Sesje zdjęciowe wykonuję wyłącznie przy użyciu lamp błyskowych. Jak organizuję sesję w plenerze, to słońce wyłączam i robię własne lampami. Tym razem, mimo że miałem plenerowy zestaw studyjny 600 i 1200 Ws, zdecydowałem się na robienie zdjęć wyłącznie w świetle zastanym.

W tym roku bardzo mało fotografowałem i stwierdziłem, że pora to zmienić. Wiedziałem, że nie chcę znowu robić sesji beauty, tylko wreszcie fashion. Wiedziałem też z kim, ale nie miałem pojęcia gdzie. Z miejscami na sesje zawsze był u mnie ogromny problem. Właściwie do dnia zdjęciowego nie było wiadomo, gdzie się ona odbędzie. Pierwszym pomysłem była sesja zdjęciowa na jakimś fajnym dachu, ale znajdźcie jakiś dobrze wyglądający dach w mojej okolicy… Później pojawiła się opcja zrobienia zdjęć z piaskiem w tle.

Przygotowania do sesji

Dzień przed zdjęciami pojechałem w miejsce, w którym powstała moja poprzednia sesja (inspirowana serialem „The Walking Dead”). Niestety, hałdy piachu, które jeszcze dwa miesiące temu tam były, wyglądały jak kupa błota i tyle było z pustynnego klimatu. Dwie osoby, które przypadkowo tam spotkałem, doradziły mi sportową dolinę w Bytomiu, zresztą miejsce to dosyć często pojawiało się w propozycjach.

Modelką była Klaudia Danch. Najpierw złożyła wizytę Karolinie Zientek, która zajęła się wizażem. Później pojechała do Agi z Le’Prestige po fryzurę. Tam dołączyłem ja razem z Mateuszem „Pro” Prociakiem i wymyśliliśmy, że sesję zrobimy właśnie na dolomitach, czyli w sportowej dolinie w Bytomiu. To obszar, z którego kiedyś wydobywano glinę; całkiem przyjemnie wyglądające miejsce, w sam raz na zdjęcia. Na fotkach z backstage’u udało się to uchwycić.

Plan zdjęciowy

Było 30°C (albo i więcej), pełne słońce, jedynie gdzieniegdzie widać było pojedyncze chmury. W godzinach 11.00–14.00 teoretycznie panowały beznadziejne warunki do robienia zdjęć. Ale nie, jeśli zamiast samego światła słonecznego, użyje się też blend. Czemu blendy, a nie światło błyskowe? Bo ciężko byłoby tam rozstawić oświetlenie, tak żeby z czegoś nie spadło. Tym razem zwyczajnie nie miałem potrzeby wygaszania światła zastanego i tworzenia własnego klimatu, więc z blendami mogłem osiągnąć podobne rezultaty, oszczędzając przy tym sporo czasu i energii.

Samo światło zastane nie sprawdziło się m.in. dlatego, że często fotografowałem nieco pod słońce – wtedy postać wyglądała jak czarna plama. Zresztą niemal każde zdjęcie lepiej wygląda z blendą niż bez niej. W ruch poszły dwie o wymiarach 180 x 120 cm i 107 cm (okrągła). Ta pierwsza doświetlała całą postać, a druga tylko twarz. Świeciliśmy różnie – czasem jedną blendą, czasem dwiema (wówczas ta większa była oparta o statyw).

Zdjęcia w Sportowej Dolinie

Przy pierwszym ujęciu użyłem tylko tej większej blendy w wersji srebrnej – musiała przejąć rolę głównego światła, a biała było do tego zdecydowanie za słaba.

Dolomity Sportowa Dolina - fashion z blendami

Nikon D700 | Sigma 50mm 1,4 EX DG HSM | F/4,5 | 1/1250 | ISO 200

Słońce było z lewej strony – oświetlało tło i pełniło rolę kontry. Klaudię ustawiłem dużo wyżej ode mnie, a kadrowałem tak, żeby w tle znalazło się tylko niebo, bez drzew, które stąd bardziej przypominały krzewy…

Kolejne ujęcie i kolejne miejsce, tym razem na bardziej urozmaiconym tle. Podczas robienia zdjęć w tak mocnym słońcu nie trzeba się bać odbijania światła blendą z dołu. Słońce świeci z góry bardzo mocno i za pomocą blendy nie sprawię, że cienie przesuną się z dołu do góry. Jeśli jednak by tak wyszło, to znaczy, że blenda jest za blisko, ale objawi się to pewnie też kompletnie przepaloną twarzą.

Dolomity Sportowa Dolina - fashion z blendami

Nikon D700 | Sigma 50mm 1,4 EX DG HSM | F/3,5 | 1/3200 | ISO 200

Słońce znajdowało się za moimi plecami, bardzo wysoko. Blendy rozświetlały cienie, które się przez to zrobiły od fryzury, rzęs itd.

Tak samo na kadrze pionowym. Parametry aparatu są nieco inne, żeby głębia ostrości była większa.

Nikon D700 | Sigma 50mm 1,4 EX DG HSM | F/5,6 | 1/1600 | ISO 200

Koniec pleneru nr 1

Po zakończonej sesji w DSD przyszedł czas na obiad w Mc’Donaldzie i „burzę mózgów” dotyczącą miejsca na kolejne zdjęcia. Na dach stacji BP pewnie by nas nie wpuścili, pobliskie schody okazały się niewypałem, a dachy okolicznych wieżowców wydawały się równie kiepskie, co wizja dostania się na nie. Wylądowaliśmy w skate parku, który, mimo przekonywań modelki i asystenta, że może coś z tego wyjdzie, czym prędzej opuściłem. Kilkadziesiąt metrów dalej znaleźliśmy to…

Plener drugi

fashion z blendami

Nikon D700 | Sigma 50mm 1,4 EX DG HSM | 7,1 | 1/1250 | ISO 200

Na temat powyższego zdjęcia nie ma się co rozpisywać. Większość została po staremu – słońce było za moimi plecami, z lewej strony. Tym razem „Pro” świecił wyłącznie tą mniejszą blendą i celował w twarz, omijając ubranie. W przeciwnym wypadku byłoby kompletnie przepalone (biała kurtka).

Blendy

Blendy warto mieć w swoim zestawie wybierając się zarówno w plener, jak i do studia. Nie ma uniwersalnego rozmiaru, który zastąpi wszystkie. Do doświetlania cieni w zdjęciach beauty i portretowych produkt o środnicy ok. 50 cm sprawdzi się świetnie (większe już znacznie słabiej), ale do takiej sesji, jak tutaj opisałem, 56 cm to z pewnością za mało.

Podstawa to mieć blendę białą i srebrną, ale zdecydowanie polecam dopłacić i kupić 5w1, szczególnie w przypadku tej największej. Jak sama nazwa wskazuje, jest to pięć blend w jednej – biała przydatna do dopalania cieni; srebrna do plenerów w mocnym słońcu; złota do ocieplenia kolorów np. zimą albo nadania innego charakteru zdjęciom czarno-białym; czarna jako ekran zasłaniający światło albo jako tło (tę wykorzystuję prawie zawsze przy robieniu sesji beauty – więcej na ten temat tutaj). Jest też biała półprzepuszczalna, czyli dyfuzor, który służy do zmiękczania światła. W moim zestawie znajdują się dwie blendy 180 x 120 cm 5w1, jedna 107 cm 5w1 (używam jedynie białej i okazjonalnie srebrnej). Posiadam też dwustronną, okrągłą, o średnicy 56 cm (biała/srebrna).

Popularne jest robienie blendy samemu, z koca grzewczego (do kupienia w aptece za ok. 10 zł). Taki koc jest z jednej strony srebrny, z drugiej złoty i strasznie się gniecie. Przypomina nieco folię aluminiową, tyle że jest znacznie wytrzymalszy. Kojarzycie takie siatki przyciemniające szyby w samochodach, przyklejane na gumowych przyssawkach, łatwe w składaniu. Tak łatwe jak blendy… Kupuje się taką ramkę, wycina siatkę i w jej miejsce przykleja koc grzewczy. W efekcie powstaje łatwa w składaniu blenda, przypominająca w składaniu te oryginalne. Miałem taką i NIE polecam. Trwałość jest dużo mniejsza niż „oryginału” made in China, na wietrze wygina się i zawija niemiłosiernie, a powierzchnia jest bardzo świecąca. Za bardzo. Blendy są tanie, lepiej trochę dopłacić i mieć porządny produkt.

Backstage

Podsumowanie

Sesja męcząca, ale udana. Trzeba zrobić taką kolejną, póki pogoda dopisuje… Z blendami pracuje się wygodniej niż z lampami, bo omija nas cały proces związany z rozkładaniem sprzętu i jego pakowaniem. Schowanie blendy to kwestia kilku sekund. Podobno wygodne są blendy trójkątne – w jednym z rogów mają uchwyt i można je wygodnie trzymać jedną ręką, nawet jeśli w drugiej jest aparat. Jednak nie spodziewajcie się, że teraz porzucę lampy… Sesje ze sprzętem studyjnym już wkrótce.

Recommended Posts

Mój KURS FOTOGRAFOWANIA w końcu jest dostępny!
Do zakończenia sprzedaży zostało:

00
Months
00
Days
00
Hours
00
Minutes
00
Seconds

KURS
FOTOGRAFOWANIA

W końcu jest dostępny mój kurs fotograficzny.

 

Do kupienia tylko od 31 marca do 9 kwietnia 2020

PREMIERA