymi via DisplayLink, przestaje być możliwe używanie zegarka do odblokowywania komputera.

Jak rozbudować liczbę portów w komputerze

Docki USB-C USB 3.0 to bardzo ciężki temat, bo są z nimi najróżniejsze komplikacje. Dużo prościej jest z dockami Thunderbolt, ale są jeszcze droższe. Póki co wrzucam tutaj jeden dock, który bardzo się wyróżnia liczbą portów, ale później dodam kolejne.

 

CalDigit Thunderbolt Station 4 | TS4

Jeden z najbardziej rozbudowanych docków, ma aż 18 portów, ale niestety wraz z tym idzie wysoka cena. W 352 odcinku podcastu, przez kilkanaście minut, dyskutowaliśmy na temat tego docka.

Stare konstrukcje z nowymi bebechami

Tych dwóch poniższych laptopów raczej nie polecam, mimo że to świetny sprzęt. Po prostu pozostałe modele są jeszcze lepsze, ale też nieco droższe, więc jak fundusze nie pozwalają na dopłatę, to te dwa też będą dobre. Jednak konstrukcyjnie odbiegają od pozostałych – podczas przejścia z Intela na M1/M2, zmieniono im wnętrze, ale resztę zostawiono starą, podczas gdy pozostałe modele otrzymały bardziej kompaktowe obudowy, mniejsze ramki, nowe kamery itd.

Macbook Air 13″ M1

Air w czasach Intela dopiero od 2018 roku nadawał się do obróbki zdjęć, ale kompletnie się nie opłacał, bo za 10% dopłaty można było mieć lepszego Macbooka Pro. Po przejściu na M1 Air stał się bardziej opłacalnym komputerem do fotografii niż kiedyś, ale tak jak Macbook Pro 13″, jest to stara konstrukcja, pamiętająca czasy Intelowskich komponentów, tyle że ze zmienionym środkiem. W dodatku maksymalnie może mieć 16 GB pamięci, a to trochę mało do zdjęć. 6999 zł kosztuje wersja 16 GB RAM z 256 GB SSD. Gdy fundusze są większe, to należy patrzeć w kierunku innych modeli. Uwaga! M1 w laptopach wspiera tylko 1 monitor.

Macbook Pro 13″ M2

Ten Macbook jest „Pro” wyłącznie z nazwy. Nie ma nic wspólnego z Pro 14 i 16″. Nie należy tego komputera kupować pod niemal żadnym pozorem, umieszczam go na tej liście tylko w ramach ostrzeżenia, aczkolwiek trzeba przyznać, że jest wybitny pod względem czasu działania na baterii (do 20h) i jest bardzo lekki.

Wersja mająca jakikolwiek sens kosztuje 8699 zł i ma 16 GB RAM oraz 256 GB SSD, przy czym ten dysk działa dużo wolniej, niż w zeszłorocznej edycji z M1. Dopiero 512 GB ma „normalną” prędkość, więc tak na prawdę, to go by trzeba brać pod uwagę jako minimum (koszt to dodatkowe 1200 zł). Do tego w przypadku obróbki mnóstwa zdjęć wsadowo, zdecydowanie dobrze byłoby dopłacić do 24 GB RAMu, co przyjdzie nas kolejne 1200 zł. Tylko że nawet po dopakowaniu, ten komputer nie ma sensu – inne Macbooki Pro (14 i 16″) mają odświeżone konstrukcje, Air M2 również. Ten model jako jedyny wciąż ma touchbar, zamiast klawiszy funkcyjnych, co dla niektórych jest zaletą, dla innych wadą. Reszta, poza dobrym wbudowanym mikrofonem, to już bezdyskusyjnie wady – ma gorszą klawiaturę, głośniki, ekran, wielkie ramki wokół ekranu no i oczywiście starą bryłę obudowy. Uwaga! M2 w laptopach pozwala na podłączenie tylko jednego monitora!

Mac Mini M1

W Macu Mini to, że go nie zaprojektowano od nowa pod M1, nie ma większego znaczenia, ponieważ poza obudową nie byłoby czego w nim odświeżać – w końcu w przeciwieństwie do laptopów, ten komputer nie ma wbudowanej klawiatury, mikrofonów, kamery itd. Mac Mini posiada za to bardzo dużą przewagę nad laptopami z M1 i M2. Otóż ze względu na brak wbudowanego ekranu, można do niego podpiąć 2 monitory, a nie tylko 1. Największą wadą jest natomiast maksymalnie 16 GB RAMu, co w wersji z SSD 256 GB, kosztuje 5099 zł. Stosunek ceny do wydajności jest bardzo dobry, więc chcąc komputer stacjonarny, za rozsądne pieniądze, nie ma się zbytnio co zastanawiać. Mac z większą ilością RAMu, kosztuje prawie 2 razy więcej. Oczywiście lepiej byłoby mieć więcej RAMU, jednak nie wiadomo czy w przyszłości pojawi się Mac Mini na M2, z 24 GB RAMu, ponieważ historycznie Apple odświeżało Mini nieregularnie.

Zupełnie nowe konstrukcje

Poniższe laptopy zostały zaprojektowane od nowa, wraz z porzuceniem Intela. Mają więc mniejsze obramowanie, lepszą klawiaturę, mikrofony, głośniki itd. Dodatkowo wersje Pro posiadają chip minimum M1 Pro, więc poza jeszcze lepszą wydajnością, mogą mieć 32 GB RAMu i więcej. Jednocześnie ze względu na ogromną przepustowość (minimum 200 GBps) i bardzo szybkie SSD, mało kto odczuje różnicę w wydajności między 32, a 64 GB RAM. Natomiast przy zastosowaniach innych niż fotografia, nawet do 32 GB bym nie dopłacał, tylko został przy 16.

Macbook Air 13,6″ M2

Płacąc 1200 zł więcej niż za Aira z M1 w wersji 16 GB RAM, otrzymujemy znacznie ulepszoną konstrukcję, z większym ekranem oraz ze zwiększoną wydajnością. Porty Thunderbolt/USB4 są tylko dwa, ale ładować można osobnym portem MagSafe3. Jednak ciekawiej się robi, gdy dorzucimy kolejne 1200 zł (czyli w sumie już się robi 9399 zł) bo tyle kosztuje dopłata do 24 GB RAMu. To sprawi, że SSD znacznie rzadziej będzie używane jako SWAP podczas pracy w Photoshopie i Lightroomie, gdzie 16 GB RAMu przekraczam regularnie. Macbook Pro 13″ w takiej samej konfiguracji wychodzi drożej, mimo że ma starszą konstrukcję. Natomiast podczas generowania miniatur w LR po pewnym czasie spowolni, ze względu na pasywne chłodzenie, podczas gdy Pro 13″ jest chłodzony wiatrakiem. Osobiście mimo wszystko brałbym Aira, ma mnóstwo przewag nad Pro. a w Photoshopie i tak throttling się nie uaktywni. Natomiast gdybym przerabiał regularnie tysiące RAWów, to wówczas prędzej bym pomyślał jak zwiększyć budżet do Pro 14″ z M1 Pro.

Air to komputer, któremu przez długie lata ciężko będzie cokolwiek zarzucić, poza tym, że można podpiąć tylko jeden monitor, bo wspomniane pasywne chłodzenie to dla większości osób jednak zaleta, a nie wada. Nią mogą być tylko 2 porty Thunderbolt, ale uważam że w domu i tak powinno być stworzone stanowisko komputerowe, w którym do laptopa wpina się tylko jeden kabel np. z docka lub monitora (i to do niego są wpięte pozostałe urządzenia takie jak dyski, tablet piórkowy, ethernet itd). Stosunek ceny do jakości i wydajności jaki ma Macbook Air z M2 jest znakomity, szczególnie jeśli się uwzględni jeszcze czas pracy na baterii (Apple podaje do 18 godzin). Pewnie wiele osób będzie się wahać między Airem M2 i Pro 14″, więc opisując go, rozpisuję się o tym, co je różni.

Macbook Pro M1 Pro 14″ oraz 16″

W czasach Intela Macbook Pro 16″ z 32 GB RAM kosztował 14 000 zł. Dzisiaj jest jeszcze drożej, bo to aż 16 799 zł, przy czym w standardzie otrzymujemy 512 GB SSD. Jest to komputer absolutnie masakrujący wcześniejszą wersję Intelową, więc porównywanie ich ma niewiele sensu, ale jest nieuniknione, bo to niestety jedyny 16″ laptop w ofercie Apple.

Natomiast opcję 14″ można wziąć z 8 rdzeniami CPU zamiast z 10 i to w zupełności wystarczy, a cena będzie wyraźnie niższa, bo 13 799 zł za opcję z 32 GB RAM. Jednak tutaj już jest alternatywa w postaci Aira M2, którego można mieć za 9399 zł w wersji 24 GB RAM/256 GB SSD lub za 10 599 zł w wersji 512 GB SSD. Różnica w cenie jest ogromna, więc co za nią otrzymujemy?

Pro 14″ (16 też) jest wydajniejszy od Aira, tyle że w fotografii na tej dodatkowej wydajności się nie skorzysta. Obsługuje natywnie trzy monitory zamiast jednego, wbudowany ekran też się różni. Pro ma 120 Hz, 1000 nitów (1600 szczytowej jasności) o PPI 254. Air ma standardowe 60 Hz, 500 nitów z PPI 224. Oba obsługują przestrzeń kolorów Display P3 i True Tone. Zdjęcia które dzisiaj się wywołuje w Lightroomie itd; nie mają HDR, a potrzebna jasność w referencyjnych warunkach to 80 nitów. Natomiast nie dla wszystkich świat się kończy na fotografii – w filmach HDR z jasnym ekranem to duża zaleta. Kolejną różnicą jest dodatkowy port Thunderbolt w Pro i minimalnie krótsza praca na baterii. Czy to wszystko jest warte tak gigantycznej różnicy w cenie? W samej fotografii pewnie dla niemal każdego odpowiedź będzie brzmieć „nie”, bo większość zalet nie ma zastosowania przy pracy ze zdjęciami. No ale jak już wspomniałem, nie dla wszystkich to jedyne zastowoswanie – np. do obrabiania mnóstwa filmów, pro będzie lepszym wyborem.

iMac 24″

Istnienie tego komputera to dla mnie zagadka, bo 24″ było bardzo małym ekranem dekadę temu, a co dopiero teraz. Jednak tłumaczono mi, że jako komputer na recepcję lub ladę sklepową się nadaje idealnie i pewnie to prawda. Oczywiście jest w nim ekran biurowy, a nie graficzny, ale o wysokiej rozdzielczości więc ostrość obrazu jest znakomita. Jeśli ktoś oczekuje jakości graficznych monitorów, to się rozczaruje. Poza tym iMaki od dawna mają tak reflektywne ekrany, że z powodzeniem zastępują lustro. Na szczęście w ostatnich latach jest możliwość dopłacenia do wersji ze szkłem nanostrukturalnym, gdzie w zamian za gorsze kąty widzenia, dostajemy znacznie mniejsze odbicia. iMac 24″ jako jedyny komputer z SoC „M” potrafi hałasować, co jest o tyle dziwne, że nie ma ku temu żadnych powodów.

Mac Studio M1 Max lub Ultra

Ten komputer nawet w najniższej konfiguracji (11 399 zł na stronie Apple) jest mocniejszy niż wszystko co polecałem do retuszu, ponieważ nie występuje z SoC M1 lub M2, ani nawet z M1 Pro, tylko z dwa razy od niego mocniejszym M1 Max. To maszyna stworzona do dużo bardziej wymagających zadań, niż praca nad zdjęciami – jeśli jej potrzebujesz, to wiesz dlaczego i na pewno nie jest to fotografia. Ale jak ktoś poza zdjęciami montuje filmy i robi mnóstwo innych wymagających rzeczy, to Makiem Studio będzie zachwycony. Połowę tańszym Makiem Mini pewnie też, ale trochę mniej.

Mac Pro

To był znakomity komputer i nawet w podstawowej wersji ma „nadmiar” wydajności i kupowanie go do fotografii nie miało sensu gdy wyszedł, tym bardziej nie ma więc sensu dziś. Za ułamek Maca Pro można mieć Maca Studio, a bądźmy szczerzy – nawet jakby Studio kosztował 5 razy więcej niż obecnie, to i tak byłby dużo lepszym dealem do fotografii niż Pro. Dzisiaj jest to sprzęt tylko dla tych, którzy potrzebują np. 1,5 TB RAMu.

Pomijając że jest to przestarzały komputer – jestem zachwycony jego konstrukcją– sposobem w jaki rozwiązano chłodzenie, a nawet detalami takimi jak sposób blokady kart rozszerzeń, czy ich zasilanie. Miejmy nadzieję że nowy Mac Pro, który będzie oparty o SoC M, będzie pod tym względem podobny.

Hackintosh

Czyli PC z zainstalowanym systemem macOS. To temat tak obszerny, że można by o nim napisać zupełnie osobny artykuł, a nawet książkę. Dobry Hackintosh ma komponenty dobrane tak, by były jak najbliższe jakiemuś Macowi intelowemu i nie jest to rzecz, którą bym polecał, osobom nie siedzącym mocno w temacie komputerów.

Kilka lat temu przesiadłem się z najwyższej wersji Maca Mini 2018/2019 na Hackintosha, ale tylko ze względu na VR. Do samych zdjęć miałbym Maca Mini jeszcze przez wiele lat.

Natomiast w obliczu przejścia Apple z Intela na układy „M” uważam, że Hackintosh stracił jakikolwiek sens. Nawet Mac Mini z M1, w jednej z najniższych konfiguracji, jest lepszą opcją niż na maxa dopakowany Hackintosh.

Laptopy z Windowsem

Absolutnie nie umiem dzisiaj polecić laptopa z WIndowsem, ale jeśli za wszelką cenę musisz takiego mieć, to dopóki laptop będzie używany podczas obróbki, wyłącznie z zewnętrznym monitorem, to sprawa jest w miarę prosta. Wystarczy dobrać konfigurację do swoich potrzeb – upewnić się, że procesor jest nastawiony na wydajność, a nie na ultra mobilność, oraz że chłodzenie wyrabia. Nie będzie wydajności ani ciszy jak w Macbookach, ale będzie Windows. Niestety w laptopach, będących pod ciągłym obciążeniem i tak prędzej czy później, zostanie obniżone taktowanie, by nie ugotować podzespołów. Dlatego do video komputery stacjonarne są dużo lepsze, nawet jeśli na pierwszy rzut oka mają niemal taką samą konfigurację. Do tego minimum 16 GB RAM, wyjście DisplayPort i SSD NVMe.

Ja się skupię na sprzęcie, który z założenia ma służyć także do retuszu na wbudowanym ekranie, ponieważ wtedy sprawa się niesamowicie komplikuje. Bardzo ciężko o laptopa z Windowsem, z ekranem porównywalnym do Applowskiej Retiny. Mimo to bez przerwy słyszy się, że „ten notebook ma świetny ekran IPS 4K, Adobe RGB 99%” i inne sformułowania, niewiele mówiące o jakości, ale dobrze wyglądające w specyfikacjach technicznych. Niestety marketing robi swoje i wiele osób się na to nabiera. Wszystko co miałem do napisania o ekranach, umieściłem we wpisie dot. monitorów dla fotografów. Jest to ponad 30 stron maszynopisu i nie ma sensu, żebym to kopiował tutaj – jeśli cię temat interesuje, to przeczytaj wspomniany artykuł.

Tak więc kupując wydajnego laptopa, innego niż Macbook, zazwyczaj trzeba pogodzić się ze znacznie gorszym ekranem. Czy to znaczy że na Macbooku zdjęcia będą na nim wyglądały ładniej niż na innych laptopach? Oczywiście że nie. Możliwe że będzie wręcz przeciwnie. Będą bliższe ich rzeczywistemu wyglądowi, bo zadaniem ekranu fotograficznego jest pokazywanie faktycznego wyglądu zdjęć, a nie jak najładniejszego. Jednak trafiają się laptopy z WIndowsem i przyzwoitym ekranem, np. Dell XPS lub seria Surface od Microsoftu.

Jeśli wykonanie komputera ma być na podobnym poziomie jak starych Macbooków na Intelu (do nowych na ARMie nic nie ma startu), to w grę wchodzą tylko topowe serie, często biznesowe, więc cenowo zbliżone do Macbooków Pro. Dlatego przez lata, gdy ktoś potrzebował Windowsa, to najlepiej było go zainstalować na MacBooku Pro. Aczkolwiek z biegiem czasu to twierdzenie traciło na aktualności, a od 2016 roku przestało mieć sens, ze względu na ceny. Te od końca 2019 roku zaczynają znowu być niezłe, ale skoro nie ma już procesorów Intela, to nie da się też używać Windowsa x86. 

Wróćmy do konstrukcji typowo Windowsowych. Unikałbym laptopów gamingowych, stworzonych do grania. Co prawda mają świetne parametry, ale ekrany do gier i do grafiki to właściwie przeciwieństwa. Tam gdzie potrzebne są jak najszybsze czasy reakcji, całkowity brak smużenia, podwyższone odświeżanie itd, w technologii LCD trudno liczyć na niskie delty, równomierny obraz i dobrze odwzorowaną kolorystykę.

To dlaczego monitory graficzne są tak dobre, to tylko w niewielkiej części zasługa matrycy – ogromne znaczenie ma elektronika, która jest w monitorze i przetwarza obraz, zanim zostanie wyświetlony. To zajmuje czas i tworzy dodatkowe, duże opóźnienia. One w gamingowych konstrukcjach są uznawane za wadę numer 1. W dodatku najmniejsze opóźnienia mają matryce TN. Takich matryc w zastosowaniach graficznych się nie używa w ogóle, a w growych kiedyś niemal zawsze, a obecnie na szczęście nawet tam popularne są IPS. Sumując te wszystkie aspekty, uzyskanie dobrego obrazu, z bardzo niskimi opóźnieniami, jest skomplikowane. Dlatego jak ktoś się upiera przy Windowsowym laptopie, to jednak wygrywają modele robione dla biznesowych zastosowań, a nie do gier.

Windows 10 i 11

Ceny zestawów nie mają wliczonego Windowsa, bo pewnie niektórzy mają licencje boxowe. W przeciwnym wypadku pozostaje kupno lub używanie wersji nieaktywowanej. Windowsa 10 można pobrać bezpłatnie ze strony Microsoftu, ale po miesiącu pojawi się znak wodny informujący o braku aktywacji oraz nie będzie możliwości zmiany tapety i schematu kolorów.

Żaden starszy Windows niż 10, nie wchodzi w grę, nie tylko ze względów bezpieczeństwa. Poprzednie wersje, jakkolwiek niewiarygodne by się to mogło wydawać, miały jeszcze większe problemy z zarządzaniem barwą, skalowaniem itd. Jest mnóstwo miejsc, w których można kupić klucze do Windowsa za ułamek ceny – są to wersje OEM, których używanie ma legalność bliską wersji z torrentów, więc jak ktoś już chce piracić, to naprawdę lepiej niech lepiej używa wersji bez aktywacji, zamiast oszukiwania samego siebie, że się kupiło okazyjnie klucz za 70 zł – wówczas jedynie zapłaciło się 70 zł za klucz mający funkcjonalność cracka i info o aktywnym systemie tego nie zmienia.

Podsumowanie

Jeśli potrzeba laptopa, to pasywnie chłodzony Macbook Air z M2 i 24 GB RAMu jest świetny, z bardzo dobrym stosunkiem jakości do ceny. Jednak ma mało portów i pozwala natywnie na podpięcie tylko jednego monitora, a do kolejnych należy użyć DisplayLinka.

Tylko minimalnie większy Macbook Pro 14″ z M1 Pro natywnie obsługuje 3 monitory, jest jeszcze wydajniejszy, ma dodatkowy port Thunderbolt/USB, wentylator i może mieć więcej RAMu, ale kosztuje połowę więcej, a wersja 16″ jeszcze więcej. Chcąc taki komputer, jest drożej niż kiedykolwiek, czyli zupełnie przeciwnie niż w przypadku wcześniej wspomnianego Aira M2 – o tak wydajnym komputerze, tego rozmiaru wcześniej nie mogliśmy nawet marzyć, tym bardziej poniżej 10 000 zł.

Chcąc komputer stacjonarny wydatki mogą być znacznie niższe niż przy laptopie, bo Mac Mini to świetna maszyna, ale z niedoborem RAMu. Mimo to kupno go wciąż ma sens, szczególnie jeśli pracuje się na pojedynczych zdjęciach, a nie przerabia masowo RAWy. Wówczas z komputerów stacjonarnych jeszcze lepszym wyborem będzie Mac Studio, ale to dwa razy większy wydatek i wydajność tak duża, że w fotografii nie zostanie w pełni wykorzystana.

Recent Posts