Mało jest na świecie krajów, które mogą konkurować z Polską pod względem Internetu, szczególnie tego mobilnego. I chociaż patrząc na średnią prędkość łącz internetowych, Polska zdecydowanie nie jest w czołówce (obecnie zajmuje 30 miejsce na świecie w Internecie stacjonarnym oraz 54 miejsce w mobilnym), to stosunek ceny do szybkości i dostępnego limitu danych, jest po prostu ZNAKOMITY. A gdy ktoś w Polsce chce mieć ogromną prędkość, to zazwyczaj też może – po prostu zapłaci więcej, ale wciąż niewiele.

Gdy przeprowadzałem się do Tajlandii, to nawet z Internetem stacjonarnym nie było tam zbyt różowo… Problem stanowiła wtedy prędkość – większość moich znajomych w Polsce miało już w 2013  roku światłowody 100 Mbps w cenie ok. 50 zł miesięcznie. Natomiast ja się cieszyłem, że w Bangkoku za połowę wyższą cenę, udało mi się załatwić kapryśne łącze ADSL 13/1 Mbps. To był naprawdę duży sukces, bo przez pierwsze kilka miesięcy musiałem żyć w Bangkoku z uploadem o prędkości 0,25 Mbps! Akurat to było łącze dzielone na cały apartamentowiec, w dodatku każdego dnia trzeba było wpisywać w przeglądarkę swój login i hasło. Po zmianie na ADSL oczywiście od razu zmieniłem modem na własny, bo te dawane przez tajskich operatorów, są równie kiepskie jak u polskich.

Od tamtego czasu zmieniło się bardzo dużo – Tajlandia cały czas bardzo mocno rozbudowywała swoją infrastrukturę, aż w końcu poszła w światłowody i już nie odstaje tak mocno od Polski – średnia prędkość ściągania nareszcie jest prawie taka sama, chociaż chyba nie w tak dobrych cenach. Jednak do stacjonarnego netu wrócę później, ciekawszy jest Internet mobilny i ten też pewnie zainteresuje znacznie bardziej osoby wybierające się tutaj na wczasy.

Internet mobilny w Tajlandii

Można śmiało powiedzieć, że tajski net przez długi czas był zupełnym przeciwieństwem japońskiego. Japończycy bardzo szybko przyswoili sieć 3G i w efekcie publicznie wi-fi było kompletnie niespotykane. Dopiero od jakiegoś czasu się to zmienia, ze względu na turystów. Natomiast Tajlandia przez lata bazowała głównie na wifi.

W większości miejsc na świecie net mobilny wciąż jest drogi, ew. był bardzo drogi jeszcze niedawno. W Tajlandii również, a że zarobki w tym kraju nie należą do wysokich, to mało kto by płacił jak np. w USA – równowartość ponad 200 zł miesięcznie, żeby mieć w komórce przynajmniej w miarę znośny pakiet danych. Dlatego tutejsi operatorzy komórkowi obeszli problem dużego transferu danych już lata temu.

Wszechobecne wi-fi
Każdy operator komórkowy ma tysiące zabezpieczonych hot spotów, rozsianych po całym kraju, ale oczywiście to w stolicy ich zagęszczenie jest największe. Są we wszystkich sklepach 7/11, w centrach handlowych i wszędzie tam, gdzie przewija się dużo ludzi.

Będąc klientem danej sieci, zyskuje się dostęp do jej hot spotów – często bez żadnych limitów danych i bez lejków po przekroczeniu określonej liczby gigabajtów. Wystarczy mieć login i hasło – loginem jest numer telefonu, a hasło generuje się wysyłając SMS (czyli każdy ma własny zestaw danych do logowania). Kupując kartę sim na lotnisku, często obsługa od razu wszystko ogarnie. Kilka lat temu zalogowałem się do jednej takiej sieci wi-fi i od tamtej pory telefon i iPad łączą mi się automatycznie z nią i wszystkimi innymi hot spotami od True, czyli od mojego operatora. Dokładniej to TrueMove H, które należy do True, ale po co komplikować terminologię – będę tutaj uogólniał :). A przez to, że hot spotów jest tak dużo, to zasięg mam w większości miejsc, w jakich przesiaduję. Chociaż możliwe, że jest odwrotnie – wybieram miejsca, w jakich wiem, że net jest znakomity :). Całkowity brak limitów danych na wi-fi nie dotyczy każdego pakietu, ale jest dość powszechny. A gdy ktoś wykupił wersję z ograniczonym wi-fi, to w każdej chwili może sobie dokupić pakiet nielimitowany. Sam kiedyś miałem abonament, do którego wi-fi się brało osobno, ale za dodatkowe 100 THB (ok. 10 zł) limity były ściągane.

Dawniej hot spoty zazwyczaj były kiepskie – powolne i często niestabilne. Obecnie wciąż nie wszystkie działają dobrze – raz jest lepiej, raz gorzej, ale tam gdzie przebywam nie mogę narzekać. Osiąganie kilkuset megabitów na sekundę już mnie nie dziwi. Aczkolwiek gdy dwa lata temu pierwszy raz natrafiłem na takie szybkości w centrum handlowym, to wywołały niemały szok.

Od tamtej pory coraz częściej spotykam bardzo szybkie hot spoty w różnych miejscach i już mnie nie dziwią, jednak takie szybkości to zdecydowanie nie jest standard. Zazwyczaj to tylko kilka lub kilkanaście Mb/s. Oczywiście lepiej byłoby zamiast wi-fi mieć LTE Unlimited 50 GB, dodatkowo z całkowicie nielimitowanymi serwisami streamującymi muzykę i wideo, bez żadnego sztucznego ograniczenia prędkości. Jednak skoro czegoś takiego w Tajlandii nie ma (a tym bardziej niedrogo), to Tajowie radzą sobie właśnie przez wifi.

Limity danych mocno się zwiększyły w ostatnich latach, chociaż wciąż nie robią wrażenia. 5 lat temu miałem ledwo kilkaset megabajtów miesięcznie, a obecnie 15 GB, które w Polsce i tak wykorzystałbym bez najmniejszego problemu, ale tutaj mi w zupełności wystarczają, ze względu na wspomniane hot spoty. Co innego gdy się poleci na wyspy – o wi-fi na plaży nie jest łatwo. Nie wspomniałem tutaj żadnych konkretnych cen, bo jest to trochę bardziej skomplikowane – mieszkając tutaj często kupuje się pakiety, w których jest więcej niż sam telefon.

Wszystko w jednym

Sieć w której jestem, poza telefonią komórkową dostarcza też Internet stacjonarny oraz kablówkę, więc zamiast kupować wszystko osobno, Tajowie biorą sobie pakiet All in one. Przy okazji dzięki temu prepaidy nie są bezpośrednią konkurencją dla abonamentu. Nawet dla mnie oferta z wszystkim jest bardziej opłacalna, mimo że kablówki do dzisiaj użyłem równe zero razy. True ma też… kawiarnie. One często są  połączone ze sklepami firmowymi lub punktami obsługi klientów, więc gdy trafi się na kolejkę, to czekając można sobie wypić tajską herbatę lub posiedzieć z laptopem przy jakimś ciastku. Oczywiście jest też wiele kawiarni poza salonami sprzedaży. Nawet w bloku, w którym mieszkam, jest jedna:

Poza tym tak jak w Polsce można mieć zniżki w różnych sklepach, kawiarniach itd, mając np. kartę kredytową w jakimś banku, to w Tajlandii poza bankami, również operatorzy komórkowi bardzo aktywnie działają w tym kierunku.

Świetny net w trakcie wakacji w Tajlandii

Jest pewna opcja, którą warto rozważyć gdy przylatuje się do Tajlandii na wczasy i chce wydać na internet niedużo, a jednocześnie korzystać z niego ile się tylko da, także poza hot spotami. Nie jestem pewny czy wszystkie sieci mają takie pakiety, bo śledzę jedynie operatora, z którego korzystam, w każdym razie w True zamiast kupować kartę SIM ze standardowym pakietem danych (czyli Unlimited, który tak jak w Polsce będzie mieć lejek po przekroczeniu jakiejś liczby ściągniętych gigabajtów), można wziąć opcję, w której nie wybiera się liczby Gigabajtów bez lejka, tylko prędkość Internetu.

Czyli są pakiety (i to je właśnie polecam turystom), w których zamiast limitu prędkości do ok. 300 Mbps, będzie można uzyskać jedynie znacznie mniejsze prędkości i od samego początku Internet poleci np. max tylko 6 Mb/s. Za to w trakcie wczasów nie wskoczy żaden kolejny lejek zmniejszający jego prędkość jeszcze bardziej. Przy kilku megabitach na sekundę, da się zrobić na telefonie niemal wszystko bardzo komfortowo – przejrzeć FB, wysłać maila, zobaczyć video na YT, zrobić Insta Story, skorzystać z nawigacji itd. A że limitów brak, to nie będzie problemem jeśli w hotelu ze słabym wi-fi, przez noc będą się wysyłały do chmury grube gigabajty świeżo zrobionych zdjęć i video.

Oczywiście jeśli ktoś się zdecyduje na standardową ofertę (np. 15 GB Unlimited), to wtedy lejek nie będzie do kilku megabitów/s, tylko net zwolni tak dramatycznie, że nawet z Facebooka nie będzie się dało korzystać i pozostanie dokupienie kolejnego pakietu gigabajtów. Dlatego wolniejszy net, który jest faktycznie unlimited, wydaje mi się lepszy. Co prawda są te wszechobecne wifi, o których wspominałem, ale gdy ktoś zamierza zwiedzać , to często będzie poza ich zasięgiem i wtedy pozostanie używanie pakietu 3G/LTE.

Okay – to ile trzeba wydać na sensowną ofertę z internetem? Operatorzy tutaj bazują na ciągle zmieniających się promocjach, wiec podając teraz jakieś konkrety, za moment byłyby już nieaktualne. Jednak można przyjąć że 100 zł miesięcznie wystarczy na porządną ofertę na cały miesiąc, a i za połowę mniejszą kwotę będzie w czym wybierać.

Jest kilku operatorów komórkowych, przede wszystkim: True (TrueMoveH), DTAC, AIS. Jakiego się nie weźmie, to będzie OK, chyba że się trafi w jakąś dziurę zasięgową. Ja jestem w True od samego początku, bo dawniej przy wysiadaniu z samolotu rozdawali darmowe startery, a później i tak miałem od nich net stacjonarny, więc tak już zostało. Paru znajomych mam w innych sieciach, reszta korzysta z True, ale raczej wszyscy są podobnie zadowoleni. Gdy się leci z kimś na wczasy, to zdecydowanie lepiej gdy druga osoba weźmie inną sieć – wtedy jak się trafi gdzieś na odludziu miejsce bez zasięgu, to druga osoba zrobi hot spot.

Cenzura

Tajlandia nie ma w pełni wolnego internetu. Np. gdyby jakaś zagraniczna strona źle się wypowiedziała o królu, to zostałaby zbanowana w trybie natychmiastowym (a gdyby to była strona lokalna, to najpewniej przestała by istnieć, bo trudno by ją było administracji prowadzić z więzienia). W 2015 roku rząd chciał, by Internet w Tajlandii przechodził przez tylko jedną bramkę, co ułatwiłoby nadzór sieci. Po protestach i zmasowanym ataku DDoS na strony rządowe, wycofano się z tego pomysłu.

Ewolucja Internetu stacjonarnego

Miałem jeszcze na chwilę wrócić do netu domowego. Tak więc w roku 2014 łącze 30 Mbps było jednym z najszybszych dostępnych w tajskich mieszkaniach, w dodatku tylko niektóre budynki posiadały odpowiednią infrastrukturę. Dzisiaj ten sam operator podpina 1000 MBs, które razem z netem mobilnym i podstawowym pakietem kablówki kosztuje 1600 THB, czyli niecałe 200 zł (chyba że chce się wysyłanie 500 Mbps zamiast 100, to wtedy więcej). Aczkolwiek taka szybkość jest tylko w stolicy i kilku innych dużych miastach. Gdzie indziej to póki co maksymalnie 300 Mbps. Natomiast jak ktoś chce tanie łącze, to zapłaci ok. 600 THB za 30/10 Mbps i w tym będzie mieć też internet mobilny – prawdziwie nielimitowany, ale ograniczony do prędkości 1 Mbps, czyli bardzo powolny. Za 200 THB więcej będzie już znośne 4 Mbps bez jakiegokolwiek lejka i światłowód 50/20 Mbps w domu, czyli tyle ile wynosi średnia prędkość w Tajlandii. Za kilka miesięcy ta oferta pewnie będzie już zupełnie inna, bo tutaj bez przerwy je zmieniają.

Ja byłem z tajskiego netu najpierw zupełnie niezadowolony, a później tak średnio, bo było mu daleko do tego co jest w Polsce. Teraz już jest dobrze, więc chyba w końcu mogę przestać narzekać :). Jest szansa że teraz moje webinary zyskają na jakości i Youtube już nie będzie mi wyrzucał komunikatu, że upload podczas transmisji live jest za wolny. Niestety do póki miałem 20 Mbps uploadu, to tak było już przy transmisjach z bitrate 3000 kb/s. Teraz wysyłanie leci zamiast 25 Mbps, niecałe 60 Mbps, więc musi być lepiej.  Łącza 1000/100 nie mogę podpiąć, bo najpierw infrastrukturę w budynku muszą przygotować. Zresztą chyba nie będę miał takiej potrzeby – to co jest teraz powinno wystarczyć na długo, ew. upload niech zwiększą, to i w 4K będę mógł nadawać :).

Statystyki szybkości internetu pochodzą od Ookla, firmy do której należy speedtest.net.

Recommended Posts